Miał wprowadzić mistrza Polski do LM, zostać gwiazdą ekstraklasy. Przepadł

Gdy w 2019 roku Dani Aquino wzmacniał mistrzowskiego Piasta Gliwice, mówiono o nim, że może być najlepszym Hiszpanem w ekstraklasie. Jednak nie pierwszy raz w karierze 32-letniego obecnie piłkarza rzeczywistość nie zbiegła się z oczekiwaniami.
Fot. Kuba Atys / Agencja Wyborcza.pl

W wieku 17 lat Dani Aquino był kandydatem na odkrycie hiszpańskiej La Liga. Miało to miejsce w 2008 roku, gdy młodzieżowy reprezentant Hiszpanii do lat 17 i 19 wchodził do gry w klubie, w którym piłkarsko się wychował. Real Murcia wiosną 2008 roku spadał z Primera Division, ale w Murcii mieli nadzieję, że na swoim diamencie zarobią niemałe pieniądze.

Zobacz wideo Ile Robert Lewandowski zarobi, jeśli przejdzie do Barcelony?

Chcieli go Real, Liverpool i Barcelona, ale coś poszło nie tak

17-letni Aquino rozegrał w tamtym sezonie 13 meczów w lidze hiszpańskiej, w których strzelił jednego gola i jedną asystę. To wystarczyło do poważnego zainteresowania ze strony Realu Madryt, Liverpoolu, Arsenalu, Chelsea, Barcelony, Valencii i Sevilli. Był też "wonderkidem" w popularnej grze Football Manager, a z kadrą U-17 dotarł do finału mistrzostw świata w tej kategorii wiekowej, będąc drugim strzelcem po Bojanie Krkiciu. Podpisano z nim nowy, gwiazdorski trzyletni kontrakt, choć wszyscy zdawali sobie sprawę, że nastolatek nie ma prawa go wypełnić. 

W tej karierze coś jednak poszło nie tak, bo po debiutanckim sezonie Aquino do La Liga już nie wrócił. Jeszcze w Murcii, w której zasiedział się przez kolejne trzy sezony w drugiej i trzeciej lidze hiszpańskiej, zaczął mieć wielkie problemy z kontuzjami mięśniowymi, które wykluczały go z gry na wiele tygodni. Nie bardzo był w stanie dostosować też do wymagań poważnej piłki swój charakter, nie zdając sobie sprawy, jak wiele pracy wciąż było przed nim, by stać się gwiazdą z prawdziwego zdarzenia. Jego kariera poważnie wyhamowała, choć był taki moment, gdy w sezonie 2012/13 mógł zadebiutować w Atletico Madryt, grając na co dzień w rezerwach "Rojiblancos". W ostatniej kolejce tamtego sezonu Diego Simeone nie wpuścił go jednak na boisko z ławki rezerwowych.

Po macierzystym Realu Murcia, oprócz drugiej drużyny Atletico, były też Real Valladolid, Real Oviedo, Numancia, Racing Santander i cypryjski AEK Larnaka. Były przy tym cztery sezony, gdy w trzeciej lidze hiszpańskiej strzelał ponad 10 goli. Najwięcej - aż 26 w Racingu Santander w rozgrywkach 16/17. Ale Dani Aquino nigdy nie wszedł na poziom, na który się zapowiadał.

"Najlepszy Hiszpan w ekstraklasie"? Rzeczywistość okazała się brutalna

Latem 2019 roku Aquino miał być gwiazdą mistrzowskiego wówczas Piasta Gliwice. "To będzie najlepszy Hiszpan w polskiej ekstraklasie" - mówiono po transferze, choć już wtedy polska liga znała znakomitych w jej skali piłkarzy z Hiszpanii, jak Carlitos, Dani Quintana, Airam Cabrera czy Jesus Imaz. Aquino był jedną z nadziei Piasta przed el. LM. 

Zamiast największej gwiazdy ligi stał się jej jednak spektakularnym niewypałem. W Piaście znów był wiecznie kontuzjowany, narzekał na zapalenie kości łonowej i dla drużyny Waldemara Fornalika rozegrał tylko jeden mecz w ekstraklasie oraz pięć w innych rozgrywkach, łącznie spędzając na placu gry zaledwie 140 minut. Rzecz jasna, nie zaliczył przy tym ani jednego gola czy asysty, za to trochę pomachał rękami z piłkarskiej bezradności. I jeszcze zimą tego samego sezonu wrócił do Hiszpanii.

Aquino ma wrócić do domu

Od tego czasu Dani Aquino reprezentował barwy trzecioligowego CD Badajoz. Szału nie zrobił, ale był ceniony przez kibiców. W najlepszym sezonie 2020/21 dziewięć razy pokonywał bramkarzy rywali, jednak nie był w stanie poprowadzić klubu z zachodniej Hiszpanii na drugi poziom rozgrywek.

I znów było rozczarowanie, jak przez całą karierę Aquino, który dwa dni temu obchodził 32. urodziny. Doświadczony Hiszpan w czerwcu ogłosił swoje odejście z Badajoz, ale póki co od dwóch miesięcy nie podpisał kontraktu z nowym klubem. Wiele wskazuje, że wróci do macierzystej Murcii, co będzie zmierzchem jego przygody z piłką. Można ją śmiało prezentować jako ostrzeżenie każdemu młodemu i nawet najbardziej utalentowanemu zawodnikowi.

Więcej o: