Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Wściekły Benzema krzyczał: "Nie podawaj mu!". Teraz "zjada rywali". Najgroźniejsza broń Realu

Na wielkie stadiony wprowadzał futbol z ulic Rio de Janeiro, w którym ośmieszenie rywala zapewnia większą chwałę niż strzelenie gola. Vinicius Junior przez prawie trzy lata zderzał się z europejskimi wymaganiami, ale wreszcie potrafi im sprostać. Po meczu z Liverpoolem kibice zastanawiają się, czy dwa gole poniosą go na dobre. Sobotni mecz z FC Barceloną (godz. 21) da odpowiedź.

Po drugim golu w ćwierćfinale Ligi Mistrzów Vinicius Junior pocałował herb Realu Madryt i krzyczał na pustym stadionie: "Ja tutaj, ja tutaj!". Tak odpowiedział na plotki łączące go z PSG i na opinie ekspertów, którzy kilka dni przed meczem przekonywali, że włączenie go w transfer Kyliana Mbappe, by nieco zbić cenę, to dla Realu świetny interes. - Mogą mówić, co chcą, ja będę dalej ciężko pracował - powiedział po spotkaniu z Liverpoolem. 

Zobacz wideo "To będzie szczególne El Clasico. Wreszcie będzie budzić emocje"

Vinicius Junior potrafił wszystko, co jest najtrudniejsze w futbolu, ale musiał nauczyć się podstaw

Przez trzy lata w Madrycie zdążył się już nauczyć, że ciężka praca to najlepsza odpowiedź na kolejne zarzuty. Tych nigdy nie brakowało. Od początku był tym nastolatkiem kupionym za 45 milionów euro, następcą Cristiano Ronaldo, bo przychodząc do Realu mijał się z nim w drzwiach. W 2019 roku - u Santiago Solariego - grał świetnie, ale odniósł poważną kontuzję więzadeł w kostce i stracił pół roku. Nowy trener - Zinedine Zidane - nigdy nie włączył go do grupy piłkarzy, których w razie problemów ciągnie za uszy. Często zostawiał go na ławce rezerwowych, wpuszczał na chwilę, dawał jeden mecz i znów odstawiał.

Ale i Vinicius sam sobie nie pomagał. Nawet koledzy z drużyny zaczęli wątpić, czy już teraz do nich pasuje. Nigdy nie mogli zarzucić mu braku zaangażowania czy odwagi, był wzorem profesjonalisty, dał się lubić, ale na boisku za często podejmował niezrozumiałe decyzje i był nieskoncentrowany. Gdy pojechał na zgrupowanie reprezentacji Brazylii, Casemiro, który doskonale znał jego mankamenty z Realu, podpowiadał selekcjonerowi, że powinien urządzić mu indywidualną odprawę i dokładnie omówić jego zadania. Wtedy zagra na odpowiednim poziomie, ale puszczony samopas na pewno się pogubi.

Pierwsze takie El Clasico w historii. Pierwsze takie El Clasico w historii. "Juergen Klopp znieważył wielki klub"

Piłkarze dyskutowali o Viniciusie w szatni, kibice na trybunach, eksperci przed kamerami. Niewielu było ludzi, którzy przeszliby obok niego obojętnie, machnęli ręką i nie wzięli udziału w dyskusji czy to tylko cyrkowiec robiący na boisku efektowne sztuczki, czy przyszły zdobywca Złotej Piłki. Wciąż tego nie wiemy. Brazylijczyk nadal polaryzuje. Jednych denerwuje kolejnymi niedokładnymi podaniami i niepotrzebnymi zwodami. Strzałami wtedy, gdy trzeba podać. I podaniami, gdy trzeba strzelać. Jego talent widać z kilometra, ale i on najlepszy jeszcze niedawno był kilometr od bramki rywala. Im podchodził bliżej, tym głowa częściej nie nadążała za nogami. To powoli się zmienia. Innych Vinicius zachwycał naturalnym talentem: tym, że wszystko, co w futbolu najtrudniejsze, jemu przychodziło ot tak. Jest niewiarygodnie szybki, znakomicie drybluje, doskonale wychodzi na pozycję, jest aktywny, rzuca się w oczy, a ostatnio - co przy każdej okazji podkreśla Zidane - pomaga też w defensywie. Wreszcie jednak zaczął strzelać gole i asystować: w 1/8 Ligi Mistrzów z Atalantą wywalczył rzut karny, z Liverpoolem zdobył dwie bramki, w lidze asystował z Eibarem i strzelił gola Realowi Sociedad. Vinicius przełamuje schematy, wprowadza zamieszanie na boisku i wtedy staje się panem sytuacji. Real nie ma innego piłkarza, który z taką łatwością połykałby przestrzeń, wygrywałby pojedynki i stwarzał przewagę na połowie rywala. W tym wszystkim często brakuje mu jeszcze ogłady, jednak w czasach wymierania naturalnych dryblerów i taktycznego uporządkowania, jest zjawiskiem. 

