Wszystko zaczęło się w niedzielę. Tego dnia holenderska gazeta "De Telegraaf" opublikowała wybuchowe komentarze Frenkiego de Jonga na Twitterze na temat FC Barcelony. Holenderski pomocnik oskarżył w nich klub o próbę zmuszenia go do opuszczenia i wyciek jego kontraktu. Takie zachowanie działaczy jest oczywiście nielegalne.
Błyskawicznie zareagował na to Enric Masip. - Mogę powiedzieć, znając fakty, że osobą z klubu, która najbardziej broniła ciągłości i oczywiście nie życzyła sobie sprzedaży Frenkiego de Jonga, był Joan Laporta. Klub nigdy, absolutnie nigdy, nie rozważał sprzedaży, nawet będąc w nie najlepszej sytuacji finansowej - powiedział Enric Masip, doradca Joana Laporty.
Teraz w ślady de Jonga poszedł Jordi Alba, obrońca FC Barcelony. Oskarżył klub o ujawnienie informacji na temat jego kontraktu. Był też zły o oskarżenia o odmowę obniżenia pensji.
- Mam bardzo jasne dowody, że takie wiadomości wyciekły. Jestem w klubie od dłuższego czasu i znam to środowisko - powiedział Jordi Alba w rozmowie z "Cadena Cope".
- Za każdym razem, gdy klub prosił mnie o pomoc, to ja dawałem. Nikt nie może powiedzieć inaczej. Jestem z Barcelony i zawsze będę jej pomagał. Gdybym był w innej drużynie, nie zrobiłbym tego. Moje relacje z Laportą są dobre - dodał Alba.
Obecny zarząd FC Barcelony robi wszystko, by zawodnicy zgodzili się na obniżkę swoich pensji. Dzięki temu klub w styczniu przyszłego roku będzie mógł pozyskać nowych zawodników. Nie będzie bowiem przekroczony limit wynagrodzeń La Ligi.
FC Barcelona po 14 kolejkach z 37 punktami prowadzi w La Lidze. Ma dwa punkty więcej od obrońcy trofeum - Realu Madryt.