Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

"Rzeź w szatni" Barcelony. Laporta nie ma sentymentów. Koniec ze "świętymi krowami"

Jakub Kręcidło
FC Barcelona szykuje się do (kolejnej) przebudowy składu. Zacząć się może od zwolnienia Ronalda Koemana, zakończyć nawet na kilkunastu transferach. Joan Laporta już w przeszłości pokazywał, że przy przebudowach nie ma sentymentu, dlatego też nie dziwi, iż katalońskie media piszą o "rzezi w szatni".

Pewien cykl się zakończył. Wchodzimy w okres zmian – zadeklarował Joan Laporta. Prezydent Barcelony zapowiedział wietrzenie szatni, ale skala rewolucji, która czekać będzie Barcę, na razie stanowi niewiadomą. Jak podają katalońskie media, spodziewanych jest nawet kilkanaście transferów z klubu, ale pierwszym problemem, z którym trzeba sobie poradzić, jest przyszłość szkoleniowca.

Zobacz wideo Cztery drużyny walczą o mistrzostwo Hiszpanii. "Zobaczymy jeszcze wiele zwrotów akcji"

Hansi Flick blisko reprezentacji. Xavi, mimo 22 walizek i „wakacji” w Barcelonie, nie przekonuje wszystkich. A zwolnienie Ronalda Koemana może się okazać zbyt drogie

W Katalonii mówi się, że Laporta stracił zaufanie do Ronalda Koemana. Jak pisaliśmy, nie ulega wątpliwości, że jeśli Holender pozostanie trenerem Barcelony, to tylko dlatego, że prezydent nie zdołał znaleźć dla niego wartościowej alternatywy. Prezes kontaktował się z Hansim Flickiem, który - zdaniem stacji RAC1 - jest wymarzonym kandydatem zarządu Barcy, jednak Niemiec jest o krok od objęcia reprezentacji naszych zachodnich sąsiadów. Na Camp Nou nie ma przekonania do Xaviego Hernandeza, który domaga się pełni władzy sportowej, natomiast Joan wolałby mieć „swój” projekt. Dlatego też, choć plotki o zatrudnieniu emerytowanego pomocnika wystrzeliły, gdy ten przyleciał na (jak twierdzi) wakacje z 22 walizkami, zatrudnienie go jest dziś mało prawdopodobne, tym bardziej że część dyrektorów twierdzi, iż przed objęciem pierwszego zespołu powinien popracować z drużyną rezerw tak jak swego czasu Luis Enrique czy Pep Guardiola.

Problemem jest też fakt, że zwolnienie Koemana wiązałoby się z koniecznością wypłacenia mu aż 8 milionów euro odszkodowania. To duża suma, tym bardziej że należy do tego doliczyć jeszcze niemałe wynagrodzenie dla jego następcy, a Barca i tak zmaga się z niemałymi problemami finansowymi, które utrudniają przeprowadzenie drugiej z rzędu letniej rewolucji.

Kolejna „gruntowna przebudowa składu” w Barcelonie. Ta Bartomeu się nie udała. Laporta ma jednak dużo większe doświadczenie w wyrzucaniu „świętych krów”

Przed rokiem, po klęsce z Bayernem (2:8), po zwolnieniu Quique Setiena prezes Josep Maria Bartomeu zapowiedział „gruntowną przebudowę składu”. Zakończyła się ona na oddaniu weteranów (Luis Suarez, Arturo Vidal, Ivan Rakitić) w celu cięcia kosztów, a jednocześnie nie zapewniono Koemanowi żadnego piłkarza, o którego prosił. W związku z tym trener był zobowiązany do promowania utalentowanej młodzieży (Ilaiksa Moriby, Pedriego, Ansu Fatiego, Oscara Minguezy). Zespół zdobył Puchar Króla i długo pozostawał w walce o mistrzostwo, ale - jak twierdzi Laporta - brakuje w nim chęci zwyciężania.

Lionel Messi w trakcie meczu z Celtą VigoKamery nagrały Lionela Messiego. Jego zachowanie nie wymaga komentarza [WIDEO]

Dlatego też prezes szykuje się do trzeciej w karierze rewolucji. Pierwszą przeprowadził w 2003 roku, gdy zatrudnił Franka Rijkaarda, ściągnął Ronaldinho i wyciągnął klub z głębokiego kryzysu, dokonując siedmiu transferów do klubu i czterech z niego. Drugą w 2008 roku, gdy zwolnił Rijkaarda, postawił na Pepa Guardiolę i zbudował najmocniejszą Barcę XXI wieku. Sprowadził wówczas dziesięciu zawodników, a wyrzucił aż czternastu, w tym Ronaldinho czy Deco! Do trzeciej szykuje się teraz. Katalońskie media sugerują, że sentymentów nie będzie i że „święte krowy”, o których pisze np. „Sport”, mogą pożegnać się z Camp Nou. Mateu Alemany i Ramon Planes, którzy odpowiadają za pion sportowy Blaugrany, są zdania, że z klubem powinno pożegnać się minimum dziesięciu graczy, ale w idealnym scenariuszu sprzedanych zostałoby ich aż piętnastu!

FC Barcelona szykuje się do „rzezi w szatni”. Gwiazdy dostaną wybór: obniżka pensji albo transfer. Tylko czy piłkarzy da się przymusić do rezygnacji z wynagrodzeń?

Laporta jest zdania, że choć trener nie podejmował samych dobrych decyzji i że po jego stronie leży spora część winy, to jednak nie można zapominać o zawodnikach. Dla nich, jak pisaliśmy, każdy sezon to czysta karta, choć to oni w absurdalny sposób kompromitowali się w meczach Ligi Mistrzów z PSG (0:4, 1:4), Juventusem (0:3), Liverpoolem (0:4) czy Romą (0:3), a ostatnio przenieśli te wpadki też do LaLiga, gdzie na finiszu sezonu wypuszczali z rąk zwycięstwa z Cadizem (1:1), Granadą (1:2), Levante (3:3) czy Celta (1:2) i zdobyli ledwie punkt na dwanaście możliwych w starciach z Realem i Atletico.

Problemem jest jednak fakt, że sprzedanie piłkarzy Barcelonie w ostatnich latach nie wychodziło. W erze Bartomeu zawodnicy otrzymywali długie i lukratywne kontrakty, przez co ich sprzedaż jest nierealna – nikt nie płaci tyle, co Barca, dlatego też graczom nieszczególnie chce się odchodzić, tym bardziej że stolica Katalonii to wspaniałe miasto. „Święte krowy albo muszą zgodzić się na obniżkę pensji, albo pokazane zostaną im drzwi” – czytamy na okładce „Sportu”, gdzie nagłówek brzmi: „Rzeź w szatni”. Wśród gwiazd, które miałyby zostać odstrzelone, widzimy nazwiska Antoine’a Griezmanna, Jordiego Alby czy Sergio Busquetsa. Tylko że piłkarzy nie da się przymusić do redukcji wynagrodzeń, a sprzedanie ich będzie trudne. Zawodników trzeba będzie oddawać za darmo albo niskim kosztem, by kupujący klub mógł dać graczom porównywalne wynagrodzenia do tego, które otrzymują na Camp Nou.

Barcelona nie tylko chce, ale i musi ciąć wydatki na pensje. Jeżeli teraz nie zdoła obniżyć budżetu na wynagrodzenia, będzie mieć problemy w przyszłości

Laporta musi zredukować wydatki na płace. Po pierwsze dlatego, że potrzebuje pieniędzy na dokonywanie transferów do klubu – Memphisa Depaya, Kuna Agüero czy Erica Garcii. Ci dwaj ostatni są już dogadani z Blaugraną, zgadzając się na zdecydowaną obniżkę wynagrodzeń, względem tego, co zimą proponował im Bartomeu. Drugim powodem wprowadzenia redukcji jest fakt, że wymaga ich LaLiga. Budżet płacowy Barcy na wynagrodzenia oraz premie piłkarzy pierwszego zespołu i rezerw, jak i trenerów, a także na podatki, wydatki transferowe (premie dla agentów, ekwiwalenty za wyszkolenie, itd.) jak i amortyzację zmalał z 383 do 347 milionów euro. Szczególnie ważny jest ten ostatni punkt. Amortyzację transferu w najprostszy sposób wylicza się dzieląc kwotę transferu na okres trwania kontraktu. Dlatego też np. w przypadku Griezmanna kosztującego 135 milionów euro i mającego pięcioletni kontrakt, roczna amortyzacja to 27 milionów euro.

Potężny zastrzyk gotówki dla FC Barcelony. Potężny zastrzyk gotówki dla FC Barcelony. "Możemy być spokojni"

Jak informuje portal goal.com, z amortyzacjami Barcelona będzie mieć poważny problem. Jak wynikało ze sprawozdania finansowego klubu, przed 30 czerwca musi on znaleźć 186 milionów euro na opłacenie transferów. Do 27 milionów za Griezmanna trzeba doliczyć jeszcze Ousmane Dembele (24 miliony) czy Philippe Coutinho (31,5 miliona), a to tylko wierzchołek góry lodowej. Jeżeli do tych 186 milionów doliczymy 215 milionów euro, a tyle Barca płaci piłkarzom pierwszego zespołu (bez wliczenia bonusów, premii, podatków czy pensji dla trenerów), Barca musi wydać ponad 400 milionów euro, czyli przekroczy o ponad 50 milionów limit wyznaczony przez LaLiga. A to poważny problem.

Od kilku lat władze hiszpańskiej ekstraklasy skupiają się na zredukowaniu długu klubów występujących w LaLiga, dlatego też domagają się restrykcyjnego trzymania się wyznaczonych limitów. W związku z pandemią nieco poluzowano sytuację. LaLiga zgodziła się na jednorazowe przekroczenie limitu przez kluby, ale jest haczyk: w kolejnym sezonie limit płacowy zostanie obniżony o tyle, o ile przekroczony zostanie w obecnym. Czyli: jeżeli Barca w tym sezonie przekroczy limit o 50 milionów euro, to w kolejnym jej budżet zostanie zredukowany o tę samą kwotę.

Media: Koeman niepewny przyszłości. Zostanie na stanowisku pod jednym warunkiemMedia: Koeman niepewny przyszłości. Zostanie na stanowisku pod jednym warunkiem

Po odejściu Bartomeu w Barcelonie trupy nie przestają wypadać z szafy. Laporta czeka na wyniki audytu finansowego, które mogą być bardzo złe

Jeśli Laporta nie chce ograniczać swoich możliwości w kolejnych latach, musi działać szybko i konkretnie. Przede wszystkim, musi zmniejszyć budżet płacowy i ograniczyć kolosalne wydatki Barcy związane z amortyzacją piłkarzy. Kluczową datą jest 30 czerwca, gdy kończy się rok finansowy. Prezydent liczy, że do tego czasu uda mu się załatwić priorytetowy temat przedłużenia kontraktu Messiego (w Barcelonie są przekonani, że uda im się przekonać Leo do pozostania przy jednoczesnej obniżce wynagrodzenia), ale wygasająca umowa Argentyńczyka to tylko jeden z licznych problemów, z którymi musi się mierzyć szef Blaugrany, bo trupy z szafy wypadają z niesamowitą częstotliwością. 

Tylko w ostatnich dniach dowiedzieliśmy się, że klub dwukrotnie przepłacił za dotychczasowe prace nad przebudową Camp Nou – za działania warte około 50 milionów euro zapłacono 124 miliony. Zwolniony został szef projektu, a ze wstępnych analiz wynika, że przebudowa stadionu i okolic nie będzie kosztować 600 milionów euro, jak przewidywał Bartomeu, a grubo ponad miliard euro. To jednak tylko wierzchołek góry lodowej, bo prawdziwą skalę finansowych problemów Blaugrany Laporta i kibice poznają dopiero po zakończeniu ekonomicznego audytu, których efekty mamy poznać na przełomie maja i czerwca. Jego wyniki mogą być katastrofalne, bo zakładanego przez Bartomeu budżetu przekraczającego 800 milionów euro z pewnością nie uda się osiągnąć, a dług, który już kilka miesięcy temu przekraczał miliard euro, może okazać się jeszcze większy. Dlatego też coraz częściej mówi się, iż Laporta – w celu odzyskania płynności ekonomicznej, dofinansowania zespołu i rozpoczęcia przebudowy Camp Nou – może zdecydować się na ryzykowne zagranie i wzięcie kolejnego kredytu w nadziei, że kryzys finansowy uda się załatwić dzięki osiąganiu wyników na boisku oraz dzięki zwiększeniu wpływów – zgodnie z informacjami katalońskich mediów, klub ma przez 20 lat spłacać po 50-60 milionów euro, a kasę ma brać z tzw. dnia meczowego, z którego przychody w skali roku miałyby wzrosnąć o 100-150 milionów.

Więcej o: