Luis Figo po latach wyjawia prawdę o transferze, który złamał miliony serc

Zdradę trudno wybaczyć. Tym bardziej, jeśli w jednym momencie pękają miliony serc. Wie coś o tym Luis Figo, były wybitny portugalski piłkarz, którego zawsze kusiły pieniądze, a jego transfer z Barcelony do Realu zmienił historię futbolu. Opowiada o tym dokumentalny film Netfliksa.

"Zdrajca", "Judasz", "Sprzedawczyk" - to najłagodniejsze określenia, jakich musiał wysłuchiwać Luis Figo, gdy po raz pierwszy pojawił się na Camp Nou w białej koszulce Realu Madryt. Był 2000 rok, a Portugalczyk właśnie odszedł z Barcelony do Realu Madryt i przyjechał na stary stadion z zespołem wielkiego rywala. "Figo! Ty skur..." - niosło się z trybun, zresztą dostawało się nie tylko piłkarzowi. "Figo frajerze! Każdy twoją starą bierze" - skandowali kibice w kierunku Portugalczyka, który przy okazji musiał uważać, by nie zostać trafionym butelką, zapalniczką, a nawet telefonem komórkowym. Nienawiść kibiców Barcelony nie była tylko jednorazowym wybuchem emocji. Jeszcze dwa lata później błyskotliwy skrzydłowy musiał uważać, by nie oberwać na Camp Nou przedmiotami rzucanymi z trybun. A w jego kierunku leciało wszystko, nawet... świński łeb.

Zobacz wideo Lewandowski i Salihamidzić pod szatnią. Wyjątkowe ujęcia
 

- Okłamał fanów Barcelony. Złamał nam serce, zapłaci za to. To zwykły sprzedawczyk - od takich słów jednego z komentatorów zaczyna się netfliksowy dokument "Transfer Luisa Figo: dzień, który zmienił futbol". A potem widzimy kibicowskie wrzenie na ulicach Barcelony i palone koszulki z nr. 7. 

Jak doszło do tego, by jeden transfer wywołał tyle emocji? Jaka jest historia największej zdrady w historii futbolu? 

Figo zdrajcą? Tego nie usłyszysz tylko w Katalonii

Luis Figo urodził się w 1972 roku w Lizbonie i rozpoczął karierę w miejscowym Sportingu. W portugalskiej ekstraklasie zadebiutował jako 17-latek. Rozegrał w niej ponad sto meczów, a w swoim ostatnim sezonie strzelił dla Sportingu 15 goli. To nie było wielkie zaskoczenie, bo na koncie miał już liczne tytuły z młodzieżówką. W tym te najważniejsze - mistrzostwo świata do lat 20 i mistrzostwo Europy do lat 16.

W 1995 roku Sporting był w dużym kryzysie organizacyjnym, więc Figo zaczął negocjować z Benfiką, co rozwścieczyło fanów "Lwów". Ale że drugi lizboński klub także nie potrafił spełnić jego wymagań finansowych, to jego agent Jose Veiga zgłosił się do klubów Serie A, wówczas najpotężniejszej ligi świata.

Żurkowski zmarnował doskonałą okazjęWielka nadzieja zawiodła Michniewicza. Druga linia istnieje tylko teoretycznie

Figo negocjował z Juventusem oraz Parmą. Ba, podpisał nawet dwa kontrakty. Najpierw z turyńczykami, a później - na jeszcze lepszych warunkach - z Parmą. A że tym samym złamał prawo, to otrzymał dwuletni zakaz gry w lidze włoskiej. Trzeba było szukać dalej. Padło na Barcelonę, choć interesował się nim także Real.

- To był prosty wybór, bo od zawsze kibicowałem Barcelonie i ją uwielbiałem. Czułem się jak dzieciak, który dostał nową piłkę - tłumaczył Figo.

