W Barcelonie wciąż nie milkną echa niespodziewanego pożegnania z Leo Messim. Władze klubu nie zdołały zakontraktować Argentyńczyka, pomimo że ten zgodził się na 50-procentową obniżkę pensji. W dodatku klub zmaga się w dalszym ciągu z ogromnymi problemami finansowymi, które były głównym powodem braku porozumienia z Messim.
Od momentu odejścia Messiego trwała dyskusja, który z piłkarzy będzie występował w Barcelonie z "10" - numerem, który przez lata nosił na swojej koszulce Leo Messi. Początkowo media w Hiszpanii informowały, że tym zawodnikiem może być Philippe Coutinho, jednak wywołało to mieszane reakcje ze strony kibiców klubu. Brazylijczyk jest dla nich raczej symbolem marnotrawstwa poprzedniego zarządu FC Barcelony, więc nie zasługuje w ich opinii na przejęcie numeru po legendarnym zawodniku.
Wreszcie FC Barcelona podjęła decyzję w sprawie numeru "10". Po zakończeniu okienka transferowego, klub przekazał informacje na temat tego, z jakimi numerami będą występować poszczególni piłkarze. I wtedy okazało się, że z numerem "10" występować będzie Ansu Fati, młoda nadzieja FC Barcelony.
Ansu Fati to 18-latek z Hiszpanii, który od prawie roku leczy kontuzję. Doznał urazu łąkotki jeszcze w listopadowym meczu z Realem Betis po tym, jak zderzył się z Aissą Mandim. Zawodnik przeszedł operację w lewym kolanie, po której przewidywano, że wróci do gry w marcu. Z powodu obrzęku kolana musiał pozostać kilkanaście dni dłużej w szpitalu, a sytuacja była na tyle zła, że w styczniu znowu wylądował na stole operacyjnym.
Do momentu kontuzji Ansu Fati zagrał w dziesięciu spotkaniach dla Barcelony. Łącznie w nich zdobył pięć bramek i zanotował cztery asysty. Umowa Fatiego obowiązuje do 30 czerwca 2022 r., ale klub ma opcję przedłużenia o dwa sezony.