Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

W Hiszpanii absurd goni absurd. Piłkarze Getafe musieli pchać auta, które po nich wysłano. "Po cholerę nam to wszystko?"

Jakub Kręcidło
Absurd w Hiszpanii. Mimo ataku zimy stulecia LaLiga nie chciała przekładać meczu Elche z Getafe. By dotrzeć na zgrupowanie w hotelu, piłkarze tego drugiego klubu musieli pchać samochody, które wysłały po nich władze hiszpańskiej ekstraklasy. "Po cholerę nam to wszystko?" - zastanawiał się Erick Cabaco.

Burza śnieżna "Filomena", która sprowadziła na Hiszpanię największy atak zimy od kilkudziesięciu lat, powoduje mnóstwo absurdów. Także w świecie piłki. Największym jest prawdopodobnie sytuacja związana z Getafe, którego piłkarze klubu z Madrytu udostępnili na Instagramie filmiki, jak pchają samochody, którymi LaLiga planowała przetransportować ich do hotelu w okolicach lotniska Barajas.

Zobacz wideo Real wyszedł z kryzysu. "Dobrze, że Perez nie pociągnął za spust"

W Madrycie więcej śniegu niż na Kasprowym

Okolice Madrytu zostały najmocniej dotknięte przez "Filomenę". W stolicy spadło ok. 60-80 centymetrów śniegu, to więcej, niż obecnie leży na Kasprowym Wierchu. To uniemożliwia normalne funkcjonowanie miastu, które zostało sparaliżowane. Wstrzymano ruch lotniczy (to uniemożliwiło piłkarzom Realu powrót do domów po meczu z Osasuną w Pampelunie), nie działa metro, a na ulicach zalega kolosalna ilość śniegu, który w najbliższym czasie się nie roztopi, bo temperatury mają pozostać ujemne. 

Lotnisko Barajas w Madrycie podczas burzy Filomena"Filomeno, pozwól nam grać!". Hiszpania walczy z zimą stulecia, piłkarze jak marionetki

"Nie mogą nas zmusić do gry!", grzmiał prezes. Ale się pomylił.

Śnieżyca dotknęła też świat piłki. W sobotę nie odbył się mecz Atletico z Athletikiem, bo goście nie mogli wylądować na lotnisku Barajas. W niedzielę Getafe miało zagrać wyjazdowy mecz w Elche, jednak w związku z utrudnieniami w transporcie LaLiga zdecydowała się przełożyć spotkanie na poniedziałek na 19.00. To zbyt wiele nie dało, bo piłkarze Jose Bordalasa od trzech dni nie mogą normalnie trenować. Boiska madryckiej drużyny są zasypane, więc gracze pracują w domach, zdalnie, jak podczas marcowej czy kwietniowej kwarantanny. – Nie mogą nas zmusić do gry. Bezpieczeństwo jest najważniejsze, a je nie mam zamiaru igrać z życiem – grzmiał prezes klubu Angel Torres, który prawdopodobnie będzie musiał pogodzić się z tym, że tym razem wygrają interesy ligi.

Piłkarze mieli komfortowo dotrzeć do hotelu, a musieli pchać auta. "Po cholerę nam to wszystko?"

Apelował on o przełożenie meczu, jednak LaLiga odrzuciła tę prośbę. Getafe w poniedziałkowe południe miało wylecieć do Elche (o ile otwarty zostanie ruch lotniczy, a to też niewiadoma), a władze hiszpańskiej ekstraklasy zdecydowały się pomóc madrytczykom w dotarciu na wybrzeże. W niedzielny wieczór zawodnicy, trenerzy i pracownicy klubów mieli zostać odebrani z domów przez pracowników LaLiga korzystających z samochodów z napędem na cztery koła, a następnie przewiezieni do hotelu w okolicach lotniska. Teoretycznie, plan nie był głupi. Ale pojawiły się problemy. Nie było pracowników LaLiga, a byli kierowcy Ubera. Nie było też aut 4 × 4, a "zwykłe" samochody. A to wywołało problemy, bo normalne auta nie radzą sobie na zaśnieżonych ulicach Madrytu. Piłkarze Getafe, w tym Cucho Hernandez czy Mathias Olivera, musieli pchać auta, by te mogły ruszyć spod ich domów. "Po cholerę nam to wszystko?" – zastanawiał się obrońca Erick Cabaco.

Nawet jeśli będzie mecz, to kto zagra? Piłkarze Getafe od trzech dni nie trenowali

– Jestem pracownikiem, więc robię to, co każą, ale nie jest to normalne – narzekał trener Bordalas. Czy mecz dojdzie do skutku? Nie wiadomo. LaLiga ma przygotowany plan B. Gdyby nie udało się polecieć samolotem, zawodnicy Getafe będą mieli do Alicante dotrzeć szybkim pociągiem AVE, a na dworzec kolejowy Atocha zostaną również przetransportowani samochodami zorganizowanymi przez LaLiga. Nie wiadomo jednak, kto w ogóle w tym meczu zagra. Bordalas nie opublikował listy powołanych graczy, a zagadką pozostaje stan kontuzjowanych piłkarzy, bo od trzech dni lekarze nie mieli szansy ich przebadać. A w podobnej sytuacji są gracze Atletico, którzy już we wtorek będą mieli zagrać u siebie z Sevillą. O ile ten mecz dojdzie do skutku, bo dotarcie do stolicy nie jest prostym zadaniem.