Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Tak strzela Antoine Griezmann! Potrzebuje wróżki, nie trenera [WIDEO]

Ronald Koeman kartkę z listą wymówek może schować do kieszeni. Barcelona w meczu z Realem Sociedad, wiceliderem La Liga, zagrała jeden z najlepszych meczów w tym sezonie, choć i tak do samego końca drżała o wynik. W jej grze do przodu zgadzało się bowiem wszystko poza wykończeniem. Skończyło się zwycięstwem 2:1.

Bohaterem tego meczu został Pedri. Wbrew pozorom - w pamięci nie zostanie żaden z jego popisów w ataku, ale niezwykłe poświęcenie we własnym polu karnym. Kwadrans przed końcem Barcelona prowadziła 2:1, ale Alexander Isak łatwo ograł Oscara Minguezę i pędził na bramkę, by wyrównać. Pedri gonił go od połowy boiska, w ostatniej chwili rzucił mu się pod nogi i wybił piłkę. Był tak rozpędzony, że zatrzymał się dopiero na słupku bramki. Nie hamował, uderzył się boleśnie. Najpewniej okupi tę interwencję solidnym krwiakiem, ale szacunek kibiców po tej akcji zostanie na znacznie dłużej niż siniaki na ciele.

Zobacz wideo Co się dzieje z Barceloną? "Oczekiwałbym od Koemana trochę samokrytyki"

Barcelona zagrała najlepszą pierwszą połowę w tym sezonie

Barcelona nie powinna jednak do końca meczu drżeć o trzy punkty. Grała bowiem tak dobrze i stworzyła tyle sytuacji, że po godzinie mogła mieć już trzy gole przewagi i spokój. W jej grze zgadzało się wszystko poza wykończeniem: Messi wymieniał kolejne podania z Pedrim, niemal wszystkie akcje odważnie oskrzydlali boczni obrońcy, Jordi Alba był jednym z najlepszych piłkarzy na boisku, a środek pola został całkowicie zdominowany przez Sergio Busquetsa i Frenkiego De Jonga. Piłka krążyła od nogi do nogi, aż docierała w pole karne. Co było dalej? Poprzeczka, trybuny, ręce Alejandro Remiro, ewentualnie niecelne podanie i strata. Żaden z ofensywnych piłkarzy nie ma czystego sumienia: za słabo uderzał Leo Messi, zbyt niecelnie Martin Braithwaite, ale kolejny raz królem zaprzepaszczonych okazji został Antoine Griezmann.

W pierwszej sytuacji właściwie wszystko zrobił dobrze: opanował piłkę, minął bramkarza, uderzył poza zasięgiem obrońców, ale pechowo trafił w poprzeczkę. W drugiej połowie zmarnował za to okazję nie do zmarnowania: bramka była pusta, a on stał cztery metry od niej. Wbiegł w mocno dośrodkowaną piłkę i trafił nią prosto w ręce bramkarza, który leżał przy samym słupku. Francuz wiedział, że trafić w tej sytuacji w Remiro było znacznie trudniej niż wbić piłkę do siatki. Kilkadziesiąt sekund później mógł się przełamać, ale znów nic z tego nie wyszło. Ronald Koeman zlitował się nad nim i zdjął go z boiska.

Barcelona tylko trzeciego gola szukała tak długo. Strzelenie pierwszego i drugiego przyszło jej zdecydowanie łatwiej: po znakomitych, zespołowych akcjach trafiali Jordi Alba i Frenkie De Jong. Przewaga Barcelony w pierwszej połowie była przygniatająca. Piłkarze Realu Sociedad ginęli od własnej broni - wysokiego pressingu, co było podwójnie zaskakujące, bo nie dość, że Koeman wystawił na środku obrony dwóch 21-latków: Oscara Minguezę i Ronalda Araujo, więc aż prosiło się, żeby nałożyć na nich presję, to jeszcze sama Barcelona już dawno przestała być maszynką do pressingu. A jednak przeciwko Realowi organizowała się bardzo dobrze i rywale mieli kłopoty z zawiązaniem akcji.

Barca imponowała wymiennością pozycji, swobodą i szybkością rozegrania, ale mimo dobrej gry w 27. minucie straciła gola. Portu podał do Williana Jose, a on wykorzystał jedyną okazję w pierwszej połowie. Odpowiedź była jednak natychmiastowa: w 31. minucie trafił Alba, w 43. De Jong. Zabawny był brak jakiejkolwiek reakcji rezerwowych Barcelony na jej drugiego gola: Samuel Umtiti z nogą na nodze, jakby leżał przed telewizorem, Francisco Trincao podpierający ręką brodę, Neto z głową odchyloną do tyłu, maseczki przykryły ewentualne uśmiechy. Patrząc na ich reakcję, nikt nie domyśliłby się, jak znakomity mecz mieli okazję oglądać. 

Antoine Griezmann potrzebuje wróżki, a nie trenera

Po przerwie było jeszcze ciekawiej, bo wreszcie do głosu zaczęli dochodzić zawodnicy Imanola Alguacila, osłabieni brakiem Davida Silvy i Mikela Oyarzabala. Grali na środkowego obrońcę - Oscara Minguezę, a ten popełniał błąd za błędem. W końcu Koeman zmienił go na Clementa Lengleta. Pod koniec Barcelonę ratował Pedri i ter Stegen. Wynik do końca wisiał na włosku. Stres i nerwy to kara za brak skuteczności. Trzy punkty z kolei - nagroda za świetną pierwszą połowę. Wnioski? Żadne to odkrycie, ale Barcelonie przydałby się porządny napastnik, bo nawet lekko podstarzały Luis Suarez kończyłby ten mecz co najmniej z dubletem. Z kolei Griezmannowi bardziej niż trening strzelecki, przyda się wizyta u wróżki. To one zajmują się zdejmowaniem klątw, prawda?