Zaskakująca reakcja kibiców na akcje Lewandowskiego. Polak "uratował" dziecko

Jakub Seweryn
FC Barcelona znów stanęła na wysokości zadania i zagrała najlepszy mecz od dawna. Mogła wygrać w hicie z Atletico Madryt wyżej niż 1:0, a tak w końcówce dwukrotnie uratował ją bramkarz Inaki Pena. Robert Lewandowski, choć był niezwykle nieskuteczny, za inne elementy otrzymywał nawet owację od kibiców na Montjuic, tak samo jak za świetne zachowanie wobec dziecka, które wpadło w drugiej połowie na murawę. Bohaterem Barcelony był jednak Joao Felix, który strzelił jedynego gola i za nic miał to, że do Barcy jest z Atletico Madryt tylko wypożyczony do końca sezonu.

Hitowy mecz Barcelony z Atletico już na tym etapie sezonu miał wielką wagę. Przegrywający tego spotkania traciłby bowiem aż siedem punktów do prowadzących w tabeli Realu Madryt i Girony. Barca i Robert Lewandowski wiedzieli, że tylko zwycięstwo pozwoli im utrzymać pozytywną atmosferę w zespole po arcyważnej wygranej z Porto (2:1) w Lidze Mistrzów kilka dni wcześniej. I tę wielką motywację drużyny Xaviego Hernandeza było widać od pierwszego gwizdka sędziego Jose Marii Sancheza Martineza. 

Zobacz wideo Michał Probierz wykorzystał pomidora. Ależ pewność siebie!

To zawodziło Lewandowskiego. Co za pudła Polaka! Zaskakująca reakcja kibiców

- Musimy szukać większej liczby podań do niego, choćby ze skrzydeł. W końcu mamy znakomitego egzekutora, jednego z najlepszych na świecie w ostatnich latach. Mamy tu wiele do poprawy - tak mówił Xavi Hernandez o Robercie Lewandowskim po meczu Ligi Mistrzów z FC Porto (2:1). 

Jego piłkarze wzięli to sobie do serca w niedzielę, ale sam Lewandowski potwierdził, że nie jest w najwyższej formie. Polak już w pierwszym kwadransie dostał trzy dobre dogrania w pole karne, ale raz został zablokowany, a dwukrotnie uderzył pokracznie i wyjątkowo niecelnie. Wyglądało to bardzo kiepsko, jednak gdyby głębiej przeanalizować obie sytuacji, to Lewandowskiego zawiódł w nich timing - w obu przypadkach był na pozycji przed piłką, co nie pozwoliło mu skontrolować uderzenia. 

Ale kapitan reprezentacji Polski mimo wyraźnych błędów technicznych wykazywał się wyjątkową dla siebie determinacją w każdym miejscu boiska. Prawdopodobnie to właśnie docenili u niego kibice Barcy, którzy mimo kolejnego błędu technicznego w końcówce pierwszej połowy odśpiewali nazwisko kapitana  reprezentacji Polski w rytmie tytułowej piosenki serialu "Flintstonowie". 

To wyraźnie zmotywowało Lewandowskiego do lepszej gry, bo tuż po przyśpiewce Polak rozpoczął bardzo groźną akcję Barcelony zakończoną świetną sytuacją Joao Felixa, który w przeciwieństwie do 30. minuty tym razem nie zdołał pokonać Jana Oblaka. 

Joao Felix się nie pieścił przeciwko "swojemu" klubowi. Gol i cieszynka. W Madrycie będą wściekli!

Ale w 30. minucie 24-letni Joao Felix ukąsił Atletico, z którego jest tylko wypożyczony do Barcy do końca sezonu. Lewoskrzydłowy FC Barcelony wygrał przebitkę z jednym z obrońców Atletico, wbiegł z piłką w pole karne i w sytuacji sam na sam z Janem Oblakiem elegancko podciął piłkę nad słoweńskim bramkarzem idealnie do bramki Rojiblancos.

Joao Felix nie miał zamiaru wstrzymywać się z cieszynką, wspiął się na jedną z band reklamowych i cieszył się w najlepsze z trafienia. Z pewnością nie spodoba się to w Atletico, bo Portugalczyk wymownie pokazał tym, że chciałby zostać w Barcelonie, a nie na Metropolitano, gdzie nie po drodze mu było m.in. z Diego Simeone.

Z reakcją piłkarzy Cholo spotkało się to już w trakcie spotkania, bo Felix był traktowany bardzo ostro przez swoich byłych (?) kolegów. Wywalczył przynajmniej trzy żółte kartki dla obrońców Atletico. Blisko był też strzelenia drugiego gola czy też wywalczenia rzutu karnego w końcówce pierwszej połowy, gdy jego strzał z bliska obronił Oblak, a dodatkowo w tej akcji stempel na nogę Felixa wykonał Mario Hermoso, co oczywiście umknęło uwadze hiszpańskich sędziów. 

