Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Koniec Messiego czy początek wojny? Komunikat Barcelony może być bombą

Szok! Stało się coś, czego nikt się nie spodziewał! FC Barcelona w czwartek ogłosiła w oficjalnym komunikacie, że Leo Messi nie podpisze nowego kontraktu z klubem. Ale nie przez chęć zmiany otoczenia, bo obie strony zdołały dojść do porozumienia. Na przeszkodzie stanęły jednak surowe przepisy finansowe La Liga! Tylko czy jednego z największych piłkarzy w historii futbolu żegna się poprzez kilka suchych zdań na stronie internetowej klubu, z których połowa to podkreślanie przepisów ligowych jako powód rozstania? A może jest to jednak brutalna próba wywarcia presji na La Liga i jej szefie - Javierze Tebasie?

"Leo Messi nie będzie kontynuował gry w Barcelonie. Pomimo porozumienia pomiędzy FC Barceloną a Leo Messim i chęci podpisania nowego kontraktu, na dzień dzisiejszy nie będzie mogło to zostać sformalizowane przez przeszkody ekonomiczne i strukturalne (przepisy hiszpańskiej La Liga).

Zobacz wideo

W tej sytuacji Lionel Messi nie będzie dłużej związany z FC Barceloną. Obu stronom jest niezwykle przykro, że ostatecznie nie będzie mogła zostać spełniona wola zarówno zawodnika, jak i klubu.

Barca chciałaby z całego serca podziękować zawodnikowi za jego wkład w rozwój klubu i życzy mu wszystkiego najlepszego w życiu osobistym i zawodowym".

Tak brzmi komunikat, który w czwartek wieczorem wstrząsnął całym piłkarskim światem. Właśnie za pomocą tych kilku zdań FC Barcelona ogłosiła, że Leo Messi po 20 latach odejdzie z klubu. Pięciokrotny zdobywca Złotej Piłki, dziesięciokrotny mistrz Hiszpanii, czterokrotny zwycięzca Ligi Mistrzów i najlepszy strzelec w historii klubu (672 gole w 778 meczach) został pożegnany krótkim, lakonicznym komunikatem, który kilkakrotnie podkreśla chęć obu stron do kontynuowania współpracy i uderza w przepisy ligowe. Brzmi dziwnie? Jak najbardziej.

Spain Soccer Barcelona MessiGdzie zagra Leo Messi? Możliwych kilka opcji. Wśród nich nawet Barcelona

Od nieoczekiwanych problemów po szokujący komunikat

A wszystko miało już pójść z górki. Od kilku tygodni media informowały o tym, że Leo Messi i FC Barcelona doszły do pełnego porozumienia ws. nowego, pięcioletniego kontraktu, na bazie którego, przez problemy finansowe klubu, Argentyńczyk miał zarabiać nawet do 70% mniej niż dotychczas. Messi miał wrócić do klubu z wakacji po zdobyciu upragnionego trofeum z reprezentacją Argentyny (Copa America), podpisać nowy kontrakt i 8 sierpnia w trakcie meczu o Puchar Gampera z Juventusem ogłosić, że zostaje na Camp Nou na kolejne lata.

W czwartek doszło do spotkania prezydenta Joana Laporty z Jorge Messim, ojcem i reprezentantem wybitnego Argentyńczyka. Po nim do mediów zaczęły wypływać niepokojące informacje. „Marca" napisała, że Messi jest bliżej odejścia z Barcy niż kiedykolwiek, RAC1 dodało, że argentyński gwiazdor miałby wstrzymać rozmowy przez niezadowolenie co do sytuacji sportowej i finansowej klubu, a dziennik Sport napisał o tym, że w rozmowach pojawiły się nieoczekiwane przeszkody.

Chyba nikt jednak nie spodziewał się, że już po dwóch godzinach na stronie FC Barcelony pojawi się oficjalny komunikat o tym, że 20-letnia przygoda Messiego z Barcą właśnie dobiegła końca. Ale czy rzeczywiście?

