Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Transferowa saga oczami Messiego. Gwiazdor tłumaczy po kolei, co się wydarzyło i dlaczego

- Przez ostatni rok mówiłem w klubie, zwłaszcza prezesowi, że chcę odejść. Obiecywał mi, że będę mógł tak zdecydować. Nie dotrzymał słowa. Prawda jest taka, że tu od dawna nie było tu żadnego projektu, ani niczego. W klubie manipulowali i łatali dziury na bieżąco. Ale zostaję, bo musiałbym pozwać Barcelonę, a tego nie zrobię - mówił w goal.com Lionel Messi. Tak ogłosił, że jednak zostaje w Barcelonie. Można powiedzieć: zostaje, ale się nie cieszy.

To jest wywiad, który kończy temat odejścia Messiego już teraz, ale nie kończy zamieszania w klubie. To nie jest pojednanie z prezesem Josepem Marią Bartomeu, tylko podgrzanie sporu z nim. To nie jest też uspokojenie kibiców, że teraz już wszystko będzie dobrze. Od stycznia 2021 Messi może podpisać kontrakt z innym klubem i odejść do niego po zakończeniu najbliższego sezonu jako wolny zawodnik. A że przyszły rok jest w Barcelonie rokiem wyborczym, kwestia: jak przekonać Messiego do pozostania, stanie się zapewne kluczową w kampaniach prezydenckich. W wywiadzie, którego udzielił goal.com w swoim domu w Casteldefells, Messi przyznał, że nieporozumienia z obecnymi władzami Barcelony zaszły tak daleko, że jeśli chodzi o uczucia, to trudniej jest mu zostawić życie które zbudował razem z rodziną w Katalonii, niż zostawić klub. - Gdy powiedziałem żonie i dzieciom, że chcę odejść z klubu, był tu straszny dramat. Wszyscy w płacz, dzieci nie chciały się wyprowadzać z Barcelony, zmieniać szkoły. Mateo jest jeszcze mały i nie zdaje sobie sprawy, z czym to się wiąże, ale Thiago nawet nie chciał o tym słyszeć. Płakał i mówił: nigdzie nie idźmy - mówił Messi. 

Odejść z Barcelony naprawdę był gotowy, to nie był blef. Mówi, że czuł że tak będzie lepiej i dla niego, i dla klubu. Ale został zmuszony do ustąpienia. - Zostaję w klubie, bo prezes mi powiedział, że jedyny sposób na odejście teraz to zapłacenie 700 mln euro odstępnego, a to niemożliwe. Innym sposobem byłoby pójście z klubem do sądu. Ale ja nigdy nie pójdę z Barceloną do sądu, bo to jest klub który kocham i który dał mi wszystko - tłumaczy Messi. Potwierdził wszystko to, o czym od czwartku pisały argentyńskie media, najlepiej poinformowane w sprawie ostatniego zamieszania: że Messi najpierw dopuszczał tylko dwa wyjścia - odejść z Barcelony ładnie, albo odejść brzydko. Ale odejść. A od kilku dni, gdy zobaczył, że to będzie wojna na paragrafy, doszedł do wniosku, że jednak trzeba wybierać między odejść ładnie, a na razie nie odchodzić. Choćby po to, żeby w oczach opinii publicznej wypaść lepiej niż prezes Bartomeu. Messi w kilku miejscach wywiadu w goal.com mówi jak go rozczarowało to, co o nim pisano i mówiono od kiedy wysłał do klubu pismo, że chce odejść. I że dzięki temu zamieszaniu przynajmniej dowiedział się, kto jest kim. 

Zobacz wideo Ćwiąkała: Nie jest jeszcze wykluczone, że Messi zmieni zdanie [Sekcja Piłkarska #61]

Messi: Prezes nie dawał mi wskazówki, żeby zrozumieć, o co naprawdę mu chodziło

- W ciągu całego roku mówiłem prezesowi, że chcę odejść. Wierzyłem, że to jest moment, żeby się usunąć na bok, że klub potrzebuje młodszych, nowych twarzy. Ja uważałem, że mój czas w Barcelonie się kończy. Ubolewając, bo zawsze mówiłem, że chciałbym zakończyć karierę tutaj. To był bardzo trudny rok, męczyłem się na treningach, w meczach, w szatni. Wszystko mi przychodziło trudno i nadszedł ten moment, gdy zacząłem się rozglądać za innym miejscem, świeżym powietrzem - stwierdził Messi. - Prezes odpowiadał ciągle: porozmawiamy, nie teraz i nic z tego nie wychodziło. Nie dawał mi żadnej wskazówki, żeby zrozumieć, o co naprawdę mu chodziło. Wysłanie burofaxu było oficjalnym potwierdzeniem tego, że chcę odejść i zrezygnować pomimo roku pozostającego w kontrakcie. Miałem możliwość odejścia i chciałem z niej skorzystać - wskazał Argentyńczyk. 

- Tu nie chodziło o stworzenie chaosu wokół siebie albo działanie przeciwko klubowi, a oficjalne zakomunikowanie, że podjąłem decyzję - tłumaczył Messi. 

"Nie było tu żadnego projektu przez długi czas. W klubie manipulowali i łatali dziury"

- Prezes wciąż powtarzał, że "kiedy skończy się sezon, zdecydujesz czy zostaniesz", ale jak przyszło co do czego, to się uczepili tego, że nie przekazałem im tej wiadomości do 10 czerwca (Messi miał w wygasającym za rok kontrakcie klauzulę, że jeśli do 10 czerwca zgłosi chęć odejścia, będzie wolny już tego lata - red.). Ale 10 czerwca to my jeszcze graliśmy sezon ligowy w środku tego cholernego wirusa, ta choroba pozmieniała wszystkie wcześniej ustalone daty. Dlatego zakomunikowałem o podjętej decyzji, ale to nie miał być element walki z klubem, bo ja nigdy nie chciałem z nim walczyć. To był bardzo trudny okres podejmowania decyzji. To nie wyszło od wyniku przeciwko Bayernowi w Lidze Mistrzów. Zawsze mówiłem, że chcę tu skończyć karierę, zostać w klubie. Że chciałem widzieć projekt dający zwycięstwa i tytuły klubowi, poszerzający legendę Barcelony. Prawda jest taka, że nie było tu żadnego projektu, ani niczego podobnego przez długi czas.  W klubie manipulowali i łatali dziury na bieżąco - mówi Messi. 

- To klub mojego życia, stworzyłem je tutaj. Barcelona dała mi wszystko i ja jej też. Nigdy nie przemknęło mi przez myśl, żeby podać klub do sądu. Kocham Barcelonę i nie znajdę lepszego miejsca na świecie. Nie było jednak nic złego w tym, że chcieliśmy się rozstać - zaznaczył Argentyńczyk.

Lionel Messi przeszedł do Barcelony w wieku 13 lat. Argentyńczyk był w pierwszej drużynie od lipca 2005 roku. Rozegrał 731 oficjalnych spotkań dla hiszpańskiej drużyny, zdobył 634 gole i zaliczył 285 asyst. 10 razy zdobywał mistrzostwo Hiszpanii, sześciokrotnie krajowy puchar i cztery razy wygrywał Ligę Mistrzów.  

Przeczytaj także: