Po pierwszym spotkaniu FC Barcelona prowadziła 3:2 z PSG i świetnie zaczęła rewanż na własnym stadionie. Bramkę na 1:0 zdobył Raphinha i Katalończycy byli w bardzo komfortowej sytuacji aż do 29. minuty gry. Wówczas Ronaldo Araujo zatrzymał Bradley'a Barcolę wychodzącego na świetną pozycję i zobaczył czerwoną kartkę. Urugwajczyk osłabił zespół, co kompletnie zmieniło obraz spotkania i było zaczynem późniejszej porażki.
Osłabiona Barcelona trzymała się tylko w pierwszej połowie, kiedy to straciła jedną bramkę. Po przerwie Katalończycy nie wytrzymali już naporu rywali i finalnie przegrali 1:4, a w dwumeczu 4:6 i pożegnali się z Ligą Mistrzów. Po końcowym gwizdku w gorzkich słowach spotkanie podsumował Ilkay Guendogan, który nie szczędził krytyki kolegom.
- W takich sytuacjach wolałbym stracić gola albo dopuścić zawodnika do sytuacji sam na sam z bramkarzem, chociaż nie wiem, czy w tej konkretnej akcji rywal nie wypuścił sobie piłki za daleko. W każdym razie wolałbym dać szansę bramkarzowi do uratowania nas lub nawet stracić gola. Strata zawodnika w takim momencie po prostu zabiła mecz i zabiła nas - mówił Niemiec, według którego Barcelona oddała zwycięstwo w "najprostszy sposób".
Hiszpański "AS" donosi, że słowa Guendogana wywołały spore poruszenie w szatni Barcelony i doprowadziły do "pęknięcia" w grupie. Niemiec już w przeszłości publicznie krytykował zespół po porażce w El Clasico, ale zdaniem hiszpańskich mediów tym razem doprowadził do rozłamu w szatni.
"Tym razem nikt go o to nie prosił" - pisze "AS" o słowach Guendogana. "Otrzymał jednak wsparcie niejednego kolegi z zespołu" - czytamy dalej. Część zawodników Barcelony ma w stu procentach zgadzać się z Niemcem, a druga być przeciwna publicznemu komentowaniu takich sytuacji. "Stał się plagą dla kolegów po porażkach. Te słowa wcale nie pasowały do sytuacji i już kolejny raz zrobił to publicznie" - komentuje Javier Miguel.
"To nie jest komfortowa okoliczność przed wyjazdem na mecz na Santiago Bernabeu. Ten tydzień pokaże reakcję zawodników, których skrytykował Guendogan. Porażka z PSG i tak otworzyła ranę i poparło go wielu kolegów. Tym razem nie musiał tłumaczyć się z tych słów przed grupą" - podsumowuje hiszpański dziennik.
Teraz FC Barcelona stanie przed kolejnym trudnym zadaniem. W niedzielę 21 kwietnia o 21:00 drużyna Xaviego zmierzy się na wyjeździe z Realem Madryt, z którym w styczniu przegrała 1:4. Katalończycy tracą do rywali osiem punktów w tabeli LaLiga i ewentualna wygrana może włączyć ich do walki o mistrzostwo Hiszpanii.