Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Miał być dreszczowiec, jest horror. W La Coruni rośnie złość na gości, którzy przywlekli koronawirusa

Nawrót koronawirusa w Hiszpanii uderzył w tamtejszy futbol. La Liga przed nim umknęła i dokończyła sezon, ale finisz w drugiej lidze jest katastrofą. Fala zakażeń w drużynie z Fuenlabrady sparaliżowała rozgrywki, skłóciła działaczy, niewykluczone jest śledztwo w sprawie roznoszenia wirusa po kraju. A co z rewanżowym meczem Barcelony w Lidze Mistrzów, gdy Katalonii znów grozi zamknięcie?

To miał być dreszczowiec: mecz ostatniej kolejki drugiej ligi, w którym Deportivo La Coruna, niedawny gigant hiszpańskiej piłki, miało się ratować przed spadkiem, a CF Fuenlabrada walczyć o miejsce w barażach o awans do La Liga. Ale jest dramat psychologiczny przechodzący w horror: mecz został w poniedziałek odwołany 45 minut przed rozpoczęciem po wykryciu sześciu zakażeń w drużynie gości, od tamtego momentu atmosfera gęstnieje. Drużyna z Fuenlabrady siedzi zamknięta w luksusowym hotelu Finisterre w La Coruni, a jej sytuacja pogarsza się z dnia na dzień.

Zobacz wideo Juventus - Lazio. Dybala jednym zwodem ogrywa dwóch rywali [ELEVEN SPORTS]

W delegacji, która przyleciała na mecz, zakażonych jest już 20 osób. Łącznie w całym klubie - 28. Stan zdrowia niektórych uczestników wyjazdu do La Coruni (A Coruni) się pogarsza. Jeden z piłkarzy w piątek poczuł się gorzej i został odwieziony do szpitala. Jego stan jest stabilny. – Szczególnie ciężkie są noce, gdy objawy się nasilają. Zdrowi kładą się do łóżka niepewni, czy tej nocy nie okaże się, że na nich kolej – relacjonował w nocy z piątku na sobotę reporter radia Ser. Chorymi w hotelu zajmuje się lekarz związany z Deportivo i innymi lokalnymi klubami, ponieważ Fuenlabrada swojego lekarza nie zabrała, choć przepisy ją do tego obligują. A w La Coruni rośnie złość na przyjezdnych, którzy przywlekli koronawirusa. Tak to przedstawiają nawet władze miasta. Pani burmistrz Ines Rey zarzuciła Fuenlabradzie, klubowi z miasta położonego niedaleko Madrytu, że naraził zdrowie mieszkańców jej miasta, lekceważąc procedury i przylatując do La Coruni mimo poważnych podejrzeń, że w grupie mogą być zakażeni.

– Jak w ogóle można było pozwolić im wsiąść do samolotu? Czy piłkarzy obowiązują jakieś inne przepisy niż wszystkich obywateli? Dlaczego nikt nie poinformował w porę władz sanitarnych u nas i w madryckiej autonomii? – pytała. Burmistrz zgłosiła już sprawę do prokuratury. Miejscowa branża turystyczna wpadła w popłoch. La Coruna do tej pory chwaliła się sukcesami w walce z pandemią, czekała na sierpniową falę turystów. A teraz stała się bardzo medialnym ogniskiem choroby, turyści odwołują rezerwacje, nie tylko w nieszczęsnym Finisterre, jedynym pięciogwiazdkowym hotelu w mieście. Trwa ustalanie: czy piłkarze gdzieś jeszcze wychodzili z hotelu, czy to prawda, że byli w siłowni na świeżym powietrzu itd.   