Portugalczyk przyćmił byłego piłkarza Barcelony w koszulce Atletico - Antoine Griezmann, choć w tym sezonie jest fantastyczny, na boisku Barcelony znowu zawiódł. Bliski szczęścia był za to Memphis Depay, którego strzał z wolnego był o włos od wyrównania wyniku.

Estadio Montjuic nie przyciąga kibiców Barcelony. Zadziwiająca frekwencja na hicie 

Przebudowa Camp Nou trwa w najlepsze, a FC Barcelona jeszcze przynajmniej do końca 2024 roku będzie grała na Stadionie Olimpijskim w Barcelonie - Estadi Olimpic Lluis Companys. Obiekt ten, który do 2009 roku był używany przez lokalnego rywala Barcy - Espanyol Barcelona, nie zachęca jednak kibiców drużyny Xaviego do oglądania meczów na żywo. 

W hicie La Liga przeciwko Atletico Madryt na stadionie zjawiło się 35 tysięcy kibiców, podczas gdy jego pojemność to około 55 tysięcy. Sam obiekt z zewnątrz prezentuje się uroczo, ale już wewnątrz nie jest najbardziej komfortowy do oglądania meczów piłkarskich. Wszak jest to stadion olimpijski z bieżnią, wobc czego z dużej części trybun odległość do murawy jest naprawdę duża. 

"Integracja jest w naszych rękach". Ważny gest Barcelony

Tuż przed pierwszym gwizdkiem oba zespoły nie wyszły wspólnie na murawę. Najpierw wyszli na plac gry piłkarze Atletico, a dopiero później Barcelona. Było to spowodowane faktem, że zawodników gospodarzy na murawę wyprowadziły niepełnosprawne dzieci pod hasłem "Włączenie (integracja) jest w naszych rękach". Wszystko to jest spowodowane Międzynarodowym Dniem Osób Niepełnosprawnych. Barcelona odgrywa w swoim regionie (ale i nie tylko) ważną rolę społeczną i stara się to wykorzystać. 

Najlepsza akcja Roberta Lewandowskiego. Uratował dzieciaka, który wbiegł na murawę

Robert Lewandowski był tego dnia ze skutecznością na bakier, co potwierdził także w ostatnim kwadransie, gdy wszystko zrobił doskonale do momentu samego strzału, który był kompletnie nieudany. W rozegraniu piłki czy pressingu to był jednak najlepszy Lewandowski od dłuższego czasu, co też doceniali kibice Blaugrany obecni na stadionie.

Najlepszą akcję Lewandowski zaprezentował jednak w nieco innym kontekście. Mniej więcej na 15 minut przed końcem spotkania na murawę Montjuic wbiegł kilkuletni dzieciak, który pobiegł od razu do Roberta Lewandowskiego. Polak go objął, uchronił przed ekspresywną interwencją stewardów i odprowadził pod linię boczną, za co zgarnął nie pierwszą i nie ostatnią tego wieczoru owację od kibiców.

Barcelona dawno nie zagrała tak dobrze. Atletico dojechało dopiero po przerwie

Pierwsze 45 minut to był prawdziwy popis drużyny Xaviego Hernandeza, która stanęła na wysokości zadania i zdominowała Atletico. W grze Barcy zgadzało się przed przerwą wszystko poza skutecznością - pressing, wyjście spod pressingu, konstruowanie akcji ofensywnych. I aż dziw bierze, że po 45 minutach było tylko 1:0.

Barca mogła rozstrzygnąć mecz do przerwy, a tak w drugiej połowie znów emocji nie brakowało. Jednak Atletico było naprawdę groźne tak naprawdę pod koniec spotkania, gdy gospodarzy dwukrotnie uratował Inaki Pena. Najpierw parując na poprzeczkę świetny strzał z wolnego Memphisa Depaya, a następnie zatrzymał w jednej z ostatnich akcji spotkania Samuela Lino. 

Zespół Diego Simeone, który przed tym meczem znajdował się w doskonałej formie, zareagował zdecydowanie za późno i zasłużenie schodził z boiska pokonany. A Barcelona? Potwierdziła niezły mecz z FC Porto jeszcze lepszym spotkaniem z Atletico Madryt, co mimo czteropunktowej straty w tabeli do Realu i Girony może napawać fanów Barcy optymizmem. Ale już za tydzień, również na Montjuic, mistrzów Hiszpanii czeka kolejny wielki sprawdzian z Gironą.

Więcej o:
Copyright © Agora SA