Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Skandal w FC Barcelonie! Prezes klubu może trafić przed sąd. Jest śledztwo

Czy Josep Maria Bartomeu i zarząd Barcelony trafią przed sąd? Katalońska policja uważa, że mogło dojść do korupcji i nielegalnego wzbogacenia się w tzw. Barcagate. To afera związana z dziwnym zleceniem na robienie czarnego PR przeciwnikom obecnego zarządu, w tym m.in. Leo Messiemu.

O Barcagate, czyli wynajęciu farmy trolli atakujących różne osoby postrzegane jako przeciwnicy obecnych władz Barcelony, głośno jest od lutego. To wtedy radio Cadena SER poinformowało, że kataloński klub wynajął firmę I3Ventures, by na portalach społecznościowych podważała zaufanie do działaczy znajdujących się w opozycji do Josepa Marii Bartomeu, oraz do kilku obecnych piłkarzy (Pique i Messiego) oraz byłych (m.in. Pepa Guardioli i Carlesa Puyola). Firma I3Ventures odpowiadała też za stworzenie dziesiątek kont w mediach społecznościowych, które budowały dobry wizerunek Bartomeu i zarządu.

Cała operacja została przeprowadzona w sposób budzący wielkie podejrzenia. Barcelona miała na tę kampanię wydać aż milion euro, ale płatność została podzielona na kilka transz, żeby nie przekroczyć limitu wydatków podlegających wewnętrznej kontroli. W geście sprzeciwu wobec Barcagate podało się do dymisji kilku członków zarządu Barcelony, w tym wiceprezes Emili Rousaud, który miał odpowiadać za kontrolę wydatków, ale podzielenie płatności dla I3Ventures na kilka transz to uniemożliwiło. Jeden z odchodzących działaczy zarzucił ludziom Bartomeu, że "ktoś włożył rękę do skarbca Barcelony", co sugerowało korupcję, działanie na szkodę klubu i nielegalne wzbogacenie. Zarząd klubu przyznał, że korzystał z takich usług, ale chodziło o wzmocnienie w mediach społecznościowych pozytywnego przekazu, a nie szkodzenie komukolwiek.

Sprawa jednak trafiła do organów ścigania, również za sprawą wniosku złożonego przez grupę kibiców "Dignitat Blaugrana". Policja katalońska zarekwirowała dokumenty z siedziby klubu. I jak ujawniło "El Mundo", policjanci po analizie zebranych informacji przesłali prowadzącej sprawę sędzi konkluzję, że korupcja, działania na szkodę klubu i nielegalne wzbogacenie mogły mieć miejsce. I że rekomendują przeprowadzenie w tej sprawie śledztwa. 

Zobacz wideo Ćwiąkała: Nie jest jeszcze wykluczone, że Messi zmieni zdanie [Sekcja Piłkarska #61]

Bartomeu uważa, że to nagonka

Policja po analizie materiałów potwierdziła, że mechanizm płatności mógł służyć ominięciu mechanizmów wewnętrznej kontroli i że stawka, około milion euro, jest sześciokrotnie wyższa od standardów rynkowych. Wątpliwości policji budzi też raport PriceWaterhouseCoopers, który na zlecenie zarządu robił audyt tej sprawy. 

Barcelona odpiera te oskarżenia. Bartomeu uważa, że to medialna nagonka, by obecna ekipa rządząca przegrała wybory, które odbędą się w 2021 roku (Bartomeu w nich nie startuje, ale zabiega o to, by władza pozostała w rękach któregoś z jego sojuszników. Ta afera może jeszcze bardziej osłabić mandat prezesa w ostatnim sezonie urzędowania. Już teraz dokończenie tej kadencji wydaje się niepewne, choćby ze względu na konflikt z Leo Messim, który latem może opuścić Barcę.