To największa sensacja sezonu! Kopciuszek przyćmiewa gigantów z całej Europy

Dotychczas futbolowa Katalonia kojarzyła się głównie z Barceloną, ale w tym sezonie to inny klub jest wizytówką regionu. Po pierwszych kolejkach większość kibiców myślała, że to efemeryda, lecz nastał grudzień, za chwilę półmetek sezonu, a Girona wciąż jest na szczycie La Liga. Ma tyle samo punktów, co Real, i cztery więcej od Blaugrany. Żaden inny klub z lig TOP5 nie zdobył więcej. "Czy to może być hiszpańskie Leicester?" - zastanawiają się już światowe media.

Porównania do dawnej ekipy Claudio Ranieriego pojawiają się zawsze, gdy zespół niżej notowany nagle pojawia się na ligowym szczycie. Historia Leicester jest ostatnią, w której tzw. underdog zdobył mistrzostwo czołowego piłkarskiego kraju. "Lisy" triumfowały w Premier League w sezonie 2015/2016, a jeszcze rok wcześniej zajęły 14. miejsce jako beniaminek. W Hiszpanii trudno doszukać się takiego przypadku. Nawet jeśli tytuł zgarniał ktoś poza Barceloną lub Realem - w XXI w. Valencia oraz Atletico dwukrotnie - to zawsze były to ekipy z czołówki. Girona poprzedni sezon zakończyła 10. miejscu. W dodatku jako beniaminek.

Zobacz wideo Listkiewicz dostał kontrę. Jaśniej się nie da. "Tragedia ludzka i groby"

Miała być "walka o spadek", a jest szczyt tabeli. Mimo letnich ubytków

Latem z gabinetów stadionu Montilivi dochodziły głosy, że zespół czeka trudna walka o przetrwanie, drużynę opuściło bowiem kilku istotnych graczy. Santiago Bueno (środkowy obrońca, który przeniósł się do Wolverhampton), Rodrigo Riquelme (wrócił z wypożyczenia do Atletico), najlepszy strzelec Taty Castellanos (Lazio) czy Oriol Romeu. Defensywny pomocnik, który po latach wrócił do Barcelony za trzy i pół miliona, był fundamentem dla sposobu gry preferowanego przez Michela. Zastąpiły ich postacie nieoczywiste. Girona w sumie na sześć transferów wydała nieco ponad 15 milionów euro. Do środka defensywy sprowadzono Erica Garcię (wypożyczenie z Barcy) oraz Daleya Blinda, który w teorii najlepsze czasy kariery miał dawno za sobą. Łączy ich jednak bardzo dobre wprowadzenie piłki. Obaj znajdują się na czołowych miejscach w klasyfikacji pod tym względem progresywnych podań. Pozycję numeru jeden w całej La Liga zajmuje Aleix Garcia: defensywny pomocnik i kapitan całego zespołu, który wszedł w buty Oriola Romeu. 26-latek jeszcze niedawno grał w Dinamie Bukareszt, a teraz jest nowym reprezentantem Hiszpanii i już media donoszą o zainteresowaniu ze strony Barcelony. Sam piłkarz przyznał, że to byłoby jego marzenie.

Cechy charakterystyczne: ofensywa i "remontady"

To właśnie tych trzech piłkarzy, ich piłkarskie usposobienie oraz znakomite liczby są charakterystyczne dla fenomenu Girony w tym sezonie. W ostatnich latach w hiszpańskiej piłce dominował raczej spory pragmatyzm i siermiężny sposób gry. Zespoły ze środka tabeli oraz broniące się przed spadkiem starały się skupiać na obronie własnej bramki. W La Liga rosła liczba fauli, a spadał efektywny czas gry czy średnia liczba bramek na mecz (w ubiegłym sezonie była ona najniższa w ligach TOP5). Girona jest pod tym względem wyjątkowa. Po 15 kolejkach ma na koncie 34 strzelone gole - najwięcej w lidze. W wielu statystykach osiąga wynik zbliżony do dwóch gigantów. Więcej okazji bramkowych stworzyła jedynie Barcelona. Są na czwartym miejscu pod względem średniego posiadania piłki (58,1 proc.) czy celnych podań na mecz. Jej piłkarze notują także trzeci wynik pod względem podań w pole karne. Na szczególne podkreślenie zasługuje również ich efektywność gry. Girona potrzebuje najmniejszej liczby strzałów, aby zdobyć bramkę.

Ofensywny futbol powoduje jednak braki w defensywie. Rywale już 18-krotnie pokonywali ich bramkarza, który zanotował jedynie cztery czyste konta. Tyle że w aż sześciu przypadkach Girona dokonywała remontady - tzn. wygrywała mecz, w którym jako pierwsza straciła gola. W poprzedni weekend Valencia wyszła na prowadzenie w 56. minucie, ale dwa trafienia Cristhiana Stuaniego w końcówce dały Katalończykom trzy punkty. - Takie zwycięstwo jest niezbędne, aby kontynuować entuzjazm oraz chęci, jakie mamy. Przede wszystkim tutaj, w domu. Wydłużyliśmy serię zwycięskich meczów i po raz kolejny odwróciliśmy wynik. Wykonanie tego w ten sposób dodaje nam pewności siebie - mówił po tym meczu 37-latek, który w Gironie gra od sześciu lat i stał się ulubieńcem kibiców. Drugi pod względem remontad Real Madryt dokonywał tego czterokrotnie.

Know-how od Manchesteru City

Sposób gry katalońskiego zespołu nie jest jednak przypadkowy. Od 2017 r. 47 proc. akcji klubu należy do City Football Group - arabskich szejków, którzy zapewniają stabilność. Grupa ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich w rękach ma także m.in. Manchester City. Ich działalność w futbolu rozszerza się na cały świat. Mają kluby w MLS (New York City), Australii (Melbourne City), ale także przejmują europejskie ekipy, jak Troyes czy Palermo. W ten sposób do Girony trafił m.in. lewoskrzydłowy Savio. 19-letni Brazylijczyk jest rewelacją La Liga. W tym sezonie ma na koncie już cztery gole oraz cztery asysty. Latem został przeniesiony w ramach wypożyczenia właśnie z francuskiego Troyes. Trener Michel powiedział, że od czasu Viniciusa w Realu Madryt nie widział zawodnika, który miałby taki wpływ i umiejętność wygrywania pojedynków dryblingiem.

Linię ofensywną uzupełniają Ukraińcy, Wiktor Cygankow oraz Artem Dowbyk, którzy trafili do Hiszpanii po wybuchu wojny w Ukrainie. Dowbyk ma już siedem trafień i pięć asyst w La Liga. Siłę Girony stanowią także zawodnicy, którzy nie mieścili się w składzie mistrza Anglii. 21-letni prawy obrońca Yan Couto dobrą grą w ostatnich miesiącach trafił właśnie do reprezentacji Brazylii. Niskim kosztem na obiekt Montilivi z Manchesteru City trafił także podstawowy środkowy pomocnik Yangel Herrera.

Współpraca klubów należących do City Football Group nie ogranicza się tylko do wewnętrznych transferów. - Co sezon Girona wybiera się na obiekty City na dwutygodniowy obóz. Przyjeżdżają trenerzy i dyrektorzy, którzy pilnują, aby cała struktura była podobna do Manchesteru City - zdradził na antenie Kanału Sportowego Marcel Lizak, były bramkarz katalońskiego klubu. W dodatku prezesem zarządu i częściowym udziałowcem Girony jest Pere Guardiola, brat Pepa. Dyrektorem sportowym od 2014 roku jest Quique Carcel. Niedawno przedłużył swoją umowę o kolejne cztery lata.

Girona, mimo 93 lat swojego istnienia, rozgrywa dopiero czwarty sezon w hiszpańskiej ekstraklasie. W nim po raz pierwszy w historii została w niej liderem tabeli - po 15 kolejkach miała aż 38 punktów. Dokonała tego pod wodzą Michela, który dotychczas był specjalistą od awansów. Podczas dopiero sześcioletniej kariery trenerskiej ma już na koncie trzy awanse do La Liga: w 2018 r. z Rayo Vallecano oraz dwa lata później z Huescą, choć w obu przypadkach nie było mu dane dokończyć następnego sezonu. Z Gironą awansował po barażach po trzech latach na zapleczu. Na Montilivi zaufali mu na dłużej, mimo że w pierwszych 12. kolejkach poprzedniego sezonu jako beniaminek wygrał tylko dwa mecze. Już wtedy ich spotkania cechowały się wysoką liczbą bramek. - Najważniejsza jest codzienna praca, a to tutaj czułem się najlepiej. Zostałem obdarzony największym zaufaniem. Jest ciągłość i to daje nam spokój. Tego lata pozyskaliśmy graczy bardzo zgodnych z naszymi pomysłami na sposób gry - mówił niedawno Michel.

Swoje ofensywne spojrzenie na futbol odcisnął na zespole, który już w niedzielę o godz. 21 zmierzy się na wyjeździe w derbach Katalonii z Barceloną. Girona w swojej historii w Primera Division nie zdołała jeszcze pokonać regionalnego rywala, lecz nigdy przed konfrontacją z Barcą nie była tak mocna i pewna siebie.

Więcej o:
Copyright © Agora SA