Ten hiszpański arbiter znany jest z tego, że lubi być w centrum uwagi, ale podczas sobotniego starcia przekroczył skalę dobrego smaku. Żółte kartki pokazywał według własnego uznania, a nie zgodnie z przepisami — było ich łącznie aż piętnaście, z czego siedem w sześć minut. Podobnie z kartkami koloru czerwonego. Ich pokazał aż trzy, ale jedną cofnął po interwencji VAR.
Cały świat skrytykował jego pracę. Nie inaczej było w hiszpańskich mediach, które jasno wskazały antybohatera tego spotkania. "Rzadko zdarza się mecz, w którym to nieszczęście zwane Mateu Lahozem nie godzi w godność zespołu sędziowskiego i katalońskie derby nie były wyjątkiem. Cały czas szukał rozgłosu" - brutalnie ocenił kataloński dziennik "Mundo Deportivo", który ostatni kwadrans nazywa jego "show".
"Robert Lewandowski niespodziewanie wrócił na spotkanie z Espanyolem, ale to nie on, a Mateu Lahoz był główną gwiazdą derbów Barcelony" - napisała madrycka "Marca". "Swoimi decyzjami, kartkami i wyrzuceniami z boiska pozostawił obie drużyny niezadowolone" - dodają.
Bardziej poszkodowani mogą czuć się gospodarze z Camp Nou, gdyż arbiter podyktował rzut karny dla Espanyolu oraz cofnął czerwoną kartkę dla obrońcy "Papużek". Jedenastka była jednak ewidentna. "Sędzia miał rację, ponieważ Marcos Alonso wyraźnie nadepnął Joselu. Zawodnik Barcelony unosi ręce i jest to najlepszy sygnał, że doszło do przewinienia" - potwierdził Perez Burrull, były hiszpański arbiter, w programie "Marcador" dla "Radia Marca".
Ekspert odniósł się również do cofnięcia decyzji o czerwonej kartce dla Leandro Cabrery za starcie z Robertem Lewandowskim. "Nie da się tak poprowadzić meczu piłkarskiego. Za dużo kartek i nie rozumiem powodu, dla którego cofnął czerwoną kartkę dla Cabrery" - podsumował były sędzia.
Z podyktowaniem rzutu karnego na łamach "ASa" zgadza się również Iturralde González. "Nadepnął go. Przypadkowo, od tyłu, ale jednak nadepnął. To kara. Intencja nie ma w tym momencie znaczenia" - zaznaczył ekspert sędziowski.
"Mateu Lahoz, który oburzył pół planety swoją śmieszną postawą w meczu Holandia - Argentyna na Mistrzostwach Świata, po raz kolejny stał się smutnym bohaterem derbów, które pokazują, że nie ma już kwalifikacji do prowadzenia meczów na najwyższym poziomie" - twierdzi "Sport", który jednak zaznacza, że strata punktów przez podopiecznych Xaviego to nie tylko efekt słabej postawy arbitra. "Barca nie straciła dwóch punktów przez Mateu Lahoza. Pozwoliła, by zwycięstwo wymknęło się przez jego konformizm. Blaugrana zagrała bardzo słabo i czasami wyglądała na bezduszną wersję drużyny, która wydawała się zapomniana" - podsumowuje dziennik.
Ta strata punktów przez FC Barcelonę nie kosztowała ich fotelu lidera, gdyż mimo również liczby punktów z Realem Madryt (38) to oni są na pierwszym miejscu w tabeli, dzięki lepszemu bilansowi bramkowemu.