Poważna przygoda Rafaela Nadala ze światowym futbolem rozpoczęła się w Valencii na początku XXI wieku, gdzie dwukrotnie wygrywał mistrzostwo kraju oraz Puchar UEFA. W 2004 roku został nagrodzony statuetką dla światowego trenera roku. To otworzyło hiszpańskiemu szkoleniowcowi drogę do największych europejskich marek. W trakcie swojej kariery prowadził Real Madryt, którego jest trenerskim wychowankiem, Chelsea czy Liverpool.
To właśnie z "The Reds" wygrał Ligę Mistrzów w sezonie 2004/2005, pokonując w pamiętnym finale w Stambule AC Milan po rzutach karnych. Polscy kibice ten mecz kojarzą głównie za sprawą "Dudek Dance" w konkursie jedenastek.
W ostatnim czasie 63-latek usunął się w cień. Przez blisko dwa lata prowadził chińskie DL Pro, lecz jego zespół nie miał w składzie wielkich gwiazd, był ligowym średniakiem. W 2021 roku Rafa Benitez postanowił jeszcze raz spróbować swoich sił w Europie. Został trenerem Evertonu, ale w trakcie półrocznej kadencji wygrał raptem siedem spotkań, w tym cztery w pierwszym miesiącu swojej pracy. Rękę w jego kierunku wyciągnęła Celta Vigo. Wydawało się, że ekipa z Balaidos, którą objął w lipcu tego roku, była ostatnią szansą, aby postać Rafy Beniteza nie została tylko wspomnieniem.
Celta jest jednak jedną z najgorszych zespołów w tym sezonie La Liga. W piątek mierzyli się na wyjeździe z rewelacją sezonu Gironą. Spotkanie zakończyło się zwycięstwem faworyzowanych gospodarzy 1:0 po golu w doliczonym czasie gry, co jeszcze bardziej pogrążyło ekipę z Vigo. Po 11. meczach mają oni na swoim koncie raptem sześć punktów i zajmują 18. miejsce w strefie spadkowej z jednym zwycięstwem. Gra Celty przez lata była uzależniona od swojego lidera Iago Aspasa - kapitana i lidera ofensywy, który regularnie notował dwucyfrową liczbę bramek w La Liga, lecz napastnik ma już 36-lat. Trudno ciągle bazować na tak zaawansowanym wiekowo graczu, czego konsekwencje są dostrzegane w tym sezonie. Aspas nie strzelił jeszcze gola, zanotował raptem dwie asysty.
Hiszpański szkoleniowiec po spotkaniu z Gironą miał wielkie pretensje do sędziego, który nie uznał bramki autorstwa de la Torre w 84. minucie - jeszcze przy stanie 0:0. Arbiter uznał, że pomocnik faulował bramkarza gospodarzy. - Mówimy o wyniku 0:1 zamiast 1:0. Nic nie powiem, ale nie rozumiem tego. Ktoś musi to powiedzieć. Nie da się tego wyjaśnić - grzmiał Benitez. - VAR analizuje sytuację, ale nie wiem, co nie wiem, co oni tam widzą, nikt tego nie rozumie. Spróbujemy przeanalizować grę, aby zobaczyć, czy może dzięki boskiej inspiracji otrzymamy wyjaśnienie - kontynuował.
Zdaniem klubu z Balaidos to nie pierwszy mecz, w którym sędziowie popełnili błąd na ich niekorzyść i czują się z tego powodu pokrzywdzeni. Wyliczono, że w aż czterech spotkaniach arbiter wypaczył wynik spotkania. W piątkowy wieczór czara goryczy się przelała i wygłosili apel w mediach społecznościowych. "W takie wieczory możemy tylko powiedzieć: te rozgrywki zasługują na dużo więcej" - napisali.
Być może w oczach władz klubu rzekome błędy sędziów będą elementem usprawiedliwiającym wyniki zespoły pod wodzą Rafy Beniteza. W innym razie 63-letni szkoleniowiec może w najbliższej przyszłości pożegnać się z posadą, mimo że kontrakt podpisał do aż 2026 roku.