Prezes Fuenlabrady: niech pani burmistrz zajmie się swoimi mieszkańcami, a nie szuka poklasku  

Prezes Fuenlabrady Jonathan Praena podczas telekonferencji z hotelu odpowiedział pani burmistrz, żeby nie szukała rozgłosu i zajęła się swoimi sprawami, choćby tym, dlaczego pod stadionem Deportivo w dniu meczu trzy tysiące kibiców stało bez maseczek. Zaprzeczył, że jego klub zlekceważył procedury. Zapewnił, że każdy z grupy wyjazdowej był poddany szybkim testom na koronawirusa i wszystkie dały wynik negatywny, a wyjazdu na mecz nie mógł odmówić, bo przepisy nie dawały mu podstawy do tego. Pretensje o to, co się stało, przekierował do służby zdrowia, tłumacząc że to ona, a nie klub ma raportować do władz o wykrytych przypadkach. I zapewnił, że jego klub dopiero na miejscu, kilka godzin przed meczem, dowiedział się o pozytywnych wynikach testów u sześciu osób z grupy wyjazdowej. Praena był butny i pewny siebie, ale są naprawdę poważne wątpliwości, czy klub nie zlekceważył ryzyka, by za wszelką cenę stanąć do walki o baraże.

Consejo Real de Deportes, czyli odpowiednik ministerstwa sportu w Hiszpanii, w pierwszym komunikacie też obwiniło właśnie Fuenlabradę i władze ligi za niedopełnienie procedur. Hiszpański związek piłki nożnej zaczął swoje dochodzenie - jeśli klub zostanie uznany winnym, grozi mu nie tylko grzywna, ale też odjęcie punktów albo nawet karna degradacja. Przed Fuenlabradą gorące tygodnie. Wątpliwości jest wiele. Już w ostatni weekend, po obowiązkowych testach przeprowadzanych po każdej kolejce spotkań (w tamtej kolejce, 17 lipca, Fuenlabrada pokonała Elche i wystarczał jej remis na koniec, by awansować do baraży), w klubie były cztery osoby zdiagnozowane jako zakażone. Zostały, jak przekonuje klub, odizolowane od reszty pracowników i piłkarzy zgodnie z wszelkimi procedurami. Ci pozostali pracownicy i piłkarze przeszli wspomniane już wyżej szybkie testy, wszystkie dały wynik negatywny. Zostały też wykonane dokładniejsze testy, ale klub wyruszył w podróż do La Coruni, nie mając jeszcze wyników. Klub i liga bronią się, że zrobiły wszystko, co trzeba, przestrzegały protokołu i że nie da się przeskoczyć pewnych ograniczeń w testowaniu i przekazywaniu wyników.  

– Protokół protokołem, ale jest jeszcze zdrowy rozsądek. Mieliście jeden przypadek koronawirusa w sobotę, kolejne trzy w niedziele, było ogromne ryzyko, że w poniedziałek będzie ich jeszcze więcej – mówił dziennikarz przepytujący prezesa Praenę w radiu Ser. – Zdrowy rozsądek to jest bardzo szerokie pojęcie. Jak mnie boli głowa, ale lekarz mi mówi, żebym się nie martwił, bo nic mi nie jest, to słucham lekarza – odpowiadał prezes. Dlaczego Fuenlabrada nie zabrała lekarza do La Coruni? – Nie mogę mówić o szczegółach, ale siła wyższa. 

Odwołanie w ostatniej chwili jednego meczu wpędziło ligę w chaos, który przerósł wszystkich. Władze ligi pozwoliły na rozegranie pozostałych spotkań, mimo że w ostatniej kolejce dla równości szans wszyscy powinni grać o tej samej porze. Dlaczego np. mogło zagrać Elche, trzy dni po spotkaniu z pełną już zakażonych Fuenlabradą? Decyzja władz ligi to raj dla prawników, którzy już zaczynają batalie o to, by coś ugrać dla klubów, które reprezentują. Nikt dziś nie wie, kiedy sezon się zakończy i jak. Czy mecz Fuenlabrady z Deportivo ma szansę się odbyć? Mecz rekonwalescentów po koronawirusie z rozbitą psychicznie drużyną, która w obecnej sytuacji już nie ma szans na utrzymanie, bo tak się ułożyły wyniki rywali w nieodwołanych meczach (Lugo i Albacete, drużyny, które Deportivo mogło jeszcze wyprzedzić, wygrały swoje mecze)? Czy skończy się walkowerem za niedopełnienie procedur, który Fuenlabradę pozbawi awansu, a Deportivo nie da nic? Czy może jednak powtórzona zostanie cała kolejka? Jest w tym wszystkim jeszcze dodatkowy smaczek: prawnikiem Fuenlabrady jest syn Javiera Tebasa, szefa ligi hiszpańskiej, bardzo wpływowego gracza w europejskiej piłce.  

Ligowe kłótnie i oskarżenia o łamanie procedur  

Działacze Deportivo nie godzą się na to, co stało się w ostatniej kolejce. Uważają, że doszło do wypaczeń. - Mecze finałowej kolejki muszą być rozgrywane w tym samym czasie. Naruszono zasadę równości. Rywalizacja została sfałszowana - powiedział Fernando Vidal. Prezes klubu uważa, że przekładanie spotkań może następować w sezonie, ale nie w jego ostatniej kolejce. Dlatego Vidal żąda powtórzenia wszystkich spotkań tej serii gier. Klub złożył już wniosek formalny do ligi.   

Jeśli nie zostaną powtórzone wszystkie mecze, a Deportivo - Fuenlabrada się odbędzie, to dla Deportivo będzie to dotkliwe przeżycie. Część piłkarzy po informacji o spadku pojechała na wakacje, innym kończą się kontrakty.  

- Musiałbym być magiem motywacji, by teraz nastroić moich zawodników na to spotkanie - przyznał trener Deportivo Fernando Vazquez. Taki mecz straceńców na pewno nie spodoba się też Elche, które może jeszcze stracić miejsce w barażach. Elche już zgłasza pisemne uwagi w tej sprawie. Z kolei Numancia, która też się nie utrzymała, wnioskuje, by przyszłoroczne rozgrywki powiększono do 24 drużyn z korzyścią dla niej i dla Deportivo. W forsowaniu tego pomysłu nie jest sama. Co klub, to inne propozycje.   

Tebas działał w tej sprawie pod wpływem zażyłości?  

Pod pręgierzem stanął też Javier Tebas. Korzystne traktowanie madryckiego klubu publicznie zarzucił mu Joaquin Buitrago, prezes Elche. - "Nie mogę milczeć w tej sprawie. Przełożenie meczu nastąpiło w sposób wymuszony i pospieszny. Nie wiem, czy Tebas działał w tej sprawie pod wpływem pokrewieństwa, przyjaźni czy zażyłości, skoro jego syn jest sekretarzem i prawnikiem Fuenlabrady" - cytował go "El Confidencial". A były prezes Deportivo Augusto Cesar Lendoiro kpił z Tebasa, nazywając go biurowym Viniciusem. Vinicius Junior z Realu Madryt ma opinię piłkarza, który genialnie rozpędza akcje, ale ma problem z trafieniem w bramkę.  

- On jest taką biurową wersją Viniciusa. Wykonuje świetny ruch, ucieka jednemu rywalowi, mija drugiego, wpada w pole karne, przechytrza bramkarza, ale gdy przychodzi czas na strzał lub dogranie do kolegi z drużyny, podejmuje złe decyzje - mówił Lendoiro, prezes Deportivo w czasach, gdy ten klub walczył o mistrzostwa Hiszpanii i w Lidze Mistrzów.   

Tebas został niedawno wybrany na kolejną czteroletnią kadencję. Czy ją wypełni? Radio Cope poinformowało, że Tebas źle znosi krytykę dotykającą spraw rodzinnych i rozważał, czy nie podać się do dymisji.  

Szef ligi, oprócz zarzutów o brak neutralności, słyszy też te dotyczące ignorowania rzekomych sanitarnych zaniedbań Fuenlabrady. W mediach pojawiły się informacje, że jej gracze beztrosko pojawiali się ostatnio w miejscach publicznych i nie nosili masek. To wszystko dzieje się w tych dniach, gdy strach przed koronawirusem powrócił do Hiszpanii. Jest ponad 16 tys. nowych zachorowań w ciągu ostatnich dwóch tygodni. Do tego 220 ognisk koronawirusa w całym kraju. Sytuacja zaczyna przypominać tę z kwietnia. Być może trzeba będzie przymierzyć się do powtórnego lockdownu, Barcelona już wygasiła swoje nocne życie, bo to w klubach i barach najszybciej rozprzestrzeniał się wirus. Fuenlabrada, która leży 20 km od Madrytu nie jest tak dotknięta nawrotem koronawirusa jak miasta Katalonii, ale również tam liczba infekcji wzrasta. Minister ds. zdrowia wspólnoty autonomicznej Madrytu Enrique Ruiz Escudero powiedział, że Madryt systematycznie importuje koronawirusa, a sanitarne zabezpieczenia na lotniskach nie funkcjonują (co zresztą potwierdza przylot Fuenlabrada do La Coruni). Dlatego w obliczu tego, co dzieje się w kraju, wszelkie spotkania w miejscach publicznych są igraniem z ogniem. Jeśli ktoś w klubie przymykał na to oko, to teraz powinno być to zbadane. Drugi zarzut dotyczy braku szybkiej reakcji na pierwsze wiadomości o możliwych infekcjach w Fuenlabradzie.  

Katalonia bliska lockdownu, Barcelona wysłana do Lizbony?   

Na razie wirus spowodował paraliż drugiej ligi i odłożenie baraży. Pytanie, co będzie z rewanżowym meczem Barcelony z Napoli na Camp Nou w 1/8 finału Ligi Mistrzów. Mecz zaplanowano na 8 sierpnia, w pierwszym spotkaniu było 1:1, a Barcelona walczyła w UEFA, żeby ten mecz rozegrać u siebie, a nie jak zakładał jeden z wariantów, już w Lizbonie, jako część turnieju finałowego LM. Ale Katalonia ma ostatnio fatalne wskaźniki zakażeń, władze Francji właśnie poprosiły obywateli, by powstrzymali się przed podróżami do tej części Hiszpanii, o to samo prosi swoich obywateli Belgia. Ministerstwo zdrowia Hiszpanii przestrzegało przed możliwą nową falą infekcji dopiero na jesieni, ale wszystko wskazuje, że zagrożenie powróciło szybciej. Rząd Katalonii widząc, co się dzieje, zaapelował do mieszkańców Barcelony, by przez 15 dni z domu wychodzić tylko do pracy lub lekarza. Efekt? Katalońska policja w poprzedni weekend naliczyła 360 tys. samochodów podążających w kierunku Costa Brava i Costa Dorada. Autostrady na wybrzeże się zakorkowały, a plaże przypominały mrowiska. Władze teraz już głośno mówią, że skoro odwoływanie się do obywatelskiego poczucia obowiązku nie działa, to będą musiały zadziałać restrykcje i ścisła kwarantanna na obszarze Barcelony. Dostęp do miejskich plaż już jest tam przez policję blokowany, wrócił obowiązek noszenia masek w miejscach publicznych, zresztą nie tylko w Katalonii, bo niemal w całej Hiszpanii (bez Madrytu i Wysp Kanaryjskich). W zależności od prowincji obniżana jest liczba osób, które mogą przybywać we wspólnych lokalach (np. restauracjach).  

W Katalonii zamknięte pozostają kina i teatry, odwoływane są kolejne imprezy kulturalne i święta. Według informacji rządowych ostatnie infekcje koronawirusa zdarzają się najczęściej na wspólnych wieczornych imprezach, a dotykają młodsze pokolenie i pracowników sezonowych. Szpitale dziennie przyjmują ok. 200 nowych pacjentów, w tym kilkanaście jest kierowanych na oddziały intensywnej terapii. Nowych zgonów na razie na szczęście jest niewiele. Co będzie z meczem z Napoli? Wiceprezes UEFA Michela Uve potwierdził, że szykowana jest alternatywna lokalizacja tego spotkania. Wicemistrz Hiszpanii może stracić atut własnego boiska i w grę wejdzie wariant z Lizboną. Choć przy wszystkich problemach piłkarskich i z komunikacją w klubie, które FC Barcelona i jej trener muszą rozwiązać, zanim Liga Mistrzów wznowi grę, akurat lokalizacja rewanżu wydaje się sprawą drugorzędną. 

Przeczytaj też:

Więcej o: