Barcelona straciła twarz i... pieniądze. Wiemy, ile zapłaci za zwolnienie Xaviego

Hiszpańskie media nadal buzują po wczorajszym oficjalnym komunikacie Barcelony o zwolnieniu Xaviego z funkcji trenera. Słowa brutalnie punktujące kataloński klub, a przede wszystkim prezesa Joana Laportę, spływają z każdej strony. Sprawę prześwietlił dziennik "La Vanguardia". Okazuje się, że Barcelona za cały bałagan zapłaci nie tylko wizerunkowo, ale też finansowo. I to wcale niemało.

Saga na linii Barcelona - Xavi przypomina południowoamerykańską telenowelę. Jednego dnia cię nienawidzę, drugiego cię kocham, trzeciego chcę się z tobą ożenić, czwartego zaś się z tobą rozstaję. Wpierw Xavi podjął decyzję, że opuści klub po sezonie. Zarząd Barcelony nie zamierzał mu robić problemów. Wraz z upływem czasu jednak klub z Camp Nou uznał, że w sumie to ten Xavi jednak nie taki zły i warto go przekonać do kolejnej szansy. Co więcej, nawet im się to udało, bo około miesiąc temu Joan Laporta ogłosił pozostanie legendy na następny sezon. 

Zobacz wideo Imponujące zwycięstwo Natalii Kaczmarek podczas 70. ORLEN Memoriału Janusza Kusocińskiego

Laporta w maju, czyli teraz to ja już nie chcę

Jednak z czasem prezes klubu uznał, że nie, ten Xavi to się jednak nie nadaje. Postanowił go więc zwolnić miesiąc po ogłoszeniu przedłużenia współpracy. Oficjalnie dokonał tego wczoraj. Postawa klubu względem swojej boiskowej legendy wzbudziła niesmak i oburzenie większości obserwatorów, nawet jeżeli Xavi-trener nie był blisko Xaviego-piłkarza. Hiszpańskie media zaczęły regularną masakrę na Barcelonie, o czym pisał Filip Macuda.

Burza, póki co nie ma w planach się uspokoić, a dzisiaj swoje solidne trzy grosze dodał do tej wybuchowej mieszanki kataloński dziennik "La Vanguardia". Czytamy w nim m.in. "realistyczne przemówienie przed meczem w Almerii, które oburzyło prezydenta. Tego dnia trener podkreślił, że klub nie jest w takiej samej sytuacji finansowej, jak 25 lat temu, co utrudnia rywalizację z największymi klubami. Laporta, wierny przyjaciel sprzedawców iluzji, w tym momencie postawił na nim ostateczny krzyżyk, uruchomił nowy wodewil i nie chciał przyjąć Xaviego, który poprosił go o audiencję, aby wyjaśnić sprawę".

Xavi odejdzie, ale z kieszeniami wypchanymi forsą

Jednak najciekawsza jest kwestia finansowa. Otóż Xavi ma jeszcze kontrakt do końca przyszłego roku. A co trzeba zrobić, gdy zwolni się trenera przed końcem kontraktu? Wypłacić mu go do końca lub przynajmniej do momentu, gdy ten nie znajdzie nowego zatrudnienia. "Jednym z punktów, które pozostają do ustalenia, jest odprawa Xaviego i jego personelu: około 15 milionów euro. Nie wiadomo, jak zostanie rozwiązany finał tej sprawy. Xavi miał jeszcze jeden sezon kontraktu, za który Barcelona musi zapłacić jemu oraz jego sztabowi" - informuje "La Vanguardia".

Czysto teoretycznie Xavi mógłby się zrzec tego honorarium lub jego części, historia zna takie przypadki. Ale na stan obecny nie ma on pół powodu, by to zrobić. Na pewno wciąż kocha Barcelonę, ale po tym jak został potraktowany, wcale nie musi mieć ochoty się nad nią litować. Pewnie by to zrobił gdyby sam odszedł tak jak planował. Skoro jednak to oni go zwolnili... to już inna historia. Następcą Xaviego na stanowisku najprawdopodobniej zostanie były selekcjoner reprezentacji Niemiec Hansi Flick

Czy Barcelona pod wodzą Flicka odzyska mistrzostwo Hiszpanii?
Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.