Strzelanie goli zapewnia mu radość, ale i ulgę, bo na chwilę ucisza krytyków i hejterów. Bliscy Viniciusa opowiadają, że z trudem znosił kolejne wyśmiewające go memy i wpisy w Internecie. Już w dzieciństwie kibicował Realowi Madryt, gdy jego przedstawiciele przyjechali namawiać go na transfer, zaśpiewał im hymn. Całowanie herbu po golach nie jest w jego przypadku tanią pokazówką. Po kilku miesiącach wynajmowania domu w Madrycie postarał się o jego kupno. Rodzina pytała: na pewno, już teraz, to poważna decyzja? Ale Vinicius był przekonany, że nie chce mieszkać nigdzie indziej i w Realu będzie grał przez lata. Dlatego każdy ważny mecz, każdego gola, ale i każdą krytykę przeżywał w szczególny sposób. A usłyszał wiele. Nawet Karim Benzema, który od pierwszych dni otoczył go opieką i którego Vinicius miał za boiskowego kompana, w przerwie meczu z Borussią Moenchengladbach mówił do Ferlanda Mendy’ego: "On [Vinicius] robi, co chce. Bracie, nie podawaj mu. Matko moja... On gra przeciwko nam". Wyłapała to telewizja "Telefoot", sprawę podchwyciły inne media, Benzema następnego dnia przeprosił, Vinicius ponoć się nie przejął, niesmak jednak pozostał. Ale już w meczu z Liverpoolem Sergio Ramos krzyczał z trybun: "Vini, zjadasz ich!". To dużo mówi o rozwoju Brazylijczyka.

Indywidualne treningi z Zinedinem Zidanem przynoszą efekty

Vinicius wychowywał się w pobliżu jednej z największych faweli Rio de Janeiro. Grał z chłopakami stamtąd. - Drybling jest dla mnie łatwiejszy niż strzelenie gola. Dryblując lepiej kontroluję sprawy. Wiem, że robię to bardzo dobrze, jestem świetny w pojedynkach z obrońcami i dlatego oni często obawiają się grać przeciwko mnie. Wszystkie zwody, które teraz wykorzystuję w Realu Madryt, wcześniej wykonywałem na ulicy. Nie czułem przed tym żadnego strachu, nigdy nie bałem się nacierających na mnie rywali - mówił Vinicius w "El Pais". - Ograć trzech rywali, minąć ich i zostawić na ziemi, a później trafić do bramki - opisywał swojego wymarzonego gola. Dwa lata temu, w meczu z Barceloną, prawie udało mu się takiego strzelić. Obrońcy leżeli, ale zabrakło celnego wykończenia. Właśnie nad tym elementem Brazylijczyk pracuje najwięcej.

Były gracz Barcelony zrugany. Były gracz Barcelony zrugany. "To nie jest piłkarz. Najgorszy transfer w historii"

Europejski futbol tego wymaga. Zresztą, Viniciusa też frustrowało, że bez trudu przedostawał się przez gąszcz przeciwników, a gdy najtrudniejsze miał za sobą, popełniał błąd i całą akcję można było wyrzucić do kosza. O pomoc poprosił Zinedine’a Zidane. Francuz zostawał z nim po niektórych treningach i dawał mu techniczne wskazówki, których zazwyczaj nie potrzebują już piłkarze z pierwszej drużyny Realu Madryt: jak ustawiać stopę, którą jej częścią najlepiej trafiać piłkę, w który fragment bramki celować, jak zachować spokój w polu karnym. Ponoć Vinicius spędza na boisku treningowym po kilka dodatkowych godzin w tygodniu i pracuje niemal wyłącznie nad wykańczaniem akcji. Jeśli nie pomaga mu Zidane, może liczyć na rady Benzemy. - Poza tym, Zidane popracował też nad jego głową. Dużo rozmawiali jak ojciec z synem - mówił "Marce" pracownik miasteczka sportowego Valdebebas. 

