Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Atletico miało pokazać wielkość, a zostało zmiażdżone. Każda decyzja Diego Simeone była zła

Atletico przeszło drogę od Realu do Realu. Poprzednią porażkę w LaLiga poniosło w lutowych derbach Madrytu (0:1), potem miało serię 26. spotkań bez porażki, by w sobotni wieczór kolejny raz ulec Królewskim (0:2). Drużyna Diego Simeone, która do starcia z Los Blancos nie przegrywała nawet przez sekundę w tym sezonie hiszpańskiej ekstraklasy, była zdecydowanie gorsza. I znów okazało się, że - jak się okazuje, niezatapialny - Zinedine Zidane jest królem Madrytu. Za jego kadencji Rojiblancos odnieśli ledwie dwa zwycięstwa w dwunastu spotkaniach.

Real i Zinedine Zidane, przynajmniej tymczasowo, uratowali sezon w LaLiga. Wygrywając derby z Atletico sprawili, że do wyścigu o mistrzostwo wróciły emocje. Jeszcze nigdy nie zdarzyło się, by ktoś został mistrzem, tracąc na dowolnym etapie sezonu do lidera dziewięć punktów. A taka byłaby różnica między dwiema madryckimi drużynami, gdyby to Rojiblancos wygrali derby. Na szczęście dla fanów LaLiga, triumfowali Królewscy. Udało im się przerwać serię 26. spotkań Atleti bez porażki w hiszpańskiej ekstraklasie i sprawić, że kwestia mistrzostwa nadal pozostaje otwarta.

Zobacz wideo Co się dzieje z Barceloną? "Oczekiwałbym od Koemana trochę samokrytyki"

Atletico zagrało tak, by pokazać, że nie jest faworytem LaLiga

W sobotni wieczór nie obejrzeliśmy wielkiego meczu. Real był przed przerwą zdecydowanie lepszy i zasłużenie prowadził po golu Casemiro, przy którym pomylił się Hector Herrera. Zidane taktycznie ograł Atleti. Na lewej stronie świetnie współpracowali Toni Kroos, Ferland Mendy (schodził z lewej obrony do środka wcielając się w rozgrywającego) i rozciągający grę przy linii Vinicius. Rojiblancos zagrali tak, jakby chcieli za wszelką cenę potwierdzić, że - wbrew powszechnej opinii ekspertów - nie są faworytem LaLiga. Zagrali jak mała drużyna, a nie jak potencjalny mistrz. Wyszli przestraszeni, jakby bali się rozkręcającego się Realu, nie umiejąc poradzić sobie z intensywnym pressingiem Królewskich.

Wściekłość Joao Feliksa

Simeone próbował zareagować w przerwie terapią szokową. Zrobił trzy zmiany, ale żadna nie wypaliła. Thomas Lemar po 14 sekundach obejrzał żółtą kartkę, a potem zmarnował stuprocentową okazję, z pięciu metrów nie trafiając w bramkę. Z kolei Renan Lodi posłał katastrofalne podanie, które przejął Karim Benzema. Francuz wyłożył futbolówkę Toniemu Kroosowi, którego tuż przed polem karnym powalił trzeci rezerwowy, Angel Correa, który obejrzał żółtą kartkę. Trudno było zrozumieć, czym kierował się Simeone, tym bardziej, że nie wypaliły również zmiany cztery i pięć, w których boisko opuszczali Joao Felix i Luis Suarez. Gra zespołu w ogóle się nie poprawiła, a do tego Portugalczyk był rozwścieczony, gdy w 60. minucie opuszczał murawę. Argentyńczyk od początku spotkania krytykował młodego gwiazdora za kolejne straty piłki i zdjął go, by pokazać mu kto rządzi w drużynie, jednak na koniec liczyło się dobro zespołu. A ten, pozbawiony Feliksa, był bezzębny i szybko dostał gola na 0:2, którego z dystansu strzelił Dani Carvajal. 

Zaskakujące wyznanie piłkarza Atletico. Simeone bał się zapeszyć. Zaskakujące wyznanie piłkarza Atletico. Simeone bał się zapeszyć. "Celujemy w trofea"

Każda decyzja Diego Simeone była zła

Simeone był najgorszym aktorem derbów. Właściwie każda jego decyzja była zła. Pomylił się przy wyborze składu, ustawiając zespół asekuracyjnie i odchodząc od bardziej ofensywnej gry, która przynosiła efekty we wcześniejszej części sezonu, zapewniając Rojiblancos np. triumf nad Barceloną (1:0). W trakcie meczu nie umiał naprawić swoich błędów, myląc się ze zmianami. Oczywistym jest, że nie można zwalać winy na trenera, że Lemar z pięciu metrów nie umiał trafić w bramkę, jednak symptomatycznym jest, że Atleti pierwszy celny strzał oddało dopiero w 81. minucie. Grając w ten sposób, trudno jest rywalizować na najwyższym poziomie.

Zidane’owi i jego żołnierzom kryzysy niestraszne

Jak radzić w trudnych momentach uczyć mogą piłkarze Realu, którzy w trzech finałach odnieśli komplet zwycięstw. Grali o uratowanie sezonu w LaLiga i Lidze Mistrzów i wygrywali z Sevillą (1:0), Borussią Mönchengladbach (2:0) i Atletico (2:0). Imponowali wyrachowaniem, wybieganiem i defensywą, która zaczęła przypominać tę z końcówki poprzedniego sezonu. W przeciwieństwie do Simeone, Zidane trafił ze składem, a zmian nie potrzebował – w trzech ostatnich spotkaniach wykorzystał ledwie sześć z piętnastu roszad. To dobry dowód na to, że Zizou ma swoich zaufanych żołnierzy, którym może nie wystarczyć sił na walkę w maratonie w LaLiga, jednak skreślanie ich z rywalizacji o triumf w Champions League byłoby przedwczesne. Francuski szkoleniowiec, którego zwolnienia jeszcze dziesięć dni temu domagało się wielu ekspertów, pokazał, że niestraszny mu żaden kryzys.