Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Zamiast Legii wybrał hiszpańskiego drugoligowca. Ale nie żałuje. Pobił już rekord klubu

Mateusz Bogusz po awansie Leeds United miał niewielkie szanse na grę, dlatego odszedł na wypożyczenie do Logrones. - Na zgodę musiałem dość długo czekać, ale było warto. Wszystko świetnie się układa - przekonuje pomocnik w rozmowie ze Sport.pl.

Bogusz na decyzję władz Leeds musiał trochę czekać, ale w nowym klubie od pierwszego dnia udowadnia, jak wielkim dysponuje potencjałem. W pierwszych dwóch meczach po transferze trener Sergio Gonzalez trzymał 19-latka na ławce rezerwowych, ale potem odważnie na niego postawił. Młody Polak odwdzięczył się najlepiej, jak mógł. Już w drugim występie popisał się asystą z Alcorcon, trafiając do jedenastki kolejki, a niedługo później zdobył debiutancką bramkę na boiskach zaplecza LaLiga. – Dajcie mi trochę czasu. Jeszcze nie pokazałem pełni możliwości – przekonuje w rozmowie ze Sport.pl.

Wolał Segunda Division niż mistrza Polski

Bogusz do Hiszpanii trafił tuż przed zamknięciem okna transferowego. – Formalności załatwiliśmy chyba o 23:59 – uśmiecha się 19-latek. Dlaczego trwało to tak długo? – Gdy latem rozmawialiśmy o mojej przyszłości, scenariusz był prosty. Miałem podpisać nowy kontrakt i odejść na wypożyczenie. Nie chciałem siedzieć na ławce Leeds. Pragnąłem regularnie grać. W klubie wszyscy zgodzili się na takie rozwiązanie, ale trener Marcelo Bielsa długo nie dawał zielonego światła, przez co i dyrektorzy mieli związane ręce. Nie powiem, wkurzało mnie to, że słuchałem: "Poczekaj, poczekaj, jeszcze chwilę", a efektów ciągle nie było. Na zgodę musiałem dość długo czekać, ale było warto. Dziś wszystko świetnie się układa, dokładnie tak, jak przekonywał mnie dyrektor sportowy Leeds Victor Orta. To on namawiał mnie do wybrania Logrones i twierdził, że to dla mnie najlepsza możliwa opcja – przekonuje Bogusz.

Zobacz wideo Real wyszedł z kryzysu. "Dobrze, że Perez nie pociągnął za spust"

W letnim oknie transferowym 19-latek miał na stole kilka ofert. Było poważne zainteresowanie Cartageny, w której Bogusz miałby grać z wypożyczonym z PSG bramkarzem Marcinem Bułką. – Mieszkaliśmy w jednym pokoju na niedawnym zgrupowaniu reprezentacji Polski i rozmawialiśmy, że fajnie byłoby razem grać. Ale ostatecznie nic z tego nie wyszło – przyznaje pomocnik, którym interesowały się też np. Castellon, włoskie SPAL czy Legia. – Nie chciałem wracać do Polski. Perspektywa gry w Ekstraklasie w ogóle mnie nie interesowała – przyznaje zawodnik, którego kariera rozwija się w bardzo szybkim tempie. W wieku 16 lat zadebiutował w Ruchu. Niedługo później trafił do Leeds, gdzie zaczął trenować z pierwszym zespołem. Teraz naciskał na wypożyczenie, by zacząć regularnie grać, na co nie mógł liczyć w Premier League. 

Damian Kądzior w meczu Pucharu Króla z Racingiem RiojaWreszcie koniec ostracyzmu? Damian Kądzior dostał szansę i od razu ją wykorzystał

– Czasami przydałoby mi się trochę cierpliwości – nie ukrywa pomocnik. – Po trzech dniach od transferu do Logrones wkurzałem się, że nie gram, ale szybko mi przeszło. Jestem bardzo ambitny i chcę szybko pokonywać kolejne szczeble. Najbliżsi regularnie zwracają mi na to uwagę. Tato, który był moim pierwszym trenerem i który ogląda praktycznie każdy mój mecz, mówi: "Mateusz, zluzuj, spokojnie", ale ja uważam, że jak jest szansa na zrobienie kroku do przodu, to trzeba ją wykorzystywać. Dla mnie najważniejsze jest, by grać. Siedzenie na ławce i bycie zawodnikiem numer 18 czy 20 w kadrze Leeds nie było dla mnie wystarczające, tak samo jak występowanie w drużynie do lat 23. Pragnę się rozwijać. Wypożyczenie było najlepszą opcją. Takie rozwiązanie zawsze wiąże się ze sportowym krokiem w dół, ale Logrones było dobrym wyborem, tym bardziej że klub od dawna pozyskuje zawodników w ten sposób – przekonuje Bogusz.

Pobił już rekord klubu

W związku z natłokiem meczów pomocnik nie miał okazji zwiedzać cudownych okolic (oddalone o 200 km San Sebastian jest uznawane za najlepsze miejsce do życia na świecie), ale może to i lepiej? Od momentu przebicia się do drużyny, Polak cieszy się zaufaniem trenera. Sergio wystawił go w dziesięciu z ostatnich jedenastu meczów Logrones. 19-latek opuścił jedynie spotkanie z Sabadell (1:0), gdy przebywał na zgrupowaniu reprezentacji. – Wiedziałem, że jak pójdę na wypożyczenie, to po to, by grać. Ale nie dostałem nic za darmo – przekonuje wychowanek Ruchu Chorzów. 

Po wejściu Bogusza do jedenastki Logrones wygrało sześć meczów z rzędu, ale ostatnio przeżywa gorszy okres i przegrało pięć spotkań z rzędu. Tak to już bywa z beniaminkami w tak wyrównanych ligach, jak Segunda Division. Polak zbiera jednak pozytywne recenzje od kibiców czy przedstawicieli mediów. Zaufał mu też trener Sergio, który mimo młodego wieku i krótkiego stażu w zespole wyznaczył go do wykonywania rzutów karnych. – Ucieszyłem się, że mi zaufał – przyznaje młodzieżowy reprezentant kraju. – Nie myślę o tym, że jestem najmłodszy i nie czuję z tego powodu żadnej presji. Lubię brać na siebie odpowiedzialność. W ogóle mi to nie przeszkadza, bardziej nakręca do lepszej gry – przekonuje Bogusz, który został najmłodszym strzelcem gola w historii klubu (19 lat i 105 dni).

Ma już dość patyczków i testów

Aby grać w Hiszpanii, trzeba spełniać zasady bardzo rygorystycznego protokołu medycznego. – Jesteśmy badani codziennie. Nawet kiedy mieliśmy dzień wolny, musieliśmy podjechać do klubu na zrobienie testu – opowiada Bogusz, który z jednej strony ma dość wymazów z nosa, ale z drugiej rozumie, że to jedyne rozwiązanie dla zachowania ciągłości rozgrywek. – W Hiszpanii obostrzenia życiowe są podobne do tych w reszcie Europy, ale w LaLiga i Segunda zasady są ostre. Na mecz przyjeżdżamy już przebrani, w strojach. W szatni możemy tylko założyć buty. Po zakończeniu spotkania wykąpać się możemy dopiero w domu albo w hotelu, jeżeli gramy na wyjeździe. Niedawno znieśli nakaz noszenia rękawiczek, ale maseczki i dezynfekcja pozostają obowiązkowe przez cały czas – opowiada Bogusz.

Pozaboiskowe zamieszanie nie ma wpływu na jego grę. Sergio rzucał Mateusza po różnych pozycjach na boisku, jednak ten, jak sam przekonuje, w Hiszpanii najlepiej czuje się na tzw. ósemce. – Ogólnie, najlepiej gra mi się na „dziesiątce”, gdy jestem bliżej bramki rywala. Ale Logrones gra bardziej defensywnie, nie dominujemy piłki, a ja nie lubię być poza grą. Dlatego też będąc na „ósemce” gram bliżej środka, biorę większy udział w rozegraniu akcji i ciągle jestem pod grą – opowiada piłkarz, który uczy się hiszpańskiego i na razie najlepiej dogaduje się z Ousamą Siddikim oraz Rajivem van La Parra. – Trener Bielsa też mówił tylko po hiszpańsku, więc sporo słówek rozumiem, ale ciągle się uczę. W szatni mam dwie odprawy - pierwszą robi szkoleniowiec Sergio dla całej drużyny, drugą, dla mnie, jego asystent, który mówi po angielsku i wszystko mi dokładniej tłumaczy – precyzuje młodzieżowy reprezentant Polski.

Bogusz na razie nie myśli o Leeds

Postać Bielsy, który był jednym z trzech najlepszych trenerów na świecie w 2020 r. w plebiscycie FIFA The Best, budzi duże emocje. Argentyńczyk jest wielbiony za niekonwencjonalne podejście do pracy. Kibicom imponuje jego zaangażowanie w prowadzenie zespołu, przygotowanie taktyczne czy styl gry drużyn prowadzonych przez Argentyńczyka. – Nie ma drugiego takiego szkoleniowca – nie ukrywa Bogusz. – Jestem jeszcze młody i nie poznałem wielu trenerów, jednak wszyscy na każdym kroku do podkreślają, a i ja widziałem, jak bardzo Marcelo różni się od innych. Wszystko ma zaplanowane do perfekcji i dosłownie żyje futbolem. To fanatyk – przekonuje polski piłkarz.

Bielsa w mediach ma wizerunek ostrego, surowego i wymagającego, który raczej nie chwali piłkarzy. – To prawda, choć częściowo – opowiada Mateusz. – Szkoleniowiec rzadko rozmawiał z zawodnikami, ale to pomaga, bo nakręca cię do stawania się lepszym i lepszym. Zdarzało mu się temperować młodych graczy. Do starszych miał więcej szacunku. Po ciężkim treningu dawał im okazję do regeneracji, podczas gdy młodszych potrafił wysłać na dodatkową pracę. Zero odpuszczania. Bielsa jest bardzo wymagający, ale nie można go traktować jak chama czy faceta, z którym nie da się porozmawiać. Kiedy jest praca, to jest praca i nie ma czasu na humorki. Ale poza treningami to bardzo sympatyczny człowiek, któremu uśmiech nie schodzi z twarzy – ujawnia 19-latek.

Bielsa długo nie chciał wyrazić zgody na jego wypożyczenie, jednak ostatecznie został przekonany przez Ortę. Leeds ma prawo do skrócenia wypożyczenia w zimowym oknie transferowym, ale Bogusz nie byłby zainteresowany takim rozwiązaniem. – Najlepiej będzie, jeżeli dokończę sezon w Logrones. A co dalej, zobaczymy. Nie chcę wracać do Leeds, by być 14 czy 15 zawodnikiem, bo nie zadowalałaby mnie rola zmiennika grającego po 10-15 minut na mecz. Cel numer jeden to regularne występy i rozwój – kończy utalentowany pomocnik.