Internet wrze po informacji nt. odejścia Messiego. 'Szczęka na ziemi'Internet wrze po informacji o odejściu Messiego. "To jeszcze nie koniec"

Nieszczęsny limit

FC Barcelona nie znajduje się w najlepszej kondycji finansowej. To i tak dość łagodne określenie faktu miliardowego długu zdobywców Pucharu Hiszpanii. Jak się niedawno okazało, tylko 10-15% z niego wynika z pandemii koronawirusa. Reszta to efekt beznadziejnych rządów byłego prezydenta Josepa Marii Bartomeu. Jego następca Joan Laporta stara się poprawić sytuację klubu, ale w kampanii wyborczej sam też jeszcze postawił przed sobą jedno kluczowe zadanie – przedłużenie wygasającego z końcem czerwca 2021 roku kontraktu z Leo Messim.

Laporta wciąż stara się pozbyć kilku niepotrzebnych, a jednocześnie zarabiających spore pieniądze zawodników. Póki co udało mu się wytransferować jedynie Juniora Firpo (Leeds United), Francisco Trincao (Wolverhampton), Jean Clair Todibo (Nice) czy Carles Alena (Getafe), a w kolejce dalej pozostają Miralem Pjanić, Samuel Umtiti, Martin Braithwaite, Philippe Coutinho, czy nawet Clement Lenglet i Antoine Griezmann, których pozostanie w Barcelonie wciąż pozostaje niewiadomą. Ponadto prezydent Barcy próbuje doprowadzić do zdecydowanej obniżki kontraktów z tzw. "grubymi rybami" klubu i o ile z Leo Messim i Gerardem Pique udało mu się dojść do porozumienia w tej sprawie, tak Sergio Busquets, Jordi Alba oraz Sergi Roberto stają okoniem.

A sytuacja zaczęła robić się podbramkowa, bo przez problemy finansowe FC Barcelony La Liga obniżyła jej limit wynagrodzeń z 347 do 160 milionów euro rocznie, czyli o ponad połowę. Po jego przekroczeniu Barca nie może zgłaszać nowych zawodników do rozgrywek i tu pojawia się kwestia Leo Messiego, którego dotychczasowy kontrakt wygasł 30 czerwca 2021 roku i obecnie pozostaje on wolnym zawodnikiem. Ponadto, jak tak dalej pójdzie, Barcelona będzie miała problemy z rejestracją swoich nowych piłkarzy, pozyskanych latem Erica Garcii, Sergio Aguero, Emersona Royala oraz Memphisa Depaya, którzy w sumie kosztowali klub z Katalonii zaledwie 9 milionów euro.

Właśnie ten przepis ligowy jest przywoływany przez Barcelonę w komunikacie o odejściu Leo Messiego, bo to ów limit ma sprawiać, że Barcelona nie jest w stanie przedłużyć kontraktu ze swoją największą gwiazdą.

Leo Messi miał w minionym sezonie bardzo wiele powodów, by łapać się za głowę. I ma dość BarcelonyWielkie kłopoty FC Barcelony! Będzie musiała grać bez Leo Messiego do stycznia?!

Początek wojny?

Pandemia COVID-19 sprawiła, że stan hiszpańskiej piłki bardzo mocno się pogorszył. Gdy PSG ściąga Donnarummę, Ramosa, Hakimiego czy Wijnalduma, Manchester City sprowadza za 100 milionów funtów Jacka Grealisha i szykuje drugie tyle za Harry'ego Kane'a, a Chelsea zamierza wydać 130 milionów za Romelu Lukaku, nawet największe hiszpańskie kluby nie dokonują w ogóle dużych transferów.

Dlatego też włodarze hiszpańskich klubów nie chcą jeszcze tej sytuacji pogarszać. I mimo że Javier Tebas, szef La Liga, wypowiadał się twardo, że Barcelona łagodniej nie zostanie potraktowana, w innym tonie wypowiadają się nawet jej ligowi rywale. Wszystko dlatego, że po tym, jak z La Liga odeszli w ostatnich latach Cristiano Ronaldo i Neymar, odejście także Leo Messiego byłoby potężnym ciosem dla całej ligi – wizerunkowym, marketingowym i finansowym.

- La Liga nie może sobie pozwolić na odejście Messiego. To byłby błąd, którego wszyscy byśmy żałowali. Najlepszy piłkarz na świecie musi zakończyc swoją karierę w Hiszpanii, oczywiście zgodnie z regułami finansowej kontroli. Czasem jednak trzeba podać pomocną rękę i myślę, że La Liga o tym myśli. Jeśli Messi odejdzie, ucierpimy wszyscy – mówił prezydent Getafe, Angel Torres. I w tej opinii nie jest jedyny.

Tymczasem Javier Tebas i La Liga w środę ogłosili porozumienie z luksemburskim funduszem inwestycyjnym CVC, na bazie którego kluby Primera i Segunda Division miałyby otrzymać 2,7 miliarda euro. 270 milionów z tego "tortu" miałoby przypaść Barcelonie, a 260 Realowi. Wówczas Podpisanie kontraktu z Leo Messim byłoby zdecydowanie prostszym zadaniem dla Barcy. Ale jak zawsze w takiej sytuacji, jest jeszcze jedno "ale".

Wg tego porozumienia przez pełne 50 lat CVC miałoby otrzymywać aż 11 procent wpływów z praw telewizyjnych, które otrzymywałaby La Liga. Giganci, w tym Real Madryt i FC Barcelona, są temu przeciwko. Real Madryt w oficjalnym komunikacie grzmi o porozumieniu „oszukańczym", „niezgodnym z prawem" oraz "zawartym za plecami".

Joan Laporta, nowy stary prezes BarcelonyJoan Laporta stawia ultimatum zawodnikowi: Jeśli nie zaakceptuje warunków, może odejść

Tak się legendy nie żegna. Wyciągnięto najcięższe działa?

Nie jest wykluczone, że dzisiejszy komunikat FC Barcelony jest właśnie wszczęciem prawdziwej wojny Katalończyków z La Liga. Wojny, której stawką jest m.in. przyszłość Leo Messiego, a także właśnie porozumienia z CVC. Wojny, w której Barca i Messi nie cofną się ani o krok, zanim w starciu z Javierem Tebasem nie postawią na swoim.

Świadczy o tym sposób, w jaki Barcelona ogłosiła pożegnanie (?) z Argentyńczykiem. Czy jeden z największych klubów na świecie żegna najlepszego piłkarza w swojej historii i legendę całego futbolu kilkuzdaniowym komunikatem, w którym w dodatku nie pisze o tym, co Messi osiągnął przez 20 lat wyśmienitej gry w stolicy Katalonii, lecz o tym, że winne całej sytuacji są przepisy La Liga?

Komunikat Barcelony nie był niczym wymuszony. Sytuacja nie zmuszała Katalończyków do jego opublikowania w tym momencie i w takim kształcie. Gdyby sternicy klubu chcieli rzeczywiście ogłosić odejście Messiego, przygotowaliby w najbliższych dniach uroczystość i konferencję prasową na Camp Nou, w trakcie których Messi zostałby pożegnany z honorami, na które bezwzględnie zasłużył. Tymczasem to, co się wydarzyło w czwartek, jest absolutnie nielogiczne. Komunikat pojawił się znienacka, jako coś zupełnie nieprzygotowanego. Nie odnosi się do osoby samego Messiego, a jedynie do kwestii problemów w finalizacji porozumienia z nim zawartego.

Wszyscy w Hiszpanii zdają sobie sprawę, że gdy Barcelona doszła z Leo Messim do porozumienia, La Liga nie może sobie pozwolić na to, aby ten ruch zablokować. Wie to Joan Laporta, wiedzą to inni włodarze klubów La Liga, wie to także Javier Tebas. Tymczasem w czwartek po godzinie 19:00 Barcelona zrzuciła na siedzibę La Liga w Madrycie prawdziwą bombę, która sprawia, że Tebas właśnie znalazł się pod ogromną presją całego środowiska piłkarskiego i nie tylko. Bo to on i La Liga zostali wskazani wprost jako winni potencjalnego odejścia Leo Messiego z Barcelony i wszystkich jego możliwych konsekwencji. Dlatego pewne jest, że przed nami bardzo gorące dni w futbolowej Hiszpanii.

W piątek o godzinie 11:00 konferencja prasowa prezydenta Barcelony Joana Laporty. Wówczas okaże się, czy to rzeczywiście jest smutny koniec sprawy pozostania Leo Messiego na Camp Nou, czy tak naprawdę dopiero początek. Początek wojny z Javierem Tebasem i La Liga, w której najcięższe działa właśnie zostały wyciągnięte.

Więcej o: