Powinien wylecieć z El Clasico po 11 minutach. Został bohaterem. To dlatego VAR milczał

Dawid Szymczak
Pierre-Emerick Aubameyang jeszcze w styczniu wrócił pijany do hotelu, pobił się z ochroniarzami i wydawał piłkarzem straconym. W Arsenalu uznali, że jest niereformowalny i oddali za darmo do Barcelony. - Spadł nam z nieba - mówi teraz Xavi, jej trener. Gabończyk strzelił Realowi Madryt dwa gole, asystował przy trzecim i poprowadził Barcelonę do zwycięstwa 4:0.

Gdy w 70. minucie Pierre-Emerick Aubameyang opuszczał boisko, jego szeroki uśmiech zderzał się ze smutnymi twarzami kibiców Realu Madryt. Santiago Bernabeu, żegnając bohatera meczu, nieśmiało gwizdało. Ale ta historia mogła potoczyć się odwrotnie: zamiast z dwoma golami i efektowną asystą mógł opuścić boisko godzinę wcześniej z czerwoną kartką po faulu na Tonim Kroosie. Wtedy on byłby smutny, a stadion radosny. Przewagę liczebną mieliby gospodarzy, a goście spory problem. Ale sędzia Jose Luis Munuera w ogóle nie sięgnął po kartkę i Aubameyang został bohaterem Barcelony.

- To jest czerwona kartka, ale trudna do ocenienia na żywo przez sędziego - twierdzi Robert Sibiga, Polak, który został wybrany najlepszym sędzią 2021 roku w MLS. - Zwolnione tempo często uwypukla wydarzenie, ale tutaj zawodnik jest spóźniony i atakuje miejsce, gdzie piłki nigdy tak naprawdę nie było. VAR nie wysłał tego zagrania sędziemu, bo noga Aubameyanga nie była całkowicie wyprostowana. On ją zgiął i nieco zamortyzował to wejście. Ale dla mnie to jest czerwona kartka - podkreśla.

Zobacz wideo Ivan zabrał piłkę i uciekł z mamą do Polski. "Syn pyta: mój dom jeszcze stoi?"

A skoro w piłce nożnej sytuacja może diametralnie zmienić się w sekundę, to dwa miesiące są wręcz wiecznością. 

20 stycznia Al-Nassr chciał wypożyczyć Gabończyka z Arsenalu i gdyby nie jego domniemane problemy z sercem, zamiast w Barcelonie, pewnie grałby dziś w Arabii Saudyjskiej. W Londynie go nie chcieli, bo wiecznie się spóźniał i dawał zły przykład reszcie drużyny, więc został od niej odseparowany. A że zarabiał - według różnych źródeł - od 250 do 350 tys. funtów tygodniowo, to Arsenal rozważał nawet wypożyczenie, byle tylko zrzucić go z listy płac. Oddając go Barcelonie ostatniego dnia okna transferowego, czuł, że rozwiązuje problem.

20 marca Aubameyang zagrał koncert na Santiago Bernabeu. W jedenastym meczu dla Barcelony strzelił ósmego i dziewiątego gola. Wniósł do drużyny radość i spontaniczność. Gole, ale też pracę, która wymyka się statystykom. Wpasował się w system Xaviego, jakby spędził całe dzieciństwo w La Masii. Na razie nie słychać o spóźnieniach, bójkach czy imprezach. Duet ananasów Aubameyang - Ousmane Dembele najgroźniejszy pozostaje na boisku, choć były wątpliwości, czy jak złapią się pod rękę, to nie puszczą z dymem całego Camp Nou. Tymczasem to właśnie ich akcja - dośrodkowanie Dembele i strzał głową Aubameyanga - w niedzielę napoczęły Real. Gabończyk już nie jest problemem. Awansował na "dar z nieba" - jak mówi Xavi.

Robert i Anna Lewandowscy w studiu 'Dzień Dobry TVN'Lewandowski ujawnia kulisy. Amerykanie zachwyceni. "Zacząłem dzwonić po chłopakach"

W styczniu Pierre-Emerick Aubameyang wydawał się piłkarzem straconym. W marcu jest bohaterem Barcelony 

Wspomnianą diagnozę problemów z sercem dołączyli mu do lotniczego biletu z Kamerunu do Londynu lekarze reprezentacji Gabonu. Prawdopodobnie działali na polecenie selekcjonera i prezesa federacji, którzy chcieli odsunąć Aubameyanga od kadry w czasie Pucharu Narodów Afryki, ale bez podsycania plotek o jego skandalicznym zachowaniu. Zaczęło się od imprezy, po której on - kapitan kadry i Mario Lemina - druga największa gwiazda, zarazili się koronawirusem i opuścili mecz otwarcia. Aubameyang, odizolowany od reszty zespołu, i tak stał na czele strajku, który miał zmusić władze związku do wypłaty turniejowych premii jeszcze przed meczem otwarcia. A gdy po dziesięciu dniach wyszedł z hotelowego pokoju, miał pójść prosto na imprezę, z której wrócił pijany w towarzystwie swojego brata i kilku kobiet. Wdał się w bójkę z ochroniarzami. Wówczas innym reprezentantom skończyła się cierpliwość i zażądali odesłania go do domu. Wykonane w Londynie dokładne badania serca nie wykazały żadnych nieprawidłowości. Barcelona przed transferem też dokładnie się temu przyjrzała. Gabońscy dziennikarze, których doniesieniom Aubameyang stanowczo zaprzeczał, triumfowali. Skoro z jego sercem wszystko było w porządku, to dlaczego opuścił zgrupowanie?

Barcelona miała co do niego wątpliwości. Xavi, owszem, chciał nowego napastnika, ale był bardzo konkretny - wskazał na Alvaro Moratę. Aubameyang, 32-letni, bez gola od października, po przechorowaniu COVID-19 i obwiniony o całe zło w reprezentacji Gabonu, nie był dla niego alternatywą. W ogóle nie widniał na zakupowej liście, bo wtedy - pod koniec stycznia - wydawał się wypalonym piłkarzem, któremu, przy tym poziomie motywacji, zostało już tylko odcinanie kuponów od dawnej sławy. Agent Aubameyanga podsunął go jednak Barcelonie i przekonał Arsenal, by rozwiązał z nim kontrakt. Dopiero, gdy został wolnym zawodnikiem, mająca problemy finansowe Barcelona, mogła go zatrudnić. A i to - jak twierdzą dziennikarze "The Athletic" - wymagało sporej kreatywności, by spełnić finansowe zasady fair play narzucane przez ligę. - Dopięliśmy wszystko dwie minuty przed czasem. Moje serce biło jak szalone - przyznał napastnik w rozmowie ze "Sportem". 

Gdy Barcelona ogłaszała transfer, kibice przesyłali sobie wypowiedzi Xaviego z 2020 r., który trenując Al-Saad, bardzo chętnie komentował wszystko, co działo się na Camp Nou. Stwierdził wtedy, że klub potrzebuje piłkarzy dobrze czujących się w grze na małej przestrzeni. I podał Aubameyanga oraz Sadio Mane, jako antyprzykłady. - Są zabójczy tylko, jeśli mają otwartą przestrzeń. Do gry w Barcelonie się nie nadają - stwierdził. Ale drużyna, którą Xavi dowodzi zza linii, różni się od tej, w której grał. Poza tym, łatwiej mówić o idealizmie, gdy jesteś w Katarze i za nic nie odpowiadasz. Xavi, będąc trenerem, dba oczywiście o pewne pryncypia, ale nie wzbrania się przed bardziej bezpośrednią grą, w której Aubameyang czuje się najlepiej. Jego retoryka zmieniła się po kilku meczach. - Jest bardzo pozytywnym zawodnikiem, który świetnie wpasował się w szatnię i dostosował do okoliczności. Stwarza okazje, strzela mnóstwo goli i pracuje dla zespołu. Trenowanie go jest zaszczytem - powiedział trener Barcelony jeszcze przed meczem z Realem. 

Erling HaalandZwrot ws. transferu Haalanda. Jeden klub wypada z gry

Śnił o takiej grze w El Clasico. Ale widział się w koszulce Realu Madryt

Nie sposób analizować obecnej sytuacji bez opowiedzenia o matce Aubameyanga. Ma na imię Margarita, jest Hiszpanką, urodzoną półtorej godziny jazdy od Madrytu. Wraz z Gabończykiem - Pierrem-Francoisem, wychowywała syna we Francji. Co roku w wakacje zabierała go do swojej rodziny i zadbała, by mówił po hiszpańsku. Dzięki temu Aubameyang mógł tak szybko odnaleźć się w szatni Barcelony. Szybko nawiązał relacje z kolegami, trenerami i pracownikami klubu, bo rozumie hiszpański i Hiszpanów.

I choć od dawna planował, że zagra w La Liga i wiele razy śnił o takim występie w El Clasico, to widział się w białej koszulce Realu Madryt. Obiecał zresztą zmarłemu w 2014 r. dziadkowi, że któregoś dnia trafi do tego klubu. Ponoć salta, wykonywane często po strzelonych golach, są hołdem dla Hugo Sancheza, byłego napastnika Realu, ulubionego piłkarza dziadka. Ale w Realu zabrakło dla Aubameyanga miejsca, bo na środku ataku od lat gra Karim Benzema, a na lewym skrzydle do niedawna biegał jeszcze Cristiano Ronaldo. Żaden trener nie posadziłby ich na ławce, żeby zrobić miejsce dla Gabończyka. - Z tym dziadkiem to też było trochę inaczej. Był fanem Atletico Madryt, więc żeby go nieco zezłościć, mówiłem, że któregoś dnia dołączę do Realu - doprecyzował Aubameyang w zeszłym miesiącu. - Chciałem nawet grać dla reprezentacji Hiszpanii, ale ostatecznie zdecydowałem się na Gabon, ze względu na pochodzenie mojego ojca. Marzenie o grze w Hiszpanii spełniłem za to w Barcelonie - dodał.

I do tego też - pośrednio - przyczyniła się mama. Od kilku lat jest chora, więc syn często latał z Londynu do Francji, by jej towarzyszyć. Problem polegał na tym, że wracał od niej później niż prosił Arsenal. Z tego wynikały jego spóźnienia na treningi i przedmeczowe zgrupowania. Pierre-Emerick niezbyt uważnie śledził też zmieniające się obostrzenia, więc po jednej z wizyt u mamy nie zrobił testu PCR i po wylądowaniu w Wielkiej Brytanii trafił do kwarantanny. Dziś Hiszpanie żartują, że gdyby nie choroba mamy i konieczność tak częstego podróżowania, Mikel Arteta, trener Arsenalu, nie straciłby do niego cierpliwości i nie pozwolił mu za darmo odejść do Barcelony. Nie byłoby jego dwóch goli w Klasyku i tak dużej nadziei, że ten sezon - zwycięstwem w Lidze Europy i zdobyciem wicemistrzostwa - można jeszcze zakończyć z przytupem.

Nicola Zalewski po derbach RzymuWłosi zwrócili uwagę na Zalewskiego w derbach Rzymu. "Chłopak ma odwagę"

Więcej o: