Jeśli ktoś liczył na to, że niedzielny mecz Athleticu z Barceloną będzie tak dobry jak ten w Pucharze Króla z końcówki stycznia, to mocno się rozczarował. Ligowe spotkanie w Bilbao nie było nawet w części tak dobre jak tamto, po którym Baskowie awansowali do kolejnej rundy pucharowych rozgrywek.
O pierwszej połowie najlepiej świadczy to, że obie drużyny wygenerowały łącznie współczynnik goli oczekiwanych na poziomie 0,57. Jedyną dobrą okazję do zdobycia bramki miała Barcelona, ale i ona wynikała z przypadku.
W 32. minucie dalekie wyjście z bramki Unaia Simona chciał wykorzystać Joao Cancelo. Portugalczyk zdecydował się na lob z bardzo daleka, ale bramkarz Athleticu zdążył odbić piłkę. Tę z linii bramkowej wybił jeszcze Yeray Alvarez.
Barcelona nie tylko nie zdobyła bramki, ale doznała też poważnych strat kadrowych. W pierwszej połowie z powodu kontuzji z boiska zeszli Frenkie de Jong oraz Pedri. Dla Xaviego i Barcelony to fatalna wiadomość w kontekście pogoni za Realem Madryt w La Liga i walki w Lidze Mistrzów.
Druga połowa, choć zapowiadała się lepiej, wcale nie była ciekawsza. Po przerwie widzieliśmy tylko jeden celny strzał, a współczynnik goli oczekiwanych wygenerowany z obu stron wyniósł łącznie raptem 0,4. Słaby był mecz, słaby był też Robert Lewandowski.
Kapitan reprezentacji Polski miał tylko 26 kontaktów z piłką i ani razu nie zagroził bramce gospodarzy. Lewandowski oddał jeden strzał, który był zablokowany. Doświadczony napastnik został całkowicie wyłączony z meczu. Meczu, który potężnie rozczarował.
Barcelona zmarnowała okazję zmniejszenia straty do Realu Madryt, który w sobotę zremisował z Valencią (2:2). Po 27 kolejkach Katalończycy są na trzecim miejscu w tabeli z 58 punktami na koncie. Barcelona traci osiem punktów do Realu i punkt do Girony. Athletic z 50 punktami jest na piątym miejscu.
Kolejny mecz Barcelona zagra już w piątek, kiedy podejmie Mallorcę (21:00). Athletic w niedzielę zagra na wyjeździe z Las Palmas.