- Już od czasów Franco mówi się, że Barca to coś więcej niż klub. I to święta prawda. Czuję się tu jak w domu, a wszyscy są mi bliscy jak rodzina - argumentował. I tu trzeba otworzyć nawias: generał Franco to hiszpański dyktator wojskowy, który gardził Katalonią, a Real wykorzystywał do celów politycznych. Za jego dyktatury język kataloński był nielegalny, więc Camp Nou był jednym z ostatnich bastionów spajających katalońską społeczność. Ale wróćmy do futbolu.

Latem 1995 roku Barcelona kupiła Figo za 2,5 mln euro. To był dla niego nowy świat. Zaczął samodzielne życie, bo wcześniej mieszkał z rodzicami. I to w Barcelonie na świat przyszła pierwsza z jego trzech córek. W ciągu pięciu lat poznał w szatni wielu mistrzów: Romario, Ronaldo, Rivaldo, Luisa Enrique czy Pepa Guardiolę. I to właśnie ten ostatni najwięcej mu pomagał w aklimatyzacji. Mieszkali razem na zgrupowaniach, a po treningach spędzali wspólnie czas.

- Spytałem Johana Cruyffa "Kogo nam ściągnąłeś?". Figo był zjawiskowo dobry. Najlepsze było w nim to, że jak mecz nam nie wychodził, to on dawał z siebie jeszcze więcej. W trudnych momentach domagał się piłki, by znaleźć nietuzinkowe rozwiązanie - wspominał Pep.

Magnus Carlsen na mistrzostwach świata w szachach szybkich, Warszawa 2021Carlsen wreszcie przemówił. Tłumaczy swoje oskarżenia. "Postępy były niezwykłe"

Z Barceloną Figo zdobył m.in. Puchar Zdobywców Pucharów (1997), dwa mistrzostwa kraju (1998 i 1999). A skoro były sukcesy, to latem 2000 roku Figo zażądał podwyżki. - Skoro jestem wśród trzech najlepszych piłkarzy świata, to chcę być w trójce najlepiej opłacanych - argumentował. 

Joan Gaspart, ówczesny prezes Barcy, nie chciał renegocjonować, tym bardziej że umowa Portugalczyka była ważna jeszcze przez co najmniej trzy lata. Agent Figo był jednak świadomy, że akurat tamtego lata toczyła się kampania wyborcza kandydatów na prezydenta Realu. Początkowo niewielu wierzyło, że Florentino Perez zajmie miejsce Lorenzo Sanza. Perez wiedział jednak, że jeśli dogada się z Figo, to każdy socios będzie chciał na niego oddać głos. No i zaczęły się negocjacje.

Perez, oprócz komunikowania się z agentem Figo, włączył do rozmów Paulo Futre, byłego piłkarza reprezentacji Portugalii, jednego z idoli Figo. Ale nawet Futre - kuszony gigantyczną prowizją - nie wierzył, że ten transfer dojdzie do skutku. Już nawet nie chodziło o to, że przejście do Realu byłoby zdradą, a Figo grał w czasach, gdy w największych europejskich klubach nie brakowało lojalnych bohaterów - byli nimi Paul Scholes, Francesco Totti, Paolo Maldini, Javier Zanetti czy Alessandro Del Piero. Po prostu trudno było wierzyć, że "Królewscy" będą w stanie wyłożyć 56 milionów dolarów, co wydawało się wówczas ceną zaporową.

Ale Perez zapłacił. A Figo otrzymał pensję pięciu milionów rocznie, czyli niemal cztery razy większą niż w Barcelonie.

- Mówiłem prezesowi Gaspartowi, że otrzymałem kontrofertę. I to taką nie do odrzucenia. Barca myślała, że blefuję, by wyłudzić podwyżkę. Źle mnie potraktowali, więc się wkurzyłem. Solidnie się wkurzyłem - opowiada w netfliksowym dokumencie Figo. - Były momenty, kiedy się wahałem. Koniec końców o transferze bardziej od aspektów sportowych i finansowych zadecydowała sama Barcelona. I nie chodzi mi o kibiców, a ludzi pracujących w klubie. Nie czułem się w stu procentach przez nich doceniony za to, co robię na boisku. Zdecydowałem się na transfer, wiedząc, że nie ma od tego odwrotu - wytłumaczył Portugalczyk, który stał się najdroższym piłkarzem w historii futbolu.

- Były jakieś plotki, ale nie mogłem w nie uwierzyć. Zresztą Iker Casillas, Raul i Fernando Hierro też nie wierzyli, że dojdzie do skutku - wspominał Roberto Carlos, gwiazdor tamtego Realu. Od początku wierzył tylko Perez. - Byłem przekonany, że do nas trafi - chwalił się prezes "Królewskich".

- W Realu naprawdę mnie cenili i zależało im na mnie. To był główny powód. Myślałem o sobie. Czy to było egoistyczne? Pewnie tak. Czy dostałem wielką podwyżkę? Wiadomo, że tak. Ale szczerze mówiąc, to myślę, że gdybym został na Camp Nou, to koniec końców zarobiłbym podobnie - oświadczył Figo.

Takie teksty tylko działały jak płachta na byka na sympatyków Barcy, którzy ulice Barcelony zamalowali obraźliwymi hasłami. Koszulki Figo były palone, a jego nazwisko zdrapywane lub zamazywane.

- Pamiętam, jak całował herb. Mógłby się chociaż przyznać, że chodzi mu tylko o pieniądze. Nie wybaczę mu tego nigdy. Nigdy nie zapomnę o tej zdradzie - żalił się prezes Barcelony. 

Wydaje się, że pieniądze działały na wyobraźnie piłkarza, bo ten wywodził się z ogromnej biedy. Jego mama wypalała węgiel drzewny za drobne, a jego ojciec już w wieku 10 lat musiał rzucić szkołę, żeby pomagać w pracy dziadkowi piłkarza.

Zmieszana mina Figo

Na pierwszej konferencji prasowej na Santiago Bernabeu Figo pojawił się w towarzystwie Pereza i Alfredo Di Stefano, legendarnego piłkarza Realu. Z ich twarzy nie znikał uśmiech. Tylko Figo wyglądał na zmieszanego. - Miałem natłok myśli. Nie byłem w stanie okazać szczęścia. Byłem obecny, ale jakby mnie tam nie było - tłumaczył.

Transfer do Realu początkowo okazał się strzałem w dziesiątkę. Figo zdobył Złotą Piłkę za 2000 rok, a z Realem wygrał mistrzostwo Hiszpanii, rok później sięgnął po Ligę Mistrzów. Był pierwszym galaktycznym transferem Realu Pereza. Później dołączyli do niego m.in. Ronaldo, David Beckham czy Michael Owen.

Ale futbol to nie matematyka. Tutaj dwa plus dwa nie zawsze równa się cztery. Choć w kadrze Realu roiło się od gwiazd, to po tamtej wygranej w Lidze Mistrzów, Real przez wiele lat z rzędu kompletnie zawodził w najbardziej elitarnych rozgrywkach. W 2005 roku Figo - mając 33 lata - trafił do Interu Mediolan jako wolny piłkarz, gdzie spędził cztery sezony, wygrywając cztery mistrzostwa Włoch.

Dziś obok Eusebio i Cristiano Ronaldo jest uznawany za najlepszego portugalskiego piłkarza wszech czasów. Oczywiście Cristiano, z którym nawet zagrali wspólne Euro 2004, już dawno przebił jego osiągnięcia. Ale w jednym pewnie nikt już nigdy go nie pobije. Już żaden piłkarz świata swoją zdradą nie wywoła tylu emocji, co Figo.

- Byłem silny psychicznie. Nawet jeśli ta cała sytuacja cię nie zmiażdży, ani nie zniszczy, to i tak cię gdzieś w środku dotknie. Ale wiecie, co? Nigdy nie żałowałem tej decyzji. Dziś postąpiłbym tak samo - podsumował Figo.

Większość cytatów pochodzi z dokumentu "Transfer Luísa Figo: Dzień, który zmienił futbol". Korzystałem także z artykułów "Marki" i "Sportu".

Więcej o: