Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Nowa gwiazda Barcelony do meczów wnosi magię. To on ma przekonać Messiego do pozostania

Na boisku Pedri mówi tym samym językiem co Leo Messi: grają ze sobą w ciemno, podają do siebie piętami. W smutnym dla Barcelony czasie osiemnastolatek jest nadzieją na lepszą przyszłość. Do nieciekawych meczów wnosi magię. Podaniami rozpieszcza pochmurnego Messiego. Jeśli ktoś ma przekonać go do pozostania, to Pedri, a nie żaden prezes. Dajcie mu 10 minut, na pewno was zachwyci.

Kilka lat temu Amerykanie wymyślili sposób szybkiej autoprezentacji - "Elevator pitch", czyli prezentację windową - w której chodzi o to, żeby w kilkadziesiąt sekund - tyle, ile jedzie winda - tak ciekawie i barwnie opowiedzieć o swojej ofercie - może to być pomysł na biznes, propozycja reklamowa, zachęta do inwestycji - by przekonać drugą stronę. Albo błyskawicznie zrobisz wrażenie na swoim rozmówcy i go zainteresujesz, albo możesz wysiąść.

Pedri jest mistrzem takich prezentacji: nie każe się długo przyglądać, nie zmusza do skrupulatnego analizowania swojej gry. Olśniewa od razu. Talentem kłuje w oczy. A co ciekawe - ani nie biega nadzwyczaj szybko, ani nie jest silny, ani nie kopie wyjątkowo mocno, nie przekłada nóg nad piłką, nie lubi efekciarstwa. Jeśli podaje do Messiego piętą, to dlatego, że było to najwłaściwsze, a nie najbardziej spektakularne rozwiązanie. Jak w ostatnim meczu z Athletikiem Bilbao, gdy takim zagraniem zmylił wszystkich obrońców i bramkarza, dzięki czemu Messi z łatwością trafił do bramki. Wcześniej sam trafił do bramki. "Pedri gra głową. Nie ma sportowej sylwetki, ale myśli szybciej niż inni i dlatego tak doskonale rozumie się z Leo" - stwierdził Clement Lenglet, środkowy obrońca Barcelony. 

Zobacz wideo Co się dzieje z Barceloną? "Oczekiwałbym od Koemana trochę samokrytyki"

Mistrz błyskawicznych autoprezentacji

Ronalda Koemana przekonał już na pierwszym treningu: "Rozumie grę, rozumie wszystko co dzieje się na boisku" - miał powiedzieć Holender do swojego asystenta, a parę miesięcy później - już publicznie, na konferencji prasowej - przyznał, że odkąd pracuje w Barcelonie, żaden piłkarz nie zaskoczył go bardziej. 18-latek równie szybko uwiódł Leo Messiego: "Ten dzieciak jest naprawdę dobry" - stwierdził w szatni. Pierwsi trenerzy Pedriego opowiadają, że zaczął treningi z dorosłymi piłkarzami już jako czternastolatek, a obawy, że sobie nie poradzi, minęły po dziesięciu minutach: grał jak z rówieśnikami.

Urodził się na Wyspach Kanaryjskich, zaczynał w klubie swojego dziadka, mając 15 lat trafił do Las Palmas. A gdy trenerzy poznali już jego możliwości, szybko poinformowali Barcelonę, że mają piłkarza stworzonego dla nich. Jose Marii Bakero, pracujący w La Masii, w sierpniu 2019 roku przyjechał go oglądać w meczu z Betisem. I już w 10. minucie dzwonił do dyrektorów Barcelony, by przekonywać ich, że w szkółce nie mają piłkarza o takim talencie. Trzy tygodnie później, po przelewie na 5 milionów euro (do tego dojdą różne dodatki - kwota może wzrosnąć do 22 mln euro), Pedri był już ich zawodnikiem. Kolejna błyskawiczna prezentacja: trener Albert Benaiges, odkrywca Andresa Iniesty, zobaczył Pedriego na turnieju w Brazylii, gdzie rywalizowali siedemnastoletni piłkarze, a on był od nich rok młodszy. Spojrzał jak gra i wiedział już, że przez te wszystkie lata spotkał tylko jednego piłkarza o podobnym talencie.

- Świetnie porusza się między liniami i wie, jak grać z Messim. Dużo pracuje bez piłki, właściwie się ustawia, dlatego innym piłkarzom gra się z nim bardzo wygodnie - opisuje go Ronald Koeman. A hiszpańscy dziennikarze tłumaczą to obrazowo: Messi podaje mu piłkę bez żadnej obawy, bo wie, że za chwilę dostanie ją z powrotem i będzie w jeszcze lepszej sytuacji. Grając z innymi piłkarzami nie ma takiego przekonania. 

Joaquin CarmonaCeniony ekspert okazał się bezdomnym. "Nie wszyscy wierzyli, że ja tak żyłem naprawdę"

Pedri i Messi mówią tym samym językiem 

Przypaść Messiemu do gustu to połowa sukcesu zawodników wchodzących do składu Barcelony. O tym, ile Argentyńczyk ma do powiedzenia w kwestii wyboru jedenastki, napisano kilkadziesiąt artykułów. Wersja "El Pais" jest taka: Messi nie przychodzi do trenera i nie mówi mu kto ma grać, ale wysyła sygnały. - Jeśli chcesz wiedzieć, co o kimś myśli, musisz obserwować jego drobne gesty - mówi dziennikowi osoba z otoczenia kapitana Barcelony. Robi to od lat: podobał mu się przeniesiony do pierwszej drużyny Sergio Busquets, więc zaznaczył to w wywiadzie. Nie podobała mu się gra ze Zlatanem Ibrahimoviciem, więc wysłał Pepowi Guardioli SMS-a: "widzę, że nie jestem już potrzebny, więc…". Walczyć o zwycięstwo w Copa America zamierzał z Sergio Aguero i Lautaro Martinezem, więc pochwalił ich w wywiadzie i dodał, że z nimi na boisku czuje się najbardziej komfortowo. Messi komplementami przybliża zawodników do wyjściowego składu. A na boisku jest nawet bardziej dosłowny: chętnie współpracował z Neymarem, mniej chętnie z Ousmane Dembele i początkowo z Antoinem Griezmannem. W tym sezonie najczęściej wymienia podania z Busquetsem, Jordim Albą i właśnie Pedrim. Nie do każdego spieszy z gratulacjami tak chętnie jak do niego. Nie na każdego wskazuje palcem zaraz po tym, jak sam trafi do siatki. Nie przed każdym szeroko rozkłada ręce. Ale też nie każdy mówi na boisku tym samym językiem co on.

Pedri od początku przypadł mu do gustu. Doskonały technicznie, inteligentny, szybko myślący. A do tego cichy, skromny, uprzejmy, z wyglądu wciąż bardziej przypominający studenta niż piłkarza wielkiej Barcelony. Pedri - jak Messi - woli park od dyskoteki. Playstation od chodzenia po mieście. Na treningi i mecze przyjeżdża taksówką, bo ani on, ani starszy brat, z którym mieszka w Barcelonie, nie ma prawa jazdy. Kibiców ujął tym, że po meczu Ligi Mistrzów opuszczał Camp Nou z reklamówką z supermarketu, a nie z supermodną kosmetyczką. Zdjęcie zrobiło furorę w sieci. Pedri odniósł się do tego w wywiadzie z "La Vanguardią": - Ze względu na COVID każdy musi po meczu pakować swoje rzeczy do takich reklamówek. Po prostu nie przełożyłem ich do innej torby. Byłem w szoku, widząc co się dzieje w Internecie. 

W tym wywiadzie opowiadał też o pierwszym spotkaniu z Messim. Argentyńczyk podszedł do niego na klubowym parkingu i serdecznie objął: „Witaj w Barcelonie”. - To było jak odpakowanie bożonarodzeniowego prezenty - porównywał. Ale tak naprawdę nie było wtedy wiadomo, czy za chwilę nie będą się żegnać. Pierwotny plan Barcelony zakładał bowiem, że Pedri po kilku treningach z pierwszym zespołem zostanie wypożyczony: w Las Palmas podejrzewali, że trafi do nich na jeszcze jeden sezon, na Camp Nou zakładali raczej oddanie go na rok do Bundesligi, pytała o niego Borussia Dortmund i Wolfsburg, zgłaszały się też hiszpańskie kluby. Ronald Koeman przychodził do Barcelony z zamiarem odbudowanie Philippe Coutinho i publicznie mówił, że Pedri musi zostać wypożyczony, bo kadra nie jest z gumy, a on musi podzielić minuty między Messiego, Griezmanna, Dembele, Trincao i Puiga. W żadnym z planów Pedri nie był rozpatrywany jako piłkarz "na już". Tylko on zakładał, że wsiądzie do windy i wykorzysta swoje kilkadziesiąt sekund.

Pedri mógł grać w Realu Madryt. Gdyby nie zamieć śnieżna, mogłoby nie być transferu do Barcelony

Na Barcelonę był skazany: jego dziadek założył jeden z pierwszych oficjalnych fanklubów Barcelony na Wyspach Kanaryjskich, ojciec pokazywał mu na YouTube jak grał Michael Laudrup. Urodził się w 2002 roku, więc wychowywał się na Barcelonie Pepa Guardioli, uwielbiał Andresa Iniestę, do którego teraz wielu go porównuje: przez ruchy na boisku, doskonałą technikę, inteligencję i wizję gry. Ruben Delgado, trener w Tegueste, rodzinnym miasteczku Pedriego, dostrzegł to jako pierwszy. - Miał dziewięć lat, Hiszpania rok wcześniej zdobyła mistrzostwo świata, Iniesta był bohaterem narodowym, a Pedri rzeczywiście mi go przypominał. Było widać, że jest po prostu inny od reszty: widział więcej, znajdował miejsca na boisku, których nie dostrzegali pozostali. Rodzice przeciwników przychodzili na nasze mecze go oglądać, bo po okolicy już poniosła się wieść, że jest wyjątkowo utalentowany. Grał prostą piłkę, jak Iniesta. To samo poza boiskiem: miał dobre maniery, był bardzo spokojnym dzieckiem, skromnym. Stąd to skojarzenie - wyjaśniał w "The Athletic". - W jednym meczu okiwał kilku rywali i strzelił gola. Cudowna akcja. Zapytałem go: "Jak ty to zrobiłeś?", odpowiedział: "Nie wiem, wyszło naturalnie". Powiedziałem mu tylko: "Nie Pedri, to nie jest naturalne". 

Niewiele jednak brakowało, a ten idealny scenariusz, w którym kibic Barcelony zostaje jej piłkarzem, trzeba by wyrzucić do kosza. Piętnastoletni Pedri dostał bowiem zaproszenie na testy do Realu Madryt. Chciał go też Vilarreal, Deportivo La Coruna, Atletico Madryt i Las Palmas. Wtedy Barcelona zainteresowała nie była. Pedri wylądował w Madrycie z problemami. Trafił na zamieć śnieżną, jakiej nigdy nie widział. Ruch był sparaliżowany, drogi pozamykane, loty odwołane. Dzieci nie chodziły do szkół. Nawet pierwsza drużyna "Królewskich" nie wyszła tego dnia na trening. Pedri spędził dwie doby w hotelu. Zamknięty ze swoim stresem i wielkimi oczekiwaniami. Na testach nie pokazał pełni możliwości, wypadł przeciętnie. Real go nie wziął. - Wyszło dobrze, bo dzięki temu jestem w klubie, który kocham od dziecka. Dziwnie byłoby zakładać koszulkę Realu Madryt, skoro jako dziecko biegałem po ulicy z herbem Barcy - skomentował Pedri już po debiucie w ulubionym klubie.  

Na meczu o Puchar Japonii na Stadionie Narodowym w Tokio zasiadło 24 tysiące kibicówRekordy zakażeń i 25 tys. kibiców na trybunach. To nie fikcja. Nowa japońska rzeczywistość

- Proces jego rozwoju był idealny. Przechodził do każdego kolejnego klubu w odpowiednim momencie, potrafił sprostać każdemu wyzwaniu. Kluczowe było wsparcie jego rodziny: ojciec, matka, dziadek, wujkowie, oni wszyscy są ludźmi twardo stąpającymi po ziemi. Wiedzieli, jaką ofertę wybrać. Pomogli mu dotrzeć tam, gdzie jest teraz i nie zwariować - mówi Toni Otero, dyrektor techniczny Las Palmas. - Poznałem go, gdy miał 15 lat i wspólnie z trenerami podjąłem decyzję, że musimy od razu przenieść go do pierwszej drużyny. Decyzja może wydawać się szalona, ale my po prostu widzieliśmy, że nie gra jak piętnastolatek i umiejętnościami powala rówieśników. Trzymając go w juniorach, hamowalibyśmy jego rozwój - tłumaczy w rozmowie z "Mundo Deportivo". 

Trener Pepe Mel miał wątpliwości. Chudy, niewysoki, delikatny - i miał trenować z seniorami? Nie w jakimś amatorskim klubiku, tylko w drugiej lidze? Pierwszy mecz towarzyski z Almerią zagrał po dwóch tygodniach od przejścia do Las Palmas. I wtedy obawy Mela zostały rozwiane. Pedri był najlepszy na boisku. - Grał swobodnie, prowadził grę całego zespołu, z łatwością dryblował. Prezentował się tak, jak teraz w meczach Barcelony. Podniósł wtedy rękę i pokazał, że jest absolutnie gotowy na dorosłe granie. To zawodnik, który rozumie piłkę nożną. Nie chodzi o to, że koncentruje się na tym, co mówi do niego trener i potrafi to zrealizować. Nie. On wie, co musi zrobić, zanim trener lub ktokolwiek mu o tym powie. Tego nie da się wytrenować - twierdzi Toni Otero. - Niektórzy piłkarze mają 40 lat, a zachowują się jak dzieci, inni mają 16 i są dorośli. To ten przypadek - podsumowuje.

Gra częściej od Leo Messiego. Przegapił tylko jeden mecz

Gdy byli trenerzy Pedriego usłyszeli o transferze do Barcelony, wiedzieli, że wykorzysta szansę. Ale równocześnie bali się, czy w ogóle ją dostanie. Mógł przecież nie dostawać minut i ugrzęznąć na ławce rezerwowych. Tymczasem Pedri zagrał w 22 z 23 meczów, które rozegrała Barcelona. Tylko Frenkie de Jong wychodził na boisko równie często. Rozpoczynał mecze z Realem, Juventusem i Atletico. Przepadł tylko w spotkaniu z "Królewskimi", ale ledwie cztery dni później zagrał koncert w Lidze Mistrzów przeciwko Juve. - To normalne, że mając 17 czy 18 lat będziesz przeplatał dobre mecze słabymi. U Pedriego tych złych spotkań i tak właściwie nie ma. A to, że tak szybko pozbierał się po Klasyku, świadczy o jego sile psychicznej - komentuje Otero, dyrektor Las Palmas.

Pedri strzelał już gole i asystował przeciwko Athletikowi, Realowi Valladolid, Realowi Betis i Ferencvarosowi. Chce trafiać do siatki jeszcze częściej. - Mówi, że chce się poprawiać we wszystkim, ale przede wszystkim skupia się na wykończeniu i strzałach z dystansu. W Las Palmas miał więcej goli, bo częściej uderzał. Ale zawsze podkreśla, że najbardziej cieszą go asysty. Co jeszcze? Trzy razy w tygodniu chodzi do siłowni na indywidualne zajęcia. Pracuje nad rozbudową mięśni. Rzeczywiście powinien poprawić siłę fizyczną, nad psychiczną pracować nie musi - uważa Otero. Sposób Pedriego na zachowanie spokoju? - Zawsze wyobrażam sobie, że po prostu gram z bratem na podwórku i to jemu podaję. Nie Messiemu.