Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Dla Jorge Messiego liczą się tylko pieniądze, nie pierwszy raz straszy Barcelonę transferem syna

Razem przeszli przez wszystkie gale Złotej Piłki i sale sądowe, gdy musieli bronić się przed oskarżeniami o podatkowe przekręty. Karierę Lionela Messiego od początku prowadzi jego ojciec - Jorge. Ale dopiero teraz staje przed prawdziwym wyzwaniem. "I wszystko robi źle" - mówi argentyński dziennikarz.

W Barcelonie narzekają od lat: "jeśli jesteś chory, idziesz do lekarza, a nie do ojca tylko dlatego, że mu ufasz i lepiej go znasz. Tak samo powinno być z agentem". Dopiero teraz - po kilkunastu latach wspaniałej kariery - Lionel Messi może się przekonać, że lepiej leczyć się u specjalisty. Pierwszy raz w historii potrzebuje dobrego zarządzania karierą. Odkąd miał 13 lat jego umiejętności przykrywały wszystkie błędy menedżerskie. Ojciec mógł źle inwestować, podejmować złe decyzje dotyczące marketingu, budowania wizerunku i strategii, bo później Leo wychodził na boisko i tam dbał o to wszystko. "W tej chwili pierwszy raz muszą z ojcem naprawdę negocjować i rozwiązać problem. A wszystko robią źle!" - mówi "The Athletic" argentyński dziennikarz, który od początku relacjonuje karierę Messiego. 

Zobacz wideo

Jorge Messi wiele razy tupał nogą. Barcelona ustępowała

Żaden przylot na lotnisko w Barcelonie nie był tak wyczekiwany, jak ten Jorge Messiego na spotkanie z prezesem Josepem Marią Bartomeu. W środę dziennikarze nie spuszczali go z oka nawet na sekundę: wylądował o 7:45, godzinę później zameldował się w hotelu, następnie zjadł riatoni i wychodząc z restauracji rzucił trzy zdania telewizji "Cuatro" o przyszłości Leo: "Nic nie wiem. Nie rozmawiałem z Pepem Guardiolą ani nikim innym. Pozostanie w Barcelonie będzie trudne". Po południu wreszcie spotkał się z Bartomeu na Camp Nou. Rozmawiali półtorej godziny. Ale nie wiadomo co ustalili, bo informacje hiszpańskich mediów są sprzeczne. Większość podaje wprawdzie, że niewiele się zmieniło i Leo nadal widzi siebie poza klubem, ale Martin Arevalo z "TyC Sports", który dotychczas miał w tej sprawie trafione informacje, twierdzi, że na 90 procent Argentyńczyk zostanie w klubie jeszcze przez rok, tym samym wypełni kontrakt i następnego lata odejdzie za darmo w znacznie lepszej atmosferze. W czwartek ojciec Messiego potwierdził, że jest to jedna z możliwości, nad którą się zastanawiają.

Niezależnie od ostatecznej decyzji, sposób w jaki to wszystko jest rozgrywane, budzi spory niesmak. I o ile dotychczas obwiniano o to przede wszystkim klub, o tyle teraz coraz częściej zauważa się, że również pomnikowy Messi nie jest bez winy. Cały klub sprowadził do osoby prezesa, z którym nie potrafi się dogadać. Nie trenuje, choć o tym, czy jego kontrakt rzeczywiście przestał obowiązywać, pewnie rozstrzygnie sąd. Zdecydował się na wojnę. Na burofax zamiast rozmowy. Nie komentuje niczego, a to prowadzi do smutnego końca tej pięknej historii. I jak nigdy przedtem każe zwrócić uwagę na Jorge - ojca-agenta, który od początku za tym wszystkim stoi. W biurach Camp Nou za nim nie przepadają, choć publicznie od lat mówią co innego. Inaczej nie mogą, ale wiele razy mieli go po dziurki w nosie.

Od początku: Leo ma trzynaście lat, potrzebuje terapii hormonalnej, by urosnąć. Rodzina nie bieduje - ojciec jest kierownikiem w ogromnej hucie w Rosario, ale wydatek 900 dolarów miesięcznie na leki, mimo wszystko jest nie do udźwignięcia. Newell’s Old Boys - klub, w którym gra mały Leo, nie zgadza się sponsorować terapii, więc ojciec i syn pewnego dnia znikają. Koledzy z klasy martwią się, co z Leo. Idzie plotka, że ma zapalenie wątroby i dlatego nie pojawia się w szkole. Z kolei w klubie myślą, że ojciec w tajemnicy przeniósł go do jednej z drużyn w Buenos Aires. Tymczasem oni przez dwa tygodnie są w Barcelonie. Trenerzy testują Leo. Chcą go, ale formalności się przedłużają. Jest też problem ze znalezieniem pracy dla Jorge, który miałby przeprowadzić się razem z synem. Wracają do Argentyny bez podpisanej umowy. Wtedy Jorge po raz pierwszy wywiera na Barcelonie presję i organizuje synowi testy w River Plate.

Odzywa się Barcelona i w grudniu dochodzi do podpisania słynnego kontraktu na serwetce. Mniej romantyczny wątek tej historii jest taki, że cała sprawa ciągnęła się kilkanaście tygodni, bo Jorge oczekiwał wynagrodzenia dla syna 120 tys. euro rocznie. Nie chciał negocjować i dopiero, gdy Barcelona zgodziła się tyle płacić, pojawił się w restauracji i domknął całość. Już rok później znowu tupnął nogą. W Barcelonie zmienił się dyrektor generalny. Gdy zobaczył, ile klub płaci 14-latkowi, złapał się za głowę. Chciał renegocjować umowę. Wtedy Jorge odezwał się do Jorge Valdano, dopytywał o możliwość przeniesienia syna do Realu Madryt, a dyrektorów Barcelony straszył "następnym Figo". Irytował wszystkich. Dyrektorzy powtarzali mu, że nie prowadzi Diego Maradony, żeby pogrywać w taki sposób, ale jednocześnie wiedzieli, że ten chłopiec za kilka lat rzeczywiście może być nowym Maradoną. Kontrakt nie został więc zmieniony.

W 2005 roku roku Leo zadebiutował w pierwszym zespole Barcelony w corocznym meczu o Puchar Gampera. Miał też za sobą pierwszy występ w reprezentacji Argentyny i jego kariera wyraźnie nabierała rozpędu, ale problemem była liczba obcokrajowców w pierwszej drużynie Barcelony - dla Messiego brakowało miejsca. Chciał to wykorzystać Inter Mediolan, który oferował Lionelowi trzykrotną podwyżkę. Jorge był zainteresowany przeniesieniem syna do Włoch. Interweniował Txiki Bergiristain, wówczas prawa ręka prezesa Joana Laporty, który kreślił wizje rozwoju młodego piłkarza, odwoływał się do idei Barcelony, mówił o klubie jak o domu. Jorge wolał jednak rozmawiać o pieniądzach. Odrzucił dwie propozycje Barcy, które były niższe niż ta Interu i dopiero, gdy Laporta wyrównał ofertę oraz załatwił Lionelowi hiszpański paszport, Jorge zgodził się, żeby syn został w Barcelonie.

Już wtedy w biurach mówili, że dla Jorge liczą się tylko pieniądze, ale też doskonale wiedzieli, że to on w tej grze trzyma asa. - Leo zawsze postępował zgodnie z tym, co mu powiedziałem - mówił Jorge "Kickerowi" w 2013 roku. - Nawet dzisiaj tak jest. Nigdy mi nie powiedział: mam 25 lat, jestem dorosły, najlepszy na świecie. Po meczach z Realem Madryt podaję mu swoje uwagi tak samo, jak wtedy, gdy grał w Grandoli. Nadal jestem takim samym ojcem - opowiadał. Laporta doskonale wiedział, jak silna jest relacja między Jorge i Leo, więc robił wszystko, żeby obaj byli zadowoleni.

Sandro Rosell, który doszedł do władzy w 2010 roku nie rozumiał tego tak dobrze i negocjacje w tym czasie były trudniejsze. W 2013 roku wiceprezes Javier Faus powiedział w jednym z wywiadów, że nie widzi powodu, dla którego Barcelona miałaby poprawiać kontrakt „tego dżentelmena, co sześć miesięcy”. Odpowiedź Jorge była błyskawiczna: - Pan Faus to ktoś, kto nie wie nic o piłce nożnej i chce prowadzić klub tak, jakby to był zwykły biznes. A nie jest. 

Faus nie wytrzymał w klubie zbyt długo, a Messi regularnie podpisywał wyższe kontrakty. Źródło "The Athletic" podaje, że akurat pod tym względem Bartomeu przypomina Laportę. Żadna z ostatnich umów nie była negocjowana. Klub od razu spełniał oczekiwania swojego kapitana. Wszyscy dbali o to, żeby Leo i Jorge czuli się ważni. 

Ojciec zarządza gigantyczną firmą: Leo Messim. Brakuje mu kompetencji

Jorge Messi z kierownika w hucie szybko stał się dyrektorem firmy rodzinnej, która rocznie generuje dochody na poziomie 150 milionów euro. Składa się na to pensja Leo w Barcelonie, kontrakty reklamowe, inwestycje w nieruchomości i różne inne biznesy, które czerpią z jego popularnego nazwiska. Dziennikarze "The Athletic" pytali wielu byłych i obecnych działaczy Barcelony, jak Jorge sobie z tym wszystkim radzi. Opinie nie są pochlebne. Ich zdaniem prowadzenie kariery najlepszego piłkarza na świecie, a w dodatku tak specyficznego - zamkniętego, nieufnego, nierozumiejącego, ile można zyskać udzieleniem dobrego wywiadu - wielokrotnie go przerastało. Sam jest nieco bardziej otwarty od syna, ale i tak ma problem z nawiązywaniem relacji z innymi ludźmi. Gdy po przeprowadzce do Barcelony mieszkali razem w kawalerce niedaleko Camp Nou właściwie z niej nie wychodzili. Ojciec nie zawiązał w nowym mieście żadnych znajomości. Zamawiali jedzenie z restauracji i całymi dniami grali w gry wideo. "Może wydawać się samolubny, jak zresztą można by się było spodziewać po ojcu najlepszego piłkarza na świecie. Większość tatusiów piłkarzy taka jest. Na spotkaniach w klubie zachowywał się bez klasy. Wszyscy wiedzą, kim jest jego syn, więc nie musiał się tak zachowywać" - mówi jedna z osób.

"Leo ma innych ludzi od PR i biznesów, ale jego ojciec i tak jest zawsze obecny. Stara się zarządzać wszystkim, wciąż nie nauczył się odsuwać nieco na bok i pozwalać pracować ekspertom. Kocha swojego syna, są rodziną, ale pewne rzeczy lepiej załatwiłby ktoś mniej zaangażowany, a bardziej profesjonalny" - twierdzi osoba, która opiekował się Jorge i Leo, gdy przeprowadzili się do Katalonii. Potwierdza to kolejne ze źródeł "The Athletic": - Posiadanie Jorge jako agenta jest dla Leo zaletą i wadą. Może zawsze polegać na swoim ojcu, ale jest na takim poziomie, że przydałby mu się ktoś bardziej doświadczony. Jorge nigdy nie był specjalistą od biznesu, a musi zarządzać gigantyczną firmą: Lionelem Messim. 

Jorge mało kogo wpuszcza do otoczenia swojego syna. Doradców ma niewielu i szybko się z nimi rozstaje. Zwolnieni mówią, że dla ojca ważniejsze niż maksymalizacja zarobków jest to, żeby nikt inny nie miał udziału w podziale pieniędzy. "Mógłbym opowiedzieć o charakterze wielu ludzi, z którymi pracowałem, ale o tym panu nie chcę. Dawno już o nim zapomniałem" - mówi jeden z byłych współpracowników. Inni zauważają jednak, że nieufność Jorge jest właściwa, bo wokół Leo kręci się mnóstwo osób, które chcą go wykorzystać. Dotychczas jednak praca Jorge nie była zbyt trudna - międzynarodowe firmy jak Adidas, Gatorade, Huawei, Mastercard i Pepsi same zgłaszały się do Messiego, żeby podpisał z nimi kontrakt sponsorski. Jorge nie musiał szukać pieniędzy, one same do nich spływały przez to, jak Leo prezentował się na boisku. Barcelona też tańczyła tak, jak Jorge zagrał.

"Jeśli jesteś dobrym agentem, zarządzasz swoim piłkarzem wszechstronnie. Nie patrzysz tylko na pieniądze" - mówi "The Athletic" jeden z agentów i zauważa, że mimo spokojnej natury Leo, towarzyszyło mu sporo wizerunkowych wpadek. Choćby przekręty podatkowe, za które razem z ojcem zostali skazani na 21 miesięcy więzienia w zawieszeniu i w sumie 3,5 miliona euro kary, czy organizowane przez nich charytatywne mecze "Messi i Amigos", na które Leo zapraszał swoich przyjaciół i grali pokazowe mecze z drużyną reszty świata. Śledczy sprawdzali, czy mecze organizowane w Medellin i Bogocie nie były wykorzystywane przez kolumbijskich handlarzy narkotyków do prania brudnych pieniędzy. Nie znaleźli dowodów, które by to potwierdziły, ale niesmak pozostał. - Bardzo mi przykro z powodu tych oskarżeń. Wszystko, co tutaj robimy, jest w całości charytatywne. Jestem zjednoczony z moim ojcem, rodziną i moimi przyjaciółmi w życiu osobistym i zawodowym. Koncentruję się na grze, a ojciec odpowiada za wszystko, co dzieje się poza boiskiem - tłumaczył Leo w 2013 roku. Na tym się skończyło. Wizerunku tych meczów nie udało się odbudować i od kilku lat już się nie obywają.

- Nie uważam ich za najmądrzejszych ludzi na świecie - mówi "The Athletic" jedna z osób będących blisko Barcelony. - Leo jest najlepszym piłkarzem w historii, ale nigdy nie miał najlepszego agenta, ani najlepszych doradców. Na tym poziomie potrzebujesz profesjonalistów: kogoś od social mediów, kogoś od finansów, od inwestycji, od negocjacji, od strategii biznesowej. On nigdy nie miał od tego najlepszych ludzi. 

O interesy dbał ojciec, pomagał brat - Rodrigo, który ostatnio sam zaczął działać jako agent i zainteresował się kilkoma wschodzącymi gwiazdami z La Masii. Jeszcze niedawno reprezentował m.in. Ansu Fatiego, ale ten pod koniec sierpnia przeszedł do Jorge Mendesa, agenta m.in. Jose Mourinho i Cristiano Ronaldo. Hiszpanie uważają, że Rodrigo brakuje kompetencji i zestawiają go z Pere Guardiolą, któremu znane nazwisko też niewątpliwie pomogło w postawieniu pierwszych kroków na menedżerskim rynku. Różnica między nimi jest jednak znacząca - Pere przyuczał się do bycia agentem pracując w Nike czy negocjując umowy dla "MediaPro", nadawcy meczów La Liga. Rodrigo takiego doświadczenia brakowało.

Z kolei samego Jorge Messiego porównuje się z Mendesem, który dwa lata temu wyprowadzał z Realu Madryt Cristiano Ronaldo. I chociaż zadanie też miał trudne, a sytuacja Portugalczyka w kilku aspektach przypominała tę Messiego (tez nie dogadywał się z prezesem, też potrzebował nowych wyzwań, też był dla zespołu niezwykle cenny), obyło się bez tylu złych emocji i nieporozumień. Mendes dogadał się z Juventusem, Juventus z Realem i sprawa została załatwiona. To właśnie różnica między profesjonalistą, a kimś kto niewątpliwie chce dobrze, ale nie ma odpowiednich kompetencji. 

"To Leo Messi podejmuje decyzje"

Tymczasem sprawa Messiego została poprowadzona tak, że wciąż nie wiadomo, czy wypowiedzenie kontraktu będzie ważne. Klub twierdzi, że nie. Messi uważa, że tak. Wiarygodne szczegóły kontraktu do mediów nie wyciekły, ale na podstawie tego, co o nim wiadomo, hiszpańscy prawnicy przyznają rację Barcelonie.

Wydaje się jednak, że z samą decyzją o odejściu z Barcelony ojciec Messiego ma niewiele wspólnego. To Leo ją podjął. Wpływ ojca w ostatnich latach jest już mniejszy. - Od mundialu w 2014 i skandalu podatkowego to się zmieniło. Leo dojrzał. Ojciec i brat będą rozmawiać z Barceloną, ale wydaje mi się, że to Leo wszystkim kieruje - mówi jeden z informatorów "The Athletic". - Słyszałem w radiu takie zdanie: "doradcy Messiego podejmują decyzję". Nie, oni tylko dla niego pracują, a to on podejmuje decyzje. To on nie pojawił się na treningach. Doradcy mogą mu zasugerować pewne kwestie dotyczące kontraktu, ale - zaznaczam - to on decyduje o swojej karierze”.

W 2016 roku Jorge Messi stwierdził, że bycie agentem Leo nie jest trudne. I wtedy rzeczywiście nie było, bo talent jego syna wszystko ułatwiał. Dopiero teraz mogą odczuć konsekwencje tego, że przez lata nie zbudowali odpowiedniej struktury profesjonalistów. Teraz jest bowiem bardzo trudno.