Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Bartomeu i jego zarząd "zniszczyli La Masię", ale teraz młodzi piłkarze Barcelony biją rekordy

W Barcelonie od kilku lat narzeka się na funkcjonowanie La Masii, ale klub właśnie bije rekordy dzięki młodym piłkarzom i to teraz ma nadejść szansa, żeby zobaczyć na boisku kolejną jedenastkę złożoną tylko z talentów szkółki. Zwłaszcza że marcowe wybory mogą przynieść dużo zmian w klubie i zarządzaniu obszarem młodzieżowej piłki.

25 listopada 2012 roku Tito Vilanova wystawił na mecz z Levante w La Liga Victora Valdesa, Marca Montoyę, Gerarda Pique, Carlesa Puyola, Jordiego Albę, Xaviego, Sergio Busquetsa, Cesca Fabregasa, Pedro, Iniestę i Leo Messiego. Czyli jedenastkę złożoną tylko z talentów La Masii. Od tamtego czasu w wyjściowym składzie Barcelony zadebiutowało tylko nieco ponad trzydziestu zawodników, którzy rozwijali się w klubowej akademii. W kadrze meczowej na sobotnie El Clasico jest ich jednak 12 na 23 zawodników, z czego siedmiu ma mniej niż 21 lat.

Bartomeu obwiniany. Długa lista błędów

W Katalonii łatwo usłyszeć, że klub przestał interesować się rozwojem młodzieży. W ostatnich latach próby wdrażania młodych zawodników do kadry pierwszego zespołu kończyły się w wielu przypadkach jedynie treningami z drużyną i ławką rezerwowych, albo śledzeniem meczów La Liga i Ligi Mistrzów z perspektywy trybun. Eksperci zrzucali winę na Josepa Marię Bartomeu. Prezes zarządu lubi ściskać dłonie młodych talentów, przyjmować ich do klubu, ale na mecze Barcy B miał nie przychodzić, a gdy już musiał to fani śmiali się, że zasypiał, albo przegapiał bramki z nosem w smartfonie.

Chętnie wypowiada się o przyszłości piłkarzy rezerw i wielkim potencjale, jaki Barcelona ma i mogłaby wykorzystywać, gdyby utworzono ligę zespołów U-21. Jednocześnie czterech zawodników - Kike Saverio, Chumi, Sergi Puig i Guillem Jaime - wysłało list do Hiszpańskiego Stowarzyszenia Piłkarzy (AFE), bo klub wciąż nie zapłacił im obiecanej premii po 10 tysięcy euro za awans z Barcą B do baraży o Segunda Division.

Zobacz wideo "Barcelona wyhamowała. Real Madryt ma dwa główne problemy"

Pięć sposobów na zniszczenie La Masii

Zresztą Bartomeu w niemalże każdej dziedzinie zarządzania młodzieżą Barcelony nie radzi sobie najlepiej z finansami. Jak wyliczył Enric Fuentes, śledzący postępy La Masii, w ciągu ostatnich sześciu lat (Bartomeu rządzi klubem od 2014 roku - przyp.red.) do rezerw Barcelony dołączyło 25 obcokrajowców spośród 48, z którymi współpracuje klub. I tylko dwóch miało okazję zadebiutować w pierwszym zespole - Moussa Wague i Ronald Araujo. W ostatnich 30 latach jedynym zagranicznym zawodnikiem, który przechodził z Barcy B do drużyny seniorów, był Thiago Motta. Włoch nie gra już nawet w piłkę, bo zakończył karierę w lipcu 2018 roku.

Piszący dla dziennika "Ara", Xavi Torres kilkanaście miesięcy temu nazwał La Masię "chorą". Wtedy portal tribuna.com publikował pięć powodów, dla których można mówić, że zarząd klubu zniszczył legendarną szkółkę:

  • stworzył wewnętrzny konflikt pomiędzy młodymi drużynami akademii (do U-18) i profesjonalnymi (U-19 i rezerwy) poprzez wprowadzanie swoich ludzi w struktury zarządzania zamiast dawania awansów dyrektorom, którzy wcześniej odnosili sukcesy
  • wydał prawie milion euro na program pomocy psychologicznej zawodnikom, który nie działa, bo specjaliści nie reagują, gdy 14-,15-latkowie mówią im to, co oni chcą usłyszeć
  • budynek La Masii stał się domem dla zawodników, którzy wynajmują i rezerwują pokoje, a nie dla tych najbardziej utalentowanych, do tego z górnego piętra, które służyło za miejsce do spędzania wolnego czasu, zrobiono biura i pokoje dla personelu
  • gdy Bartomeu przejmował Barcelonę, obiecał przywiązywać dużą wagę do diety zawodników od najmłodszych lat szkolenia, a stołówka La Masii oferuje takie jedzenie, jakie zawodnicy chcą sobie wybrać, nikt nie zajmuje się tym, czy jedzą odpowiednio zdrowo, a od młodych piłkarzy słychać narzekania, mimo że korzystają z usług tej samej firmy co pierwszy zespół, w którym nikt nie mówi nic o złym jedzeniu
  • program Masia 360 (projekt z 2018 roku, który ma na celu poprawienie jakości szkółki) został wprowadzony także, żeby dać wykształcenie trenerom, ale poza działaniem w ryzykownych sytuacjach i analizowaniem danych, ma nie przynosić szkoleniowcom żadnej wiedzy

Rekordy Fatiego dają nadzieję. "Jest szansa na kolejną jedenastkę talentów La Masii"

- To teraz jest szansa, żeby zobaczyć kolejną jedenastkę złożoną tylko z talentów wypromowanych przez La Masię i juniorskie drużyny Barcelony - mówił kandydat na nowego prezesa klubu, Toni Freixa dla "Mundo Deportivo". Czy to moment, w którym La Masia może się odrodzić? Już dała pierwszemu zespołowi perełkę. Barcelona ma Ansu Fatiego - wizytówkę młodzieżowego futbolu w Hiszpanii. To dzięki niemu w katalońskim klubie pojawiła się nadzieja na przyszłość, bo zaczął bić rekordy w kategoriach juniorskiej piłki. W meczu Ligi Mistrzów przeciwko Ferencvarosowi Ronald Koeman wystawił jego i Pedriego, a oni odwdzięczyli się bramkami. Ansu Fati stał się pierwszym zawodnikiem, który zdobył w Lidze Mistrzów więcej niż jedną bramkę przed ukończeniem 18. roku życia, a Barcelona pierwszym zespołem w historii, który zdobył dwa gole dzięki zawodnikom mającym maksymalnie 17 lat.

Fati jest też: najmłodszym zdobywcą gola w historii Ligi Mistrzów, najmłodszym zawodnikiem, który wystąpił w pierwszym składzie Barcelony w LM i La Liga, czy najmłodszym strzelcem bramki na Camp Nou. 17-latek awansował jednak do pierwszego zespołu Barcelony prosto z Juvenilu A (drużyny U-19). To dość rzadki przypadek i martwi, że prezes Bartomeu używa go, gdy był pytany przez dziennikarza "Mundo Deportivo" o perspektywę Barcy B grającej w Segunda Division, odpowiadał, że to nie musiałoby przynieść korzyści, a przypadek Fatiego pokazuje, że można znaleźć talent i przenieść go na wysoki poziom już wcześniej.

Ostatni trener w Barcelonie, który doświadczył Cruyffa

Bartomeu rzadko wspomina o dokonaniach Francesco Javiera Garcii Pimienty. To właśnie on był wymieniany przez katalońskich dziennikarzy, jako idealny następca Quique Setiena. Jest byłym zawodnikiem rezerw, który wychował się w La Masii i pamięta czasy, gdy uczono tam, czym jest DNA Barcy. Co prawda zadebiutował w seniorskiej drużynie przeciwko Deportivo La Coruna w 1996 roku, ale tak jak Tito Vilanova nigdy nie przebił się jednak do pierwszego zespołu na stałe. I tak jak on, miałby być narzędziem, dzięki któremu współpraca pomiędzy Barcą B a pierwszym zespołem znów funkcjonowałaby na odpowiednim poziomie.

Pimi, bo tak nazywają go w klubie, to także jedyny poza Koemanem trener w Barcelonie, który doświadczył Johana Cruyffa. Droga od bycia asystentem w drużynie U-16 do trenowania Barcy B zajęła mu 17 lat. To dzięki niemu Barcelona wygrała UEFA Youth League w 2017 roku, a Riqui Puig i Alex Collado zadebiutowali w pierwszym zespole. Ma także świetny kontakt z młodymi zawodnikami, co potwierdzają liczne nagrania z szatni i przedmeczowych odpraw, na których widać, z jakim szacunkiem traktują go jego piłkarze. - To na pewno jeden z najlepszych szkoleniowców, jakich miałem w całej karierze ze względu na to, jakie ma podejście do zawodnika, jak nas wspiera i szczególnie, jaki sposób gry w piłkę preferuje - mówił o nim Guillem Jaime, były obrońca zespołu rezerw w materiale Barca TV. W lipcu przedłużono kontrakt Pimienty, co wiele osób odbiera z ulgą. Wierzą, że przyjdzie czas, gdy ktoś, zamiast wybierać spośród nazwisk dobrze znanych na rynku, sprawi, że szansę dostanie szkoleniowiec znający klub od środka. Dziennikarze sugerowali, że to na niego czekają młodzi piłkarze pierwszego składu. 

"System Barcelony jest jak piramida. Tu nie przychodzisz wypełniać luki"

W zeszłorocznym wywiadzie dla "Mundo Deportivo" Pimienta uspokajał tych, którzy widzą w Barcelonie rewolucję kadrową i młodych zawodników wypełniających każdą pozycję w drużynie. - O każdym zawodniku z potencjałem, który pojawia się w rezerwach i ma 19 lat, myśli się "on musi być gotowy na debiut w Barcie". A tak nie jest, oni muszą przejść po każdym szczeblu. Są wyjątki od tej reguły, ale jeśli nie postąpi się z tymi zawodnikami tak, jak choćby z Carlesem Aleną, to przygniecie go ciężar odpowiedzialności. Ten system jest jak piramida. Staje się coraz bardziej skomplikowany, a wymagania rosną do maksimum. Do Barcelony nie przychodzi się wypełniać luki w składzie. Jeśli nie masz odpowiedniego poziomu, musi cię zastąpić ktoś lepszy. I tak jest w każdej naszej drużynie - ocenił Pimienta.

Zapytany o ewentualną pracę z pierwszym zespołem odpowiadał bardzo nieśmiało. - Zawsze byłem gotowy na to, co zaproponuje mi klub. Dużo czasu zajęło mi dojście tu, gdzie jestem i czym teraz mogę się cieszyć. Ale nie wiem, co będzie jutro - stwierdził. Pimienta w pierwszej drużynie i zmiany zarządzających Barcą B oraz La Masią to jednak raczej melodia przyszłości. Nie tak odległej, bo w marcu czekają nas wybory nowej władzy w klubie. A poza wspominanym Freixą, niemalże każdy z kandydatów do zastąpienia Bartomeu proponuje własne zmiany w tym obszarze. W tym Joan Laporta i Victor Font, którzy są ich faworytami.

Przeczytaj także: