Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Liczby nie kłamią. Barcelona mówi mistrzostwu "adios". Messiemu też?

Ostatni raz Barcelona zaczęła sezon tak słabo 33 lata temu. Era Ronalda Koemana zaczęła się od kryzysu, z którego wyjścia nie widać, tym bardziej, że Leo Messi przeżywa bodaj najgorszy okres w karierze na Camp Nou.

Liczby nie kłamią. W pierwszym tygodniu grudnia Barcelona praktycznie pożegnała się z marzeniami o mistrzostwie. Atletico ma nad nią 12 punktów przewagi. Nikt w historii LaLiga nie odrobił takiej straty, by sięgnąć po tytuł. – Do końca sezonu jeszcze daleko, ale jeśli szybko nie poprawimy gry i nie pozbędziemy się wahań formy, to zaraz nie będzie o czym rozmawiać – ocenił Ronald Koeman, ale nadziei nie mają już fani. W sondach, jakie przeprowadzały hiszpańskie media, ok. 80 proc. kibiców ocenia, że Duma Katalonii powiedziała już mistrzostwu „adios”.

Zobacz wideo Festiwal goli w Monachium! Bayern zremisował z RB Lipsk 3:3. Skrót meczu [ELEVEN SPORTS]

Wszyscy mówią o słabości Barcelony

I choć jak przy każdej porażce można szukać wymówek (zmęczenie, kontuzje, nieskuteczność, itd.), to żadna nie jest w pełni przekonująca. O słabości Barcy mówią dziś wszyscy. – Mój sześcioletni syn dobrze to podsumował. Futbol Caca (kupa, przyp. red.) Barcelona – stwierdził Sique Rodriguez, dziennikarz Cadena SER. Legendarny Luis Suarez Miramontes uważa, że „zespół od pierwszej minuty kompletnie nie wiedział, co ma grać”, a chyba najbardziej alarmujące są słowa Alberto Perei. – Spodziewaliśmy się, że będzie znacznie trudniej – podsumował piłkarz Cadizu.

Irracjonalny plan Ronalda Koemana

W sobotni wieczór piłkarze Barcy wyglądali, jakby myślami byli na słynnym karnawale w Kadyksie. Albo jakby chcieli z miesięcznym wyprzedzeniem wcielić się w Trzech Króli, bo od początku meczu dawali gospodarzom prezenty. Zaczął Koeman, który na mecz z najbardziej defensywną drużyną w LaLiga (Cadiz ma najniższe średnie posiadanie piłki, wymienia najmniej podań, jest przedostatni pod względem liczby strzałów) wystawił w jedenastce trzech zawodników najlepiej czujących się na tzw. dziesiątce – Leo Messiego, Antoine’a Griezmanna oraz Philippe Coutinho. To, zgodnie z przewidywaniami, nie wypaliło i w przerwie Holender musiał wprowadzać korekty, wpuszczając za Brazylijczyka Ousmane Dembele, który w ciągu 45 minut podjął tylko jedną próbę dryblingu. Potem gola na 0:1 podarował Oscar Mingueza, który w kuriozalny sposób oddał strzał na własną bramkę, a gdy Barca wyrównała, to doszło do nieporozumienia Clementa Lengleta i Marca-Andre ter Stegena, które wykorzystał Alvaro Negredo. 

Fatalny błąd ter StegenaKolejny fatalny błąd ter Stegena! Niemiecki bramkarz winny porażki Barcelony [WIDEO]

Błąd goni błąd

– Indywidualne błędy kosztują nas mnóstwo punktów – narzekał Sergio Busquets. I trudno się z nim nie zgodzić, tym bardziej, że już nie trzeba cofać się np. do słynnego rzutu rożnego z meczu z Liverpoolem na Anfield (0:4), by odnaleźć inne kompromitujące zachowania piłkarzy Barcy. Tylko w tym sezonie Duma Katalonii przegrała z Getafe (0:1) po głupim rzucie karnym sprokurowanym przez Frenkiego de Jonga i z Atletico (0:1) po katastrofalnych pomyłkach ter Stegena i Gerarda Pique, a punkty z Alaves (1:1) straciła po juniorskim błędzie Neto. To boli tym bardziej, że Blaugrana sześciokrotnie w tym sezonie LaLiga traciła gola jako pierwsza i ani razu nie wygrała (dwa remisy i cztery porażki). 

Dwie twarze Barcelony 

W Kadyksie Barca miała aż 82 proc. posiadania piłki (tylko raz w całej erze Pepa Guardioli przebiła ten wynik), jednak nie umiała tego wykorzystać. Konsekwentnie, i nieskutecznie, próbowała przedrzeć się środkiem, gdzie było najwięcej graczy rywala. A gdy to rozwiązanie nie działało, to zdecydowano się na wrzutki, ale z 24 dośrodkowań oddano ledwie cztery strzały. Grze gości brakowało polotu. Barcelona wyglądała inaczej niż np. w Kijowie (4:0 z Dynamem) czy w Budapeszcie (3:0 z Ferencvarosem). Po tych spotkaniach zachwalano świeżość, jaką wnosiła młodzież czy luz, z jaką grał np. Griezmann. W sobotę na murawę Ramon de Carranza wyszedł teoretycznie najsilniejszy skład, włącznie z Messim, jednak - jak mówił Suarez Miramontes - drużynie brakowało agresywności, pomysłu, inspiracji...

Messi już nie odwraca losów meczu

To dość symptomatyczne, że nawet prawdopodobnie najgorsza, najmniej decydująca o losach meczów wersja Messiego dalej jest liderem Barcelony, która w trudnym momencie nie była w stanie odnaleźć innego rozwiązania niż podanie piłki do Leo i liczenie na to, że on coś wymyśli. Argentyńczyk starał się, szarpał (wygrał najwięcej pojedynków, 9), próbował brać na siebie odpowiedzialność, ale brakowało mu precyzji (30 straconych piłek, rekord sezonu) i skuteczności (oddał najwięcej strzałów, 10), a do tego - jak mówił Negredo - „trudno jest grać przeciwko dziesięciu facetom skupionym na zatrzymaniu cię”. Nie można obarczać 33-latka całością winy za najgorszy start sezonu Blaugrany w LaLiga od przeszło 30 lat (np. w listopadzie miał najwyższą średnią notę w LaLiga wg WhoScored), jednak ewidentnym jest, że gdy Barca potrzebowała w tym sezonie wsparcia lidera, to Leo nie był w stanie samodzielnie odwrócić losów meczu. A do tego przyzwyczaił nas w ostatnich latach.

Hiszpańska prasa grzmi po kolejnej wtopie Barcelony! Hiszpańska prasa grzmi po kolejnej wtopie Barcelony! "Popełniła samobójstwo"

Barcelona zniechęca Leo do pozostania

Spełnia się najgorszy koszmar Messiego sprzed startu sezonu. Gdy uniemożliwiono mu odejście z klubu, stało się jasnym, że Argentyńczyk będzie obarczany winą za każdy kryzys Barcy. „Przegrywamy, bo Leo myśli o PSG”. „W czerwcu wygasa mu kontrakt, więc nie chce mu się już walczyć dla nas”. „Bez Messiego gra lepiej”. Można tak wymieniać w nieskończoność, a oliwy do ognia dolewają nawet pracownicy klubu. – Z ekonomicznego punktu widzenia, ja bym sprzedał Messiego ostatniego lata. Toby nam pomogło wypełnić limity płacowe – wypalił Carles Tusquets, szef komisji zarządzającej Barceloną. Za te słowa został publicznie zbesztany przez Koemana, później się kajał i obiecywał większą wstrzemięźliwość w kontaktach z mediami, jednak na takie słowa było już za późno. Znów okazało się, że w klubie przechodzącym jednocześnie przez trzy kryzysy (sportowy, ekonomiczny i instytucjonalny) najłatwiej jest walić w tego, który jest najlepszym i największym piłkarzem w jego historii. I tak jak latem Josep Maria Bartomeu robił wszystko, by zatrzymać 33-latka na Camp Nou, tak teraz robi się wszystko, by zachęcić go do skorzystania z propozycji Neymara czy Pepa Guardioli.