Totalna dominacja! Real zmiażdżony. Barcelona mogła wygrać jeszcze wyżej

To już pewne - FC Barcelona wróciła do żywych! Piłkarze Xaviego Hernandeza potwierdzili to, gromiąc na Santiago Bernabeu Real Madryt aż 4:0. A zwycięstwo Barcy mogło i powinno być jeszcze wyższe.

Przed tym meczem obie drużyny dzieliło w tabeli aż 15 punktów, ale i tak po raz pierwszy od dawna kibice przed El Clasico mogli być pewni znakomitego poziomu, który w ostatnich tygodniach prezentują oba zespoły. FC Barcelona pod wodzą Xaviego Hernandeza wyraźnie odżyła i w 2022 roku jest w stanie utrzymywać tempo Realu Carlo Ancelottiego. Real z kolei musiał sobie radzić bez Karima Benzemy i ten brak koniec końców był na murawie Santiago Bernabeu bardzo widoczny. 

Zobacz wideo Ivan zabrał piłkę i uciekł z mamą do Polski. "Syn pyta: mój dom jeszcze stoi?"

Demolka w El Clasico. Real upokorzony przez Barcelonę!

Niedzielny mecz Real rozpoczął jednak dobrze, agresywnie. Już w siódmej minucie, po precyzyjnym płaskim strzale Federico Valverde, Barcelonę świetną interwencją uratował Marc-Andre ter Stegen. Później jednak królowała już tylko Barca. Zespół Xaviego wspaniale wykorzystywał wolne przestrzenie i raz po raz zagrażał bramce Courtoisa. Za pierwszym razem belgijski bramkarz doskonale obronił uderzenie z kilku metrów Pierre-Emericka Aubameyanga oraz techniczną dobitkę Ousmane'a Dembele. Później jednak i on musiał skapitulować i to niejeden raz. 

Strzelanie rozpoczęło się w 29. minucie, gdy prawym skrzydłem urwał się Dembele i dośrodkował idealnie na piąty metr na głowę Aubameyanga, który tym razem już się nie pomylił i było 0:1.

Niespełna 10 minut później Barcelona podwyższyła prowadzenie. Choć zanim to nastąpiło, fantastyczną sytuację zmarnował Vinicius Junior, który w sytuacji sam na sam z Ter Stegenem, zamiast strzelać, wykonał okropną symulkę, na którą sędzia Juan Martinez Munuera nie dał się nabrać. 

Real z Viniciusem na czele wciąż dyskutował z arbitrem, a tymczasem Barcelona miała rzut rożny i po dośrodkowaniu Dembele celną główką popisał się Ronald Araujo, podwajając przewagę swojego zespołu. 

"Messi nie jest szczęśliwy. Moim zdaniem to nie miejsce dla niego"

Ryzyko Ancelottiego się nie opłaciło. Dwa ciosy tuż po przerwie

Po przerwie Carlo Ancelotti dokonał dwóch zmian i przestawił Real na ustawienie z trójką środkowych obrońców. Szybko jednak przekonał się o tym, jak wielki popełnił błąd. Już w 47. minucie kapitalna, koronkowa akcja Barcelony rozrzuciła obronę Królewskich, Aubameyang zagrał piętą do Ferrana Torresa, a ten podwyższył na 3:0.

Barcelonie jednak wciąż było mało i już cztery minuty później po podaniu Frenkiego de Jonga elegancką podcinką bramkarza Realu pokonał w sytuacji sam na sam Aubameyang. Sędziowie pierwotnie wskazali spalonego, liniowy z podniesieniem chorągiewki nawet się pospieszył, ale analiza VAR wykazała, że ofsajdu nie było i czwarty gol dla Barcelony stał się faktem. 

To już pewne - wielka Barcelona wróciła!

Barcelona bawiła się na boisku, z ogromnym luzem odpierała ataki sfrustrowanego Realu i sama miała szanse na to, by jej zwycięstwo było jeszcze wyższe. Tym razem skuteczności brakowało jednak Aubameyangowi, Dembele czy rezerwowemu Depayowi. Real do końca starał się o gola honorowego, ale nawet jak zdołał dojść do dobrej sytuacji strzeleckiej, to Asensio czy Vazquez nie potrafili trafić w światło bramki Ter Stegena. Symbolem bezradności gospodarzy była gra w "dziadka", jaką zaprezentowali w doliczonym czasie gry piłkarze Xaviego. 

FC Barcelona w niedzielny wieczór rozbiła Real Madryt na jego stadionie aż 4:0 i dała znak całemu światu - "wróciliśmy do żywych". Tym razem bez Messiego, Neymara, Ronaldinho, Iniesty, Suareza, Eto'o, Henry'ego i z Xavim nie w roli zawodnika, lecz trenera, który swoją ukochaną Barcelonę niczym najlepszy wódz przywrócił do grona najlepszych w Europie!

Więcej o: