Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Wyścig ślepych z kulawymi w LaLiga. Czy ktoś rzeczywiście chce mistrzostwa Hiszpanii?

Jakub Kręcidło
Cztery kolejki przed końcem w grze o tytuł są cztery drużyny, które dzieli ledwie sześć punktów. Komu powinno najbardziej zależeć na zdobyciu mistrzostwa Hiszpanii?

O kończącym się sezonie La Liga można powiedzieć wiele, ale z pewnością nie to, że jest w jakimkolwiek stopniu przewidywalny. Napięty do granic możliwości terminarz, kolosalna liczba kontuzji, wahania formy u gigantów - to wszystko sprawia, że o tytuł do końca bić się będzie cała wielka czwórka.

Zobacz wideo "Lecha czeka latem totalna demolka. Skorża? Trudno doszukać się pozytywów"

W La Liga mamy wyścig ślepych z kulawymi? Wielka czwórka się potyka

Teoretycznie jedyną drużyną zależną tylko od siebie jest Atletico. Jeśli wygra wszystko, zostanie mistrzem. Ale ten scenariusz trudno sobie wyobrazić, bo piłkarze Diego Simeone grają najsłabiej ze wszystkich ekip z czołowej czwórki, a w sobotę o 16.15 zmierzą się z Barceloną na Camp Nou. Katalończykom do tytułu może nie wystarczyć nawet komplet zwycięstw, bo po porażce z Granadą (1:2) zrównali się oni punktami z Realem, a ten ma lepszy bilans bezpośrednich meczów. W Madrycie postawili na La Liga i po odpadnięciu z Ligi Mistrzów chcą osłodzić sobie sezon zdobyciem krajowego tytułu. Z drugiej jednak strony Zinedine Zidane niejednokrotnie przyznawał, że jego zawodnicy są na granicy fizycznej wytrzymałości. A w niedzielę do Valdebebas przyjedzie Sevilla, która - mimo teoretycznie najtrudniejszej sytuacji - nie ma zamiaru rezygnować z marzeń o zdobyciu mistrzostwa.

Choć trudno mówić o wyścigu ślepych z kulawymi, to jednak fragmentami wydaje się, że nikt mistrzostwa nie chce. Atletico prowadzi w tabeli od pięciu miesięcy, na początku roku miało dziesięciopunktową przewagę i mecz w zapasie, ale wiosną wpadło w kryzys i wyciągnęło pomocną dłoń do reszty stawki. Po El Clasico faworytem wydawał się Real, ale on, pod wpływem zmęczenia i fali absencji, zaczął potykać się w starciach ze słabszymi ekipami. Rolę głównego kandydata przejęła Barcelona, która w zeszły czwartek mogła przejąć prowadzenie, ale skompromitowała się i przegrała z Granadą, sprawiając, że nie jest zależna od samej siebie w walce o tytuł. Sevilla, która rozgrywa najlepszy sezon w historii klubu i była o włos od liderów, w poniedziałek w dziwnych okolicznościach - dominując przez 90 minut, a tracąc gola w doliczonym czasie gry - uległa Athletikowi (0:1).

Britain Soccer Champions LeagueEksperci zszokowani grą Realu Madryt. "Zidane pomylił się we wszystkim"

Na cztery kolejki przed końcem żadna z tych drużyn nie ma gwarancji na tytuł. Każda jest wystarczająco dobra, by wygrać większość meczów, ale jednocześnie nie dość elitarna, by zdominować rywalizację i nie popełniać błędów. Można zgromadzić argumenty na korzyść każdego z zespołów, ale jednocześnie można je też łatwo zbić, bo każdy miał problemy. Trudno wyobrażać sobie, by najbliższa kolejka La Liga była decydująca. Może dać nam wiele odpowiedzi, ale przy tak szalonym sezonie, gdy maluczcy ogrywali wielkich, przewidzenie wyniku któregokolwiek ze spotkań graniczy z cudem.

Komu najbardziej zależy na mistrzostwie Hiszpanii?

Można zastanawiać się, komu najbardziej zależy na mistrzostwie? I tu też odpowiedź nie będzie prosta, bo dla każdego z klubów da się zbudować sprawę. Przed startem sezonu nikt w Madrycie nie robiłby tragedii, gdyby Atletico nie udało się zdobyć mistrzostwa. Ale patrząc na przebieg sezonu, wypuszczenie tytułu z rąk trzeba byłoby określić jako potężną wpadkę Diego Simeone, którego zespół jeszcze kilka tygodni temu był nie do zatrzymania. Real w heroiczny sposób, po łącznie ponad sześćdziesięciu kontuzjach i problemach koronawirusowych, wrócił do walki w La Liga i w Lidze Mistrzów, ale gdy oba trofea były na horyzoncie, to madrytczycy zostali zweryfikowani w Champions League. A to sprawia, że presja sukcesu w rozgrywkach krajowych jest większa. 

Kluczowy piłkarz Realu Madryt kontuzjowany! 57. uraz w tym sezonieKluczowy piłkarz Realu Madryt kontuzjowany! 57. uraz w tym sezonie

Barcelona jest w podobnej sytuacji. Ronald Koeman ma co prawda w kieszeni zdobyty Puchar Króla, ale w Katalonii dużo mówi się, że filozofia Holendra niekoniecznie podoba się prezydentowi Joanowi Laporcie i że jeśli trener chce pozostać na Camp Nou, to musi obronić się dubletem. Ten pomógłby też przekonać Leo Messiego, że projekt sportowy Barcy idzie w dobrą stronę i że warto podpisać nowy kontrakt nie tylko ze względów ekonomicznych. Dla Sevilli sama walka o tytuł to wielkie osiągnięcie, a potencjalne miejsce na podium nie tylko będzie dla niej bardzo prestiżowym osiągnięciem, ale da klubowi zastrzyk gotówki i  zapewni Andaluzyjczykom prawo udziału w przyszłorocznym Superpucharze Hiszpanii.

Nie byłoby rozwoju Sevilli i Atletico, gdyby nie kryzys Realu i Barcelony

W tej niepewności pewne jest jedno: to najbardziej ekscytujący sezon La Liga od lat. Prezesowi hiszpańskiej ekstraklasy Javierowi Tebasowi bardzo zależało na tym, by rozgrywki były wyrównane. Dostał, co chciał, bo w ostatnich latach do duetu gigantów dołączyły Atletico i Sevilla. Ich zasług nie da się ukryć, jednak trzeba też zauważyć, że zbiegły się one w czasie ze sportowymi kryzysami Barcelony i Realu. Te dwa kluby przez lata napędzały La Liga pod względem marketingowym, ale ostatnio cofnęły się w rozwoju i to zdecydowanie nie jest dobra wiadomość dla hiszpańskiego futbolu, który w ostatnich sezonach stracił rolę dominatora w Lidze Mistrzów.