Wielki powrót Lewandowskiego. Gol i arcyważne zwycięstwo Barcelony

Robert Lewandowski nie grał najlepszego meczu, ale i tak zdobył gola, a FC Barcelona wygrała kolejny trudny wyjazdowy mecz w Primera Division. Drużyna trenera Xaviego pokonała Real Betis 2:1 i umocniła się na czele tabeli.
Zobacz wideo Krzynówek wskazał wzór dla Santosa. "Szatnia była razem z nim"

Była 65. minuta meczu. FC Barcelona była lepsza od gospodarzy, ale męczyła się i nie potrafiła zdobyć bramki. Zapowiadało się, że znów, w czwartym ligowym spotkaniu z rzędu może wygrać najwyżej 1:0. Wtedy lider Primera Division miał kontrę. Po faulu, Frenkie de Jong nie czekał na ustawienie rywali, ale inteligentnie, błyskawicznie wykonał rzut wolny. Podał do Alejandro Balde na lewą stronę, ten wbiegł w pole karne, minął obrońcę i kapitalnie dograł na trzeci metr do Raphinhy, który strzelił do pustej bramki.

Kwadrans później FC Barcelona podwyższyła wynik po golu Roberta Lewandowskiego. Polski napastnik świetnie odnalazł się w polu karnym po rzucie rożnym. Piłkę głową zgrał mu Ronald Araujo, Lewandowski przyjął ją na szóstym metrze i pewnym strzałem nie dał szans bramkarzowi Betisu na skuteczną interwencję.

Wreszcie powrót Lewandowskiego

Wydarzeniem meczu był oczywiście powrót do gry właśnie Roberta Lewandowskiego. Polski napastnik pauzował za czerwoną kartkę w meczu wyjazdowym z Osasuną. Lewandowski nie wystąpił w starciach z Atletico Madryt, Getafe i Gironą. Wszystkie FC Barcelona wygrała 1:0.

W pierwszej połowie nie był to udany powrót Lewandowskiego. Widać było u niego przerwę w grze, brak odpowiedniego czucia gry i dokładności w zagraniach. W tej części miał aż siedem strat i ani jednej dobrej okazji do zdobycia gola. Polski napastnik i tak jednak pokazał klasę. Mógł mieć asystę. W 41. minucie kapitalnie zgrał piłkę głową do Gaviego, ale jego strzał z jedenastu metrów został zablokowany.

Mimo słabszej dyspozycji Lewandowskiego, FC Barcelona w dobrej, toczonej w szybkim tempie pierwszej połowie, mogła cieszyć się z gola. W 18. minucie goście przeprowadzili piękną akcję. Raphinha kapitalnie między nogami podał do Pedriego w pole karne, ten był sam na sam z bramkarzem, ale niepotrzebnie próbował go mijać i rywal złapał piłkę. Kwadrans później Brazylijczyk trafił głową do siatki, ale sędzia odgwizdał pozycję spaloną. I w sumie to by było na tyle, jeśli chodzi o ofensywę FC Barcelony. Drużyna Xaviego dłużej utrzymywała się przy piłce (65-35 proc.), ale niewiele z tego wynikało.

Gospodarze w pierwszej połowie próbowali zaskoczyć obronę FC Barcelony z kontrataku. Najbliżej gola byli w dziesiątej minucie. Luiz Henrique strzelał z pięciu metrów, ale został zablokowany.  Ofiarna interwencja Kounde uratowała zapewne lidera Primera Division w 32. minucie, kiedy Canales strzelał z dwunastu metrów.

Już po zaledwie 180 sekundach drugiej połowy goście mogli prowadzić. Balde, wybrany najlepszym zawodnikiem meczu, kapitalnie zagrał lewą stroną, minął rywala, podał na dwunasty metr do Pedriego, ten mocno uderzył, ale świetnie obronił Rui Silva. Potem FC Barcelona wreszcie dopięła swego, o czym napisaliśmy powyżej. Przejęła kontrolę na boisku, aż do końcówki spotkania. Nerwowo zaczęła grać po 85. minucie, kiedy do własnej bramki piłkę w niegroźnej sytuacji skierował Kounde. Francuz próbował wybijać piłkę klatkę piersiową, ale zrobił to w kierunku bramki i zaskoczył ter Stegena.

FC Barcelona po tej wygranej ma już osiem punktów przewagi nad Realem Madryt. Mistrzowie Hiszpanii swój zaległy mecz zagrają w czwartek. Zmierzą się u siebie z Valencią. Początek spotkania o godz. 21.

Real Betis - FC Barcelona 1:2 (0:0)

Bramki: Kounde (85. samobójcza) - Raphinha (65.), Lewandowski (80.).

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.