W wieku 17 lat Dani Aquino był kandydatem na odkrycie hiszpańskiej La Liga. Miało to miejsce w 2008 roku, gdy młodzieżowy reprezentant Hiszpanii do lat 17 i 19 wchodził do gry w klubie, w którym piłkarsko się wychował. Real Murcia wiosną 2008 roku spadał z Primera Division, ale w Murcii mieli nadzieję, że na swoim diamencie zarobią niemałe pieniądze.
17-letni Aquino rozegrał w tamtym sezonie 13 meczów w lidze hiszpańskiej, w których strzelił jednego gola i jedną asystę. To wystarczyło do poważnego zainteresowania ze strony Realu Madryt, Liverpoolu, Arsenalu, Chelsea, Barcelony, Valencii i Sevilli. Był też "wonderkidem" w popularnej grze Football Manager, a z kadrą U-17 dotarł do finału mistrzostw świata w tej kategorii wiekowej, będąc drugim strzelcem po Bojanie Krkiciu. Podpisano z nim nowy, gwiazdorski trzyletni kontrakt, choć wszyscy zdawali sobie sprawę, że nastolatek nie ma prawa go wypełnić.
W tej karierze coś jednak poszło nie tak, bo po debiutanckim sezonie Aquino do La Liga już nie wrócił. Jeszcze w Murcii, w której zasiedział się przez kolejne trzy sezony w drugiej i trzeciej lidze hiszpańskiej, zaczął mieć wielkie problemy z kontuzjami mięśniowymi, które wykluczały go z gry na wiele tygodni. Nie bardzo był w stanie dostosować też do wymagań poważnej piłki swój charakter, nie zdając sobie sprawy, jak wiele pracy wciąż było przed nim, by stać się gwiazdą z prawdziwego zdarzenia. Jego kariera poważnie wyhamowała, choć był taki moment, gdy w sezonie 2012/13 mógł zadebiutować w Atletico Madryt, grając na co dzień w rezerwach "Rojiblancos". W ostatniej kolejce tamtego sezonu Diego Simeone nie wpuścił go jednak na boisko z ławki rezerwowych.
Po macierzystym Realu Murcia, oprócz drugiej drużyny Atletico, były też Real Valladolid, Real Oviedo, Numancia, Racing Santander i cypryjski AEK Larnaka. Były przy tym cztery sezony, gdy w trzeciej lidze hiszpańskiej strzelał ponad 10 goli. Najwięcej - aż 26 w Racingu Santander w rozgrywkach 16/17. Ale Dani Aquino nigdy nie wszedł na poziom, na który się zapowiadał.
Latem 2019 roku Aquino miał być gwiazdą mistrzowskiego wówczas Piasta Gliwice. "To będzie najlepszy Hiszpan w polskiej ekstraklasie" - mówiono po transferze, choć już wtedy polska liga znała znakomitych w jej skali piłkarzy z Hiszpanii, jak Carlitos, Dani Quintana, Airam Cabrera czy Jesus Imaz. Aquino był jedną z nadziei Piasta przed el. LM.
Zamiast największej gwiazdy ligi stał się jej jednak spektakularnym niewypałem. W Piaście znów był wiecznie kontuzjowany, narzekał na zapalenie kości łonowej i dla drużyny Waldemara Fornalika rozegrał tylko jeden mecz w ekstraklasie oraz pięć w innych rozgrywkach, łącznie spędzając na placu gry zaledwie 140 minut. Rzecz jasna, nie zaliczył przy tym ani jednego gola czy asysty, za to trochę pomachał rękami z piłkarskiej bezradności. I jeszcze zimą tego samego sezonu wrócił do Hiszpanii.
Od tego czasu Dani Aquino reprezentował barwy trzecioligowego CD Badajoz. Szału nie zrobił, ale był ceniony przez kibiców. W najlepszym sezonie 2020/21 dziewięć razy pokonywał bramkarzy rywali, jednak nie był w stanie poprowadzić klubu z zachodniej Hiszpanii na drugi poziom rozgrywek.
I znów było rozczarowanie, jak przez całą karierę Aquino, który dwa dni temu obchodził 32. urodziny. Doświadczony Hiszpan w czerwcu ogłosił swoje odejście z Badajoz, ale póki co od dwóch miesięcy nie podpisał kontraktu z nowym klubem. Wiele wskazuje, że wróci do macierzystej Murcii, co będzie zmierzchem jego przygody z piłką. Można ją śmiało prezentować jako ostrzeżenie każdemu młodemu i nawet najbardziej utalentowanemu zawodnikowi.