Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Barcelona musi zbudować się od nowa po kompromitacji. "Jest tylko jedno rozwiązanie"

Porażka 2:8 z Bayernem Monachium w ćwierćfinale Ligi Mistrzów nie jest niewytłumaczalną kompromitacją. Dla Barcelony to brutalne podsumowanie nieudolnych działań w ostatnich latach i opierania się na zawodnikach, którzy najlepszy czas mają za sobą.

- To był okropny mecz w naszym wykonaniu. Haniebny. Nie możemy tak grać, w taki sposób odpadać z europejskich pucharów. A przecież nie jest to pierwszy, drugi czy trzeci raz. Mam nadzieję, że ta porażka przyniesie coś dobrego. Wszyscy musimy się nad sobą zastanowić - powiedział załamany Gerard Pique chwilę po tym, jak Bayern upokorzył Barcelonę 8:2 w ćwierćfinale Ligi Mistrzów

Zobacz wideo Niezrozumiały transfer Barcelony. "To Juventus zyskał więcej" [SEKCJA PIŁKARSKA #53]

I dodał: Klub potrzebuje zmian. I nie mówię tu tylko o trenerze czy piłkarzach. Nie chcę nikogo wskazywać palcem, ale klub potrzebuje zmian strukturalnych. Nikt nie jest nietykalny, włącznie ze mną. Jeśli Barcelona potrzebuje świeżej krwi, to będę pierwszym, który z niej odejdzie. Jesteśmy na dnie i teraz musimy spojrzeć i zdecydować, co będzie dla klubu najlepsze.

Hiszpańskie media piszą, że Barcelona nie potrzebuje rewolucji. Ona potrzebuje zburzenia tego, co z niej jeszcze zostało i zbudowania wszystkiego od nowa. Nie jest bowiem tak, że ta potrzeba pojawiła się dopiero w piątek, że Katalończykom pomoże nowy trener i kilku zawodników. Klęska z Bayernem jest wynikiem nieudolnych działań klubu w ostatnich latach i, jak napisał Paweł Wilkowicz, "wszyscy, od prezesa, przez trenera, po piłkarzy Barcelony dostali w Lizbonie rachunek za wszystkie błędy i niedopasowania".

Można się spierać, kiedy powinny się zacząć głębokie zmiany w klubie. Czy był to rok 2015 i ostatni triumf w Lidze Mistrzów, czy może dwa lata później, kiedy za 222 miliony euro Barcelonę na PSG zamieniał Neymar. Pewne jest jednak, że w poprzednich dwóch sezonach europejskie kompromitacje i problemy klubu pudrowane były przez sukcesy na własnym podwórku. W sezonie 2017/18 zawstydzającą klęskę z Romą w ćwierćfinale Ligi Mistrzów przykrył krajowy dublet. Zeszłoroczną katastrofę na Anfield Road Ernesto Valverde przetrwał tylko dzięki mistrzostwu Hiszpanii.

Teraz wymówek nie będzie. Obecny sezon jest pierwszym od 12 lat, który Barcelona kończy bez trofeum. I teraz klub potrzebuje jeszcze większych zmian niż wtedy.

Prezes do zmiany

Latem 2008 roku Barcelona podnosiła się po najgorszym od pięciu lat sezonie w lidze. W klubie właśnie kończyła się era Franka Rijkarda, którego zastąpił trener rezerw - Pep Guardiola. Katalończyk podziękował nasyconym gwiazdom: Ronaldinho i Deco, sprowadził do klubu m.in. Daniego Alvesa i mocno postawił na młodych wychowanków La Masii: Pique, Sergio Busquetsa czy Pedro. Co było dalej, wszyscy znakomicie pamiętają.

Teraz zadanie jest jednak dużo bardziej skomplikowane.  - Barcelona jest dziś w podobnym momencie, bo można znaleźć kilka punktów wspólnych, jednak obecnie jej największym problemem nie są ani trener, ani kadra, ale to, w jaki sposób zarządzał nią Josep Maria Bartomeu. Klub nie funkcjonuje dobrze na samej górze i nie wyobrażam sobie, by zmiany w nim nie rozpoczęły się od przedterminowych wyborów jego prezesa. Te mają odbyć się za rok, jednak kolejny rok z Bartomeu będzie tylko blokował głębokie przemiany i będzie to stracony czas dla Barcelony. To nie jest moment, w którym prezes rzuci kibicom głowę trenera i kilku zawodników i to wystarczy - mówi nam komentator Canal+, ekspert ligi hiszpańskiej, Tomasz Ćwiąkała.

I dodaje: Problemem Barcelony jest to, że zarobiła 222 miliony euro na sprzedaży Neymara, a jej kasa świeci pustkami. W ostatnich pięciu latach klub przeprowadził mnóstwo nieudanych transferów, zmieniając przy tym dyrektorów sportowych. Obecny - Eric Abdial - który ma odejść z Quique Setienem, kompletnie się do tej roli nie nadawał. Do tego należy dodać konflikty z piłkarzami oraz częste ustępstwa ze strony klubu w rozmowach kontraktowych. Dziś Barcelona ma wielu znakomicie opłacanych zawodników i bardzo trudno będzie jej ich się pozbyć i odciążyć budżet.

Zmarnowane 800 milionów euro. "Tylko Lenglet się broni"

Co konkretnie ma na myśli Ćwiąkała, mówiąc o mnóstwie nieudanych transferów? Tu nie chodzi jedynie o nieudane na razie kariery na Camp Nou Ousmane'a Dembele, Philippe Coutinho i Antoine'a Griezmanna, którzy kosztowali klub grubo ponad 300 milionów euro. Od 2015 roku, czyli ostatniego zwycięstwa w Lidze Mistrzów, do Barcelony trafiło ponad 30 piłkarzy za ponad 800 milionów euro! - Jedynym, który naprawdę broni się swoją postawą jest Clement Lenglet - mówi Ćwiąkała.

W tym czasie na Camp Nou za duże pieniądze przyszli piłkarze, po których w klubie już dawno nie ma śladu, jak np. Arda Turan, Aleix Vidal, Andre Gomes, Paco Alcacer, Lucas Digne, Paulinho, Yerry Mina czy Malcom. Dembele, Coutinho i Griezmann są rozczarowaniami tak samo, jak Frenkie de Jong, za którego Katalończycy rok temu zapłacili Ajaksowi aż 75 milionów euro. Obok Lengleta nieźle grał też tylko Arthur Melo, jednak on już za chwilę zamieni Barceloną na Juventus, a w zamian do Katalonii przyjedzie starszy o sześć lat Miralem Pjanić.

Częścią zmian w Barcelonie ma być więc kadrowa rewolucja. Kto powinien opuścić klub? - Chociaż Barcelona w piątek się skompromitowała, to nie jest tak, że wszyscy piłkarze się nie nadają i są do wyrzucenia z klubu. Zresztą nie sposób sobie taką sytuację wyobrazić. Tacy zawodnicy jak Pique, Jordi Alba, Ivan Rakitić czy nawet Nelson Semedo mieli lepsze momenty i im można dać jeszcze jeden sezon. Podejrzewam jednak, że kolejne rozgrywki będą już ostatnimi, w których w Barcelonie zagrają Pique, coraz wolniejszy Busquets, Rakitić, Arturo Vidal czy Luis Suarez. Leo Messi? On jest klubowi potrzebny i myślę, że jego rola w kolejnych latach ulegnie zmianie, ale Barcelona nie ma prawa się go pozbyć - mówi Ćwiąkała.

- Jednym z najważniejszych zadań nowego trenera powinno być pobudzenie, wskrzeszenie dla Barcelony Dembele, Coutinho i Griezmanna, bo przecież to wciąż piłkarze o wielkim potencjale. Coutinho i Griezmann udowadniali to momentami w tym sezonie. Dembele, jeśli ktoś wreszcie do niego dotrze, według mnie wciąż może zostać jednym z najlepszych piłkarzy na świecie. W końcu chłopak ma dopiero 23 lata. Uważam, że na tej trójce, można budować nową drużynę - dodaje.

Postawić na produkty La Masii

- Barcelona nie będzie miała teraz wyjścia i będzie musiała też dać szansę kilku zawodnikom z akademii. Czasy są trudne, klub nie ma wielkich pieniędzy na transfery, więc to idealny czas na to, by mocno postawić na takich graczy jak Ansu Fati czy Riqui Puig oraz innych młodych np. stopera Ronalda Araujo, środowych pomocników Ilaixa Moribę i Monchu czy skrzydłowego Pedriego. Częścią wymiany pokoleniowej będzie też Trincao, za którego Barcelona zapłaciła Bradze 30 milionów euro. Czy się sprawdzi? Tego nie wiem, ale na pewno musi dostać szansę, byśmy się o tym przekonali. Taka przemiana pewnie nie da od razu zadowalających wyników, ale dziś dla Barcelony nie ma innej drogi - mówi Ćwiąkała.

La Masia, czyli akademia Barcelony, od zawsze była jej dumą. Wywodzący się z roczników 1987 i 1988 Messi, Pedro, Pique i Busquets tworzyli fundament najsilniejszych drużyn Guardioli czy Luisa Enrique. Ostatnio jednak nie widzimy takich talentów, a ostatnim produktem La Masii, który zadomowił się w pierwszej drużynie był Sergi Roberto. - Z akademiami często jest tak, że jeden rocznik jest bardzo dobry, a kolejny beznadziejny. Nie chce mi się jednak wierzyć w to, by Barcelona trafiła aż tyle beznadziejnych roczników - mówi Ćwiąkała.

I dodaje: Zawodnicy tacy jak Fati czy Puig pokazują, że na młodych po prostu trzeba postawić, a tego najbardziej brakowało za kadencji Ernesto Valverde, a później Setiena. Oczywiście trenerzy mogli dojść do wniosku, że konkretny piłkarz się nie nadaje, ale talenty trzeba budować wiarą w nie. Najlepszym przykładem tego, jak Barcelona traktuje swoich najbardziej utalentowanych zawodników, jest Marc Cucurella. Katalończycy najpierw oddali go do Eibar, by za chwilę odkupić i od razu wypożyczyć do Getafe i znowu sprzedać. Z jednej strony rozumiem taki model biznesowy, ale z drugiej Cucurella pokazał się z tak dobrej strony, że brak szansy na Camp Nou był nieporozumieniem. W klubie uznali, że większy potencjał ma Juan Miranda, który nie poradził sobie na wypożyczeniu w Schalke, a Cucurella w Getafe wyrósł na jednego z najlepszych skrzydłowych ligi, rozgrywając bardzo dobre mecze przeciwko m.in. Realowi Madryt czy Interowi w Lidze Europy.

Xavi czy Pochettino?

Kolejnym kluczowym pytaniem jest to, kto będzie trenerem Barcelony w kolejnym sezonie. Pewne jest, że nie będzie to Setien. Chociaż media spekulują o tym od tygodni, podając kolejne nazwiska, to dziś wydaje się, że w klubie mają dwóch kandydatów: Xaviego oraz Mauricio Pochettino.

- Nie wydaje mi się, by Xavi przyszedł do Barcelony w momencie, gdy jej prezesem wciąż będzie Bartomeu - mówi Ćwiąkała. - Pochettino? Do niedawna w ogóle nie rozważałbym poważnie tej kandydatury. Przecież jeszcze kilka lat temu sam mówił, że jako zadeklarowany fan Espanyolu, wolałby wrócić do swojego gospodarstwa w Argentynie niż pracować w Barcelonie. Ostatnio Pochettino udzielił jednak wywiadu w "El Pais", w którym wycofywał się z tych słów, mówiąc, że były one nie na miejscu i nie okazywały szacunku klubowi. Wydaje mi się, że wywiad nie został zorganizowany bez powodu. Gdyby Argentyńczyk nie widział w nim interesu, po prostu by go nie udzielił.

- Barcelona potrzebuje dziś trenera, który będzie rządził silną ręką, dlatego poczekałbym jeszcze z zatrudnianiem Xaviego. Idealnym kandydatem byłby Enrique, ale on prowadzi reprezentację Hiszpanii. W klubie widziałbym też Ronalda Koemana, ale on też nie obejmie stanowiska po Setienie, bo pracuje z reprezentacją Holandii. Drogą eliminacji dochodzimy do wniosku, że jedynym, dobrym kandydatem na rynku jest właśnie Pochettino i wspomniany wywiad pokazuje, że jest coś na rzeczy. Jednak niezależnie od tego, kto zostanie trenerem Barcelony, będzie musiał mieć wsparcie w dobrym prezesie. A takim nie jest Bartomeu. I tu wracamy do początku. Jeśli Pique powiedział, że może być pierwszym, który opuści klub dla jego dobra, to Bartomeu powinien to zrobić przed nim. W poniedziałek mają zapaść pierwsze, oficjalne decyzje, ale szybsze odejście Bartomeu nie byłoby najlepszym rozwiązaniem dla Barcelony. Ono jest jedynym rozwiązaniem - kończy Ćwiąkała.