Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Agent Haalanda przechodzi do ataku. Pisze o "fake newsach" i nazywa dziennikarza "szaleńcem"

Mino Raiola zdecydowanie zdementował informacje, że miałby oczekiwać wielkiej premii za transfer Erlinga Haalanda. Jeden z największych agentów na świecie stwierdził, że to fake news.

W Wielkanoc okazało się, że Mino Raiola ma wielkie oczekiwania wobec klubów zainteresowanych sprowadzeniem Erlinga Haalanda. Jak ujawnił Gerard Romero z katalońskiego radia RAC1, superagent domaga się po 20 milionów euro prowizji dla niego i dla ojca zawodnika, a do tego 30 milionów euro rocznej pensji netto dla napastnika. Doliczając do tego konieczność spełnienia żądań Borussii Dortmund, koszt transferu rośnie do astronomicznych rozmiarów. Nie może dziwić, że nawet Pep Guardiola, trener Manchesteru City, mówi, iż sprowadzenie Norwega przekracza możliwości jego klubu.

Mino Raiola dementuje informacje o prowizji. "Fake news"

Za pośrednictwem Twittera, Raiola odniósł się do tych informacji. "Fałszywe wiadomości podróżują szybko i daleko" – napisał agent, dodając do tego zdjęcia artykułów publikowanych przez hiszpańskie media z nakładką: "FAKE" ("fałszywy").

Raiola dodał tweeta tuż przed pierwszą w nocy. Zbiegło się to w czasie z transmisją na żywo, jaką prowadził Romero, dziennikarz, który ujawnił informacje o rzekomych żądaniach agenta. Mimo tego, że było po pierwszej w nocy, Katalończyk zadzwonił do Raioli. "Hej, Mino, tu Gerard, jak tam", zaczął. Raiola nazwał go "szaleńcem", a później powiedział, że to "nie jest odpowiednia pora na takie rozmowy" i rozłączył się.

Wojna o Erlinga Haalanda. Mino Raiola spotkał się z kilkoma klubami

W ubiegłym tygodniu Raiola i ojciec piłkarza, Alf-Inge Haaland, urządzili sobie małe tournee po Europie. Zaczęli od wizyty w Barcelonie, później byli w Madrycie, a na koniec spotkali się z czterema angielskimi klubami. "Plan na Haalanda jest bardzo prosty: rozmowy ws. transferu z pięcioma najbardziej zainteresowanymi klubami, zapoznanie z ich projektami, propozycją i podjęcie decyzji na przyszłość. To będzie długi wyścig" – napisał Fabrizio Romano, dziennikarz telewizji "Sky" i "The Guardian".