Przed tym meczem obie drużyny dzieliło w tabeli aż 15 punktów, ale i tak po raz pierwszy od dawna kibice przed El Clasico mogli być pewni znakomitego poziomu, który w ostatnich tygodniach prezentują oba zespoły. FC Barcelona pod wodzą Xaviego Hernandeza wyraźnie odżyła i w 2022 roku jest w stanie utrzymywać tempo Realu Carlo Ancelottiego. Real z kolei musiał sobie radzić bez Karima Benzemy i ten brak koniec końców był na murawie Santiago Bernabeu bardzo widoczny.
Niedzielny mecz Real rozpoczął jednak dobrze, agresywnie. Już w siódmej minucie, po precyzyjnym płaskim strzale Federico Valverde, Barcelonę świetną interwencją uratował Marc-Andre ter Stegen. Później jednak królowała już tylko Barca. Zespół Xaviego wspaniale wykorzystywał wolne przestrzenie i raz po raz zagrażał bramce Courtoisa. Za pierwszym razem belgijski bramkarz doskonale obronił uderzenie z kilku metrów Pierre-Emericka Aubameyanga oraz techniczną dobitkę Ousmane'a Dembele. Później jednak i on musiał skapitulować i to niejeden raz.
Strzelanie rozpoczęło się w 29. minucie, gdy prawym skrzydłem urwał się Dembele i dośrodkował idealnie na piąty metr na głowę Aubameyanga, który tym razem już się nie pomylił i było 0:1.
Niespełna 10 minut później Barcelona podwyższyła prowadzenie. Choć zanim to nastąpiło, fantastyczną sytuację zmarnował Vinicius Junior, który w sytuacji sam na sam z Ter Stegenem, zamiast strzelać, wykonał okropną symulkę, na którą sędzia Juan Martinez Munuera nie dał się nabrać.
Real z Viniciusem na czele wciąż dyskutował z arbitrem, a tymczasem Barcelona miała rzut rożny i po dośrodkowaniu Dembele celną główką popisał się Ronald Araujo, podwajając przewagę swojego zespołu.
Po przerwie Carlo Ancelotti dokonał dwóch zmian i przestawił Real na ustawienie z trójką środkowych obrońców. Szybko jednak przekonał się o tym, jak wielki popełnił błąd. Już w 47. minucie kapitalna, koronkowa akcja Barcelony rozrzuciła obronę Królewskich, Aubameyang zagrał piętą do Ferrana Torresa, a ten podwyższył na 3:0.
Barcelonie jednak wciąż było mało i już cztery minuty później po podaniu Frenkiego de Jonga elegancką podcinką bramkarza Realu pokonał w sytuacji sam na sam Aubameyang. Sędziowie pierwotnie wskazali spalonego, liniowy z podniesieniem chorągiewki nawet się pospieszył, ale analiza VAR wykazała, że ofsajdu nie było i czwarty gol dla Barcelony stał się faktem.
Barcelona bawiła się na boisku, z ogromnym luzem odpierała ataki sfrustrowanego Realu i sama miała szanse na to, by jej zwycięstwo było jeszcze wyższe. Tym razem skuteczności brakowało jednak Aubameyangowi, Dembele czy rezerwowemu Depayowi. Real do końca starał się o gola honorowego, ale nawet jak zdołał dojść do dobrej sytuacji strzeleckiej, to Asensio czy Vazquez nie potrafili trafić w światło bramki Ter Stegena. Symbolem bezradności gospodarzy była gra w "dziadka", jaką zaprezentowali w doliczonym czasie gry piłkarze Xaviego.
FC Barcelona w niedzielny wieczór rozbiła Real Madryt na jego stadionie aż 4:0 i dała znak całemu światu - "wróciliśmy do żywych". Tym razem bez Messiego, Neymara, Ronaldinho, Iniesty, Suareza, Eto'o, Henry'ego i z Xavim nie w roli zawodnika, lecz trenera, który swoją ukochaną Barcelonę niczym najlepszy wódz przywrócił do grona najlepszych w Europie!