Nie znaczy to jednak, że miedzy Zidanem a Viniciusem nigdy nie było zgrzytów. Vinicius długo pracował na zaufanie Zidane’a, by w jednej chwili je stracić. Ten sezon zaczął się od telefonu Brazylijczyka do trenera Realu. Chciał przeprosić za zachowanie podczas meczu z Manchesterem City w Lidze Mistrzów. Vinicius po udanej końcówce ligowego sezonu, którą wywalczył mistrzostwo, czuł się piłkarzem pierwszego składu, ale Zidane w kluczowym spotkaniu Ligi Mistrzów postawił jednak na wracającego po kontuzji Edena Hazarda, co młody skrzydłowy przyjął z wielkim rozczarowaniem. Wraz z Marcelo nie wyszedł na przedmeczową rozgrzewkę. Zostali w szatni z telefonami w dłoniach. Gdy Zidane zobaczył, że ich brakuje, wściekł się. W ostatnim meczu sezonu nie wpuścił Viniciusa nawet na sekundę. Mimo że Real musiał atakować i odrabiać straty, Brazylijczyk nawet nie został oddelegowany na rozgrzewkę. Zidane zaczął go ignorować. Dlatego jeszcze podczas wakacji Vinicius zadzwonił z przeprosinami. Usłyszał, że wraz z nowym sezonem rywalizacja o miejsce w składzie zaczyna się od nowa.

Własna siłownia, prywatny trener przygotowania fizycznego i fizjoterapeuta po każdym meczu

Brazylijczyk wrócił do Madrytu przygotowany. Na wakacjach trenował pod okiem Thiago Lobo, specjalisty od przygotowania fizycznego. Już wcześniej w domu zbudował siłownię, a po meczach korzystał ze wsparcia prywatnego fizjoterapeuty, który dbał o jego szybką regenerację. Fred Pena, agent Viniciusa, skompletował sztab ludzi pracujących na jego sukces. - Kilka miesięcy przed tym, jak Vini przeprowadził się do Hiszpanii, spotkałem na Harvardzie Ricardo Kakę. Powiedział mi, że jego największym błędem w karierze było niezatrudnienie własnego personelu klinicznego, który dbałby o jego zdrowie. To zdanie ze mną zostało. Już wtedy chciałem zorganizować taki sztab dla Viniego, ale skoro miał na początku grać tylko w drugiej drużynie Realu, bałem się, że ludzie będą go dodatkowo krytykować, że nie wiadomo za kogo się uważa - wyjaśnia Pena.

- Mimo wszystko, jest w miejscu, w którym zakładałem, że będzie w tym wieku. Gra dużo minut, ale nie wychodzi regularnie w pierwszym składzie ani nie jest supergwiazdą. Różne kluby o niego pytały. Budzi zainteresowanie wśród największych, a nieco słabsze drużyny regularnie chciały go wypożyczyć. Vini jest jednak konsekwentny i chce doskonalić się w Madrycie u boku najlepszych zawodników na świecie - mówił Pena. Wśród zawodników urodzonych w 2000 roku tylko Jadon Sancho, Alphonso Davies, Erling Haaland i Sven Botman z Lille mają więcej minut rozegranych na najwyższym poziomie od Viniciusa.

Jest decyzja ws. słynnej Maracany. Kibice zaprotestowali. Jest decyzja ws. słynnej Maracany. Kibice zaprotestowali. "Absurdalny pomysł"

Jego rosnąca forma i kolejne kontuzje Edena Hazarda sprawiają, że od kilku miesięcy gra regularnie. Ostatni mecz w całości przesiedział na ławce rezerwowych 9 stycznia. Od tamtej pory w dziesięciu z szesnastu meczów wychodził w pierwszym składzie. Wreszcie ma regularność. Wzrosła jego pewność siebie, coraz częściej widać też efekty indywidualnej pracy z Zidanem, dlatego przed Klasykiem z Barceloną jest jednym z najgroźniejszych piłkarzy Realu Madryt. I najciekawszym, bo czy dwa gole z Liverpoolem odblokują go na dłużej? Czy utrzyma dobrą dyspozycję w kolejnym meczu? Czy da kolejne argumenty, by nie włączać go w transfer Kyliana Mbappe?