Hola, hola, rodacy. Transfer Lewandowskiego niesie z sobą poważne ryzyko

Michał Kiedrowski
Sukces już jest, zostały jedynie formalności. Wiadomo, teraz Lewandowski wygra Ligę Mistrzów, zostanie królem strzelców ligi hiszpańskiej i dostanie Złotą Piłkę. Tak, to te formalności, bo najważniejsze już zrobił: został piłkarzem Barcelony.

Gdy Sławomir Wojciechowski przechodził do Bayernu Monachium, w redakcji, w której pracowałem, redaktor prowadzący wydanie mocno się zdziwił, gdy dział sportowy chciał to wydarzenie zajawić na pierwszej stronie. "Czy to takie ważne, że jakiś Polak podłapał fuchę na zachodzie?" - pytał. Dla usprawiedliwienia dodam tylko, że był to redaktor, który doskonale pamiętał emocje związane z medalami Polaków na mundialu oraz półfinały i finał polskich klubów w pucharach, więc transfer mało znanego piłkarza do Bayernu nie mieścił się w jego rozumieniu sukcesów sportowych.

Zobacz wideo

Jest Barcelona, to mamy sukces

Dziś, po transferze Roberta Lewandowskiego, wajcha wychylona jest o 180 stopni w drugą stronę. Już samo przejście najlepszego polskiego piłkarza odtrąbione zostało jako gigantyczny sukces polskiego futbolu. Wreszcie mamy zawodnika w wielkiej Barcelonie!!! Koniecznie z trzema wykrzyknikami. Już mniejsza o to, jak to dalej będzie. Dziś obowiązuje kultura instant. Woda zalana, danie gotowe, można konsumować. Może być tylko dobrze: Lewandowski wkomponuje się w zespół, będzie strzelał gola za golem i poprowadzi Barcelonę do kolejnych sukcesów. Zapisze się złotymi zgłoskami w kolejnym wielkim klubie. Jest przecież profesjonalistą w każdym calu itd.

Robert Lewandowski po debiucie w BarcelonieOficjalny komunikat Barcelony ws. koszulki Lewandowskiego. Znów problemy

Oczywiście sposób, w który Pini Zahavi – menedżer Lewandowskiego – ten transfer przeprowadził, zasługuje na najwyższy szacunek. To był majstersztyk. Polak – zawodnik prawie 34-letni – zapewnił sobie lukratywne zarobki na następne cztery lata. Choć nie byłbym wcale tak bardzo pewny, czy Barcelona zechce się ze swoich zobowiązań wobec Lewandowskiego wywiązać. Wydarzenia ostatnich godzin pokazują, jakie to niepewne.

Sezon inny niż wszystkie, a trener żółtodziób

I właśnie na to chciałem nieśmiało zwrócić uwagę. Barcelona nie jest inna od reszty świata. Też ma DNA kultury instant. Sukces ma być na już. Nie ma co czekać, tym bardziej że finanse klubu są w fatalnym stanie. Prezes musiał sięgnąć po nadzwyczajne lewary finansowe, by w ogóle mógł kupić nowych zawodników. Teraz pieniądze ci zawodnicy muszą wyszarpać na boisku. W przeciwnym razie może być kiepsko. Presja jest ogromna.

Przemysław BabiarzBabiarz wściekły na wydawcę. Wypalił na antenie: Proszę dzwonić. TVP reaguje [WIDEO]

Dlatego piszę, że transfer Lewandowskiego jest ryzykowny dla niego samego. Nie chodzi przecież tylko o nadzwyczajną presję, lecz także o fakt, iż to będzie sezon inny niż wszystkie. Drużyny takie jak Barcelona – naszpikowane reprezentantami kraju – będą miały szczególnie trudno z uwagi na jesienno-zimowy mundial w Katarze. Najlepsi zawodnicy będę musieli zmierzyć się z intensywnością występów, jakiej wcześniej nie zaznali. Jakby tego było mało, to jeszcze w Barcelonie trener jest niedoświadczony, dopiero na dorobku. Xavi niewątpliwie ma talent, ale przy rywalach w innych klubach to żółtodziób. Będzie mu tym bardziej trudno, że musi właściwie na nowo złożyć drużynę. A czasu na przygotowania mało.

Lewandowski będzie musiał dać coś z siebie jak de Jong?

Aż strach pomyśleć, co będzie, jeśli Lewandowski nie ruszy z kopyta i nie będzie sadził gola za golem. Czy jego też weźmie na stronę trener Xavi i powie mu: "Suchaj, jeśli chcesz dalej być częścią tego wspaniałego projektu, to musisz dać coś z siebie. Zrezygnuj z połowy swojej pensji"?

Coś podobnego właśnie usłyszał Frenkie de Jong, który do klubu ze stolicy Katalonii przyszedł trzy lata temu. Teraz jednak trener nie widzi go w składzie. A że Holender nie bardzo chce odejść, bo dobrze w Barcelonie zarabia, to Xavi postanowił mu dodatkowo uświadomić, jak mało go ceni. Zresztą z pełnym poparciem kibiców Barcelony, którzy mają do de Jonga pretensję, że chce honorować kontrakt, który z nim podpisał klub. Warto to mieć w pamięci, gdy mówimy o pensji, którą Lewandowski zapewnił sobie na następne cztery lata.

Drugi bieżący przykład to Memphis Depay. On przychodził do Barcelony w roli tzw. gamechangera zaledwie latem ubiegłego roku. Teraz Xavi na siłę chce go wypchnąć z klubu, by – podobnie jak w przypadku de Jonga – ratować finanse klubu. Trener – jak donoszą media – przeprowadził w USA, gdzie Barcelona zarabia teraz pieniądze na sparingach, wychowawczą rozmowę z Holendrem. Uświadomił mu, że na grę nie ma co liczyć, a "dziewiątkę" na koszulce musi oddać Lewandowskiemu.

To zaledwie dwa przykłady dosłownie z ostatnich godzin.

Lewandowski będzie pierwszym kandydatem na kozła ofiarnego

Aż skóra cierpnie, jeśli uświadomić sobie, że to samo – zdobędę się na herezję – mogłoby czekać za jakiś czas Lewandowskiego, gdyby Barcelona rozczarowała w nowym sezonie. Obawiam się, że Polak może być pierwszym kandydatem do roli kozła ofiarnego niezależnie od tego, czy rzeczywiście będzie winny niespełnienia nadziei, czy nie.

Tobi Amusan i Pia SkrzyszowskaNowy rekord świata. Pia aż pytała: O co chodzi? Kosmiczny bieg Amusan

Gdy się zerknie na zagraniczne media, to transfer Polaka do Barcelony nie wzbudza tak entuzjastycznych głosów jak w Polsce. Budzi co najmniej znaki zapytania. Chodzi przede wszystkim o wiek Polaka. Jonathan Wilson z "Guardiana" pisze nawet, że sprowadzeniem Polaka Barcelona porzuciła DNA, które zaszczepił jej Pep Guardiola.

W razie niepowodzenia drogi weteran z wysoką pensją będzie idealnym kandydatem, by klub zwalił na niego winę. Przykłady de Jonga, Depaya i wielu innych pokazują, że nie będzie skrupułów. Gdyby Polaka miał spotkać podobny los, ciężką atmosferę z szatni w Monachium wspominać będzie z rozrzewnieniem.

Dlatego zalecałbym jednak wstrzymać się ze świętowaniem. Ostatecznie to, czy Lewandowski podjął dobrą decyzję, okaże się dopiero na boisku i w meczach o poważną stawkę.

Więcej o: