Lewandowski reaguje na kampanię przeciwko sobie. Ten widok mówi wszystko

Dawid Szymczak
W końcówce sezonu Robert Lewandowski walczy jeszcze o tytuł króla strzelców i święty spokój przed Euro. Katalońskie media zaczęły podsycać plotki o jego odejściu, agent zdążył to zdementować, ale najskuteczniej uciszyć może je sam Lewandowski - ciągnąc Barcelonę na drugie miejsce w tabeli. Przeciwko Realowi Sociedad (2:0) nie strzelił gola, ale błysnął w bramkowej akcji.

Zdarza się, że w akcji bramkowej bardziej niż sam strzał i asysta imponuje podanie, które ją rozpoczęło. Tak było w meczu Barcelony z Realem Sociedad. W 40. minucie gola strzelił Lamine Yamal, asystował mu Ilkay Gundogan, ale to podanie Roberta Lewandowskiego było i najważniejsze, i najpiękniejsze. Polak, będąc w kole środkowym, sprytnie uciekł obrońcy i już sekundę później wykazał się świetną wizją gry - zagrał piłkę w przeciwnym kierunku, na wolne pole, z odpowiednią siłą. Takiego podania nie powstydziliby się najlepsi rozgrywający - Kevin De Bruyne czy Toni Kroos.

Zobacz wideo Dziewczyny z Legii: Chłopcy lekceważą, robią sobie żarty. Ale charakter mamy mocniejszy

Lewandowskiemu przepadła świetna szansa. Xavi zdjął go z boiska kilkanaście minut wcześniej

Występ Lewandowskiego przeciwko Realowi Sociedad nie był jednak idealny. W dwóch-trzech akcjach tracił piłkę po złym przyjęciu, miał problem z dojściem do sytuacji w polu karnym i oddał tylko jeden strzał - uderzył głową, a piłka poleciała prosto w bramkarza (xG - 0,02). Jego pomoc w rozgrywaniu akcji też nie była tak znacząca, jak w pierwszym spotkaniu z PSG, gdy wielokrotnie przejmował piłkę w środku pola i świetnie podawał ją skrzydłowy. Ale najważniejsze było to, co Lewandowski zrobił w akcji, która przyniosła Barcelonie pierwszego gola. Już samo jego zejście do środka pola stworzyło przestrzeń dla Gundogana i Yamala, a rozegranie piłki nadało jej tempo. Jego wkład był więc kluczowy, by Barcelona zdobyła trzy punkty.

Polakowi grało się trudno - przeciwko sobie miał trzech środkowych obrońców, w tym Robina Le Normanda, który podążał za nim jak cień. Lewandowski grał w piłkę, ale też zmuszony był toczyć z nim pojedynki jak w oktagonie. Nie brakowało mu energii. Fizycznie nie odstawał. Koniec końców zaliczył udany występ. Zabrakło w nim jedynie puenty - gola, który pomógłby mu się zbliżyć do prowadzącego w klasyfikacji strzelców Artema Dowbyka. Idealna okazja do zdobycia bramki pojawiła się w doliczonym czasie gry, gdy sędzia po konsultacji z VAR podyktował rzut karny. Ale wówczas Lewandowskiego od kilkunastu minut nie było już na boisku. Został zmieniony w 76. minucie, więc jedenastkę pewnie wykonał Raphinha. Lewandowski - na trzy kolejki przed końcem sezonu - wciąż traci do Ukraińca trzy gole. 

Ale kibicom Barcelony występ Polaka podobał się nawet bez gola. Gdy schodził z boiska wielu z nich oklaskiwało go na stojąco. I właśnie grając w ten sposób Lewandowski najskuteczniej rozprawi się z plotkami wypychającymi go z Barcelony. 

Wypychają Lewandowskiego z Barcelony? To gabinetowe gierki

Wydaje się, że kapitan reprezentacji Polski już kilka tygodni temu przeczuwał, co nadchodzi. Karuzela z plotkami o jego odejściu powoli zaczynała się rozkręcać, więc zawczasu wykorzystał największe medialne wzmożenie przed El Clasico, by w kilku wywiadach dosadnie powiedzieć o swojej przyszłości: że na pewno zostanie w Barcelonie i w przyszłym sezonie wciąż będzie jej piłkarzem. Nie potrzebował nawet pytań dziennikarzy, by o tym wspomnieć.  

- Odejście zdecydowanie nie wchodzi w grę. Nie ma tematu letniego transferu. Jak dotąd nie zastanawiałem się nad tym przez choćby sekundę. Ani o przeprowadzce do Arabii Saudyjskiej, ani do USA. W tej chwili nie ma to sensu – powiedział w wywiadzie dla „Bilda".

Ale nawet tak stanowcza deklaracja na niewiele się zdała. Od kilku dni kampania przeciwko niemu przybiera na sile. Najpierw katalońskie "Mundo Deportivo" napisało o "delikatnej sprawie" Lewandowskiego: że jest w klubie ceniony i chwalony za profesjonalizm, ale jego wysoki kontrakt stanowi coraz poważniejszy problem. Później "Sport" zamieścił bardziej dosadny artykuł, w którym pojawiła się informacja o planowanym na ten tydzień spotkaniu Piniego Zahaviego, agenta Lewandowskiego z władzami Barcelony - prezesem Joanem Laportą i dyrektorem sportowym Deco. Miało dotyczyć negocjacji zarobków Polaka. A jeszcze w międzyczasie radio "Cadena SER" przypomniało szczegóły jego zarobków. Wynagrodzenie Lewandowskiego rośnie z sezonu na sezon i w przyszłym ma dobić do 32 mln euro. Żadna to nowość, ale przypomnienie nie wydaje się przypadkowe. Podobnie jak komentarz radia, że klubowi ta kwota będzie ciążyć.

Najważniejszy jest kontekst. Lewandowski kończy przeciętny - jak na swoje standardy - sezon. Strzelił 24 gole i miał dziewięć asyst w 46 meczach, ale to i tak regres o 9 goli względem poprzedniego sezonu. Jego forma falowała - w końcówce 2023 r. była słaba, ale już w lutym i marcu wyraźnie wzrosła. Ostatnio mecze lepsze - jak wyjazdowy z PSG i domowe z Valencią oraz Realem Sociedad - przeplata słabszymi (Real Madryt, Girona). Co najistotniejsze - Barcelona kończy sezon rozczarowana i pogubiona. Bez trofeum i bez jasnego planu na przyszłość. Przez ponad trzy miesiące żyła w przekonaniu, że po sezonie rozstanie się z Xavim, tymczasem nagle doszła z nim do porozumienia. Sytuacja finansowa wciąż jest kiepska i znacząco wpłynie na letnie okno transferowe. W dodatku, w biurach Barcelony od dłuższego czasu ściera się kilka frakcji. Dyrektorzy i czołowi agenci walczą o wpływy. Coraz dalej sięgają macki Jorge Mendesa, portugalskiego agenta, który reprezentuje Lamine Yamala, Alejandro Balde, Joao Felixa, Joao Cancelo i Ansu Fatiego, a od przyszłego sezonu chętnie na środku ataku umieściłby jeszcze Darwina Nuneza - ponoć nieszczęśliwego w Liverpoolu.

Gdy połączy się to wszystko, niedzielny nagłówek "Sportu" - "Nacisk na Lewandowskiego" niespecjalnie dziwi. "Xavi chce zrewolucjonizować atak Barcelony w przyszłym sezonie i uważa Polaka za zbędnego. Pokazał to, zastępując go w meczach, w których Barcelona potrzebowała zdobyć bramkę, a także na konferencji prasowej. Gdy dostał pytanie o przyszłość Lewandowskiego, ograniczył się do stwierdzenia, że porozmawiają o tym pod koniec sezonu" - mogliśmy przeczytać w katalońskim dzienniku.

Ale sytuacja w rzeczywistości wydaje się znacznie spokojniejsza niż przedstawiają to hiszpańskie media. Zahavi w rozmowie z portalem "Meczyki" stwierdził, że wspomniany artykuł jest kompletną bzdurą, a Lewandowski na pewno zostanie w Barcelonie na kolejny sezon. Potwierdził to również Fabrizio Romano, jeden z najpopularniejszych i najlepiej zorientowanych dziennikarzy w sprawach transferowych. Pewne jest jedno: im Lewandowski będzie lepiej grał, tym dziennikarze i eksperci będą mieli mniej amunicji.   

Trzy kolejki do końca i trzy gole straty

Końcówka sezonu jest dla Barcelony gorzka. Walczy już tylko o drugie miejsce z Gironą. Nie dość, że to kwestia prestiżu, bo chodzi o rywala z Katalonii, który zawsze pozostawał w cieniu Barcy, a w tym sezonie dwukrotnie pokonał ją 4:2, to ma jeszcze wymiar finansowy, bo zespół, który skończy sezon jako wicemistrz, weźmie też udział w sowicie opłacanym Superpucharze Hiszpanii. 

Sam Lewandowski walczy jeszcze o zachowanie tytułu króla strzelców. Gdyby miał szansę wykonać rzut karny byłoby mu o to łatwiej. A tak po 35 kolejkach wciąż traci trzy gole do Artema Dowbyka, który w ostatnim meczu również nie zdobył bramki, a jego Girona zremisowała Deportivo Alaves 2:2. Barcelona, wygrywając 2:0 z Realem Sociedad, wyprzedziła ją o jeden punkt. 

Klasyfikacja strzelców i rywale w pozostałych meczach:

  • Artem Dowbyk 20 goli - Villarreal, Valencia, Granada
  • Alexander Sorloth 19 goli - Girona, Real Madryt, Osasuna
  • Jude Bellingham 18 goli - Alaves, Villarreal, Real Betis
  • Robert Lewandowski 17 goli - Almeria, Rayo, Sevilla
  • Ante Budimir 16 goli - Mallorca, Atletico, Villarreal
  • Borja Mayoral 15 goli - Atlético, Alaves, Mallorca
Czy Robert Lewandowski zostanie królem strzelców?
Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.