Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

To najlepsza Sevilla w historii? Tylko zobaczcie tego gola! "Nawet Bayern nie jest tak uzależniony od Lewandowskiego"

Jakub Kręcidło
Skreślony trener Julen Lopetegui zbudował najlepszą Sevillę w historii. Jej liderami są dziś Suso i Youssefa En-Nesyriego, których również niedawno skreślono. A to wszystko buduje Monchi, piłkarski Midas i specjalista od znajdowania wartości tam, gdzie mało kto by spojrzał.

Choć Sevillę Julena Lopeteguiego trudno uważać za drużynę grającą pięknie, to i jej zdarzają się przebłyski. Gol na 2:0 w meczu 1/8 finału Pucharu Króla z Valencią był, jak opisują Hiszpanie, "odą do tiki-taki". W akcji udział brało wszystkich jedenastu piłkarzy, którzy wymienili aż 37 podań. Jak podają statystycy z OPTA, żaden klub z LaLiga w tym sezonie nie strzelił gola po tak kombinacyjnej akcji! Jednego z najładniejszych goli sezonu zobaczysz poniżej.

Sevilla grała dobrze, ale nie pięknie. Teraz zaczyna się to zmieniać

Lopetegui po meczu mówił, że "nie jest łatwo nawet wyobrazić sobie taką akcję", ale szybko wrócił na ziemię. – Najważniejsze było zwycięstwo – uciął trener, który niedawno przedłużył kontrakt do 2024 roku. Dla szefów klubu było to jedynym rozsądne rozwiązanie. Żaden szkoleniowiec Sevilli nie miał takich wyników jak Bask. Jego drużyna wygrała aż 60 proc. meczów (50 z 84). Jest obrońcą Ligi Europy i zagra z Borussią Dortmund w 1/8 finału Ligi Mistrzów. Zakończyła poprzedni sezon z 70 punktami, a teraz gra jeszcze lepiej, mając za sobą piątą najlepszą rundę jesienną w historii klubu.

Zobacz wideo Lopetegui ujawnia przyczyny sukcesu Sevilli. "To coś, co nakręca nas do życia"

Sevilla długo grała dobrze, ale nie grała pięknie. O to było trudno. Andaluzyjczycy mieli najkrótszą letnią przerwę spośród europejskich gigantów. Rozkręcali się powoli. Długo męczyli kibiców swoim nudnym, nieprzekonującym stylem gry. Wygrywali, ale nie przekonywali. Imponowali skutecznością w obronie (w LaLiga tylko Atletico straciło mniej goli niż Sevilla), ale w obliczu kryzysu Lucasa Ocamposa i dziury w środku pola po odejściu Evera Banegi brakowało błysku z przodu. Teraz zaczyna to się zmieniać.

Dinamo Zagrzeb - HajdukDinamo Zagrzeb oskarża: "Najbardziej potworne oszustwa. To bezczelny napad. Wystarczy"

Nikt w Europie, nawet Bayern Lewandowskiego, nie jest tak uzależniony od jednego napastnika

W ostatnich tygodniach oglądamy eksplozję talentu Youssefa En-Nesyriego. Marokańczyk z dwunastoma golami jest liderem klasyfikacji strzelców LaLiga. W ostatnich czterech kolejkach zdobył siedem bramek, popisując się hat-trickami z Realem Sociedad (3:2) i Cadizem (3:0). Idzie mu tak dobrze, że strzela nawet nie widząc na jedno oko. Dosłownie. Doszło do tego w meczu z beniaminkiem. Obrońca włożył mu palec w oko, sędzia odgwizdał faul, a 23-latek, którego Ivan Rakitić nazywał piratem, po dośrodkowaniu oddał precyzyjny strzał głową. – Dawali nam za niego 38 milionów euro. Ale nie sprzedamy! – przekonuje prezes Pepe Castro.

En-Nesyri jest najmodniejszym napastnikiem w LaLiga i z tygodnia na tydzień gra coraz lepiej. Można zastanawiać się, czy to dla niego przełomowy sezon, czy chwilowy wyskok, jednak jego ofensywne popisy były jak naoliwienie silnika, który zaczynał się zacierać. Nikt w Europie, nawet Bayern Roberta Lewandowskiego, nie jest tak uzależniony od jednego napastnika. Marokańczyk zdobył aż 46 proc. bramek drużyny w LaLiga i trafia raz na 91 minut. Jeszcze niedawno było to niewyobrażalne. Pierwsze pół roku 23-latka na Ramon Sanchez Pizjuan było słabe. Nie strzelał, grał mało, nie był pewny siebie. A ten sezon nie rozpoczął się lepiej, bo od zmarnowanej stuprocentowej sytuacji w meczu z Bayernem w Superpucharze Europy (1:2). Po ostatnim gwizdku sędziego En-Nesyri siedział na murawie zapłakany, ale się nie załamał. Gdy strzelił zwycięskiego gola z Levante (1:0), Monchi, dyrektor sportowy słynący ze znakomitego "budowania" piłkarzy, napisał, że "życie zawsze oferuje szansę na rewanż, a ty na nią zasługujesz". I tak też się stało. 

Trzech skreślonych liderów Sevilli, która ma kompleks Ligi Mistrzów

Sevilla powoli odzyskuje blask, który miała w poprzednim sezonie, gdy zachwycaliśmy się jej futbolem, który był odzwierciedleniem nowoczesnych trendów – fizycznej, wertykalnej, szybkiej gry opartej na kontratakach czy dośrodkowaniach. Zmienili się tylko liderzy zespołu. Zamiast Banegi i Ocamposa, który dziś gra gorzej, wózek ciągną En-Nesyri oraz Suso. Obu wielu zdążyło skreślić, a dziś Marokańczyk i Hiszpan są w fenomenalnej formie. A do tego doszedł jeszcze skreślony przez Atalantę Alejandro Gomez. Sevilla wykorzystała szansę sprowadzając genialnego rozgrywającego, który ma przywrócić drużynie to, co zabrało jej odejście Banegi i czego nie wniósł Rakitić – kontrolę tempa. Hiszpańscy eksperci chwalili Sevillę za wyniki, ale mówili, że gra jednostajnie, przez co brakuje jej kontroli nad meczem. Papu ma być piłkarzem, który będzie w stanie przyspieszyć lub zwolnić grę wtedy, kiedy będzie tego potrzeba.

Andres Vejrgang z RB Lipsk"Jest arogancki i toksyczny". Rewelacyjny 15-latek bijący rekordy w FIFA budzi kontrowersje

"Huragan Sevilla", jak mawiają Hiszpanie, jest na drodze do kolejnego znakomitego sezonu. Po zapaści Valencii, której pomóc może jedynie zmiana właściciela, Andaluzyjczycy wydają się być pewniakiem do zajęcia miejsca w czołowej czwórce LaLiga u boku Atletico, Realu i Barcelony. Celem będzie też pokazanie się w Lidze Mistrzów, w której Los Nervionenses tylko raz dotarli do czołowej ósemki. Borussia Dortmund bez wątpienia jest w zasięgu ekipy Lopeteguiego, która w drodze do wygrania ubiegłorocznej Ligi Europy ogrywała europejskie potęgi, jak Manchester United czy Inter Mediolan.