Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Na tym stadionie nie obraża się rywali. Wracają po 14 latach, a mogli grać w IV lidze

14 lat na powrót do La Liga czekał Cadiz CF. Klub z Kadyksu awans zapewnił sobie w niedzielę, niespełna trzy miesiące po śmierci kochanego w mieście Michaela Robinsona, w 62. rocznicę jego urodzin.

Cadiz z awansu mógł się cieszyć już w sobotę. Mógł, ale niespodziewanie przegrał u siebie z Fuenlabradą 0:1. W niedzielę pomocną dłoń do drużyny Alvaro Cervery wyciągnął jednak Real Oviedo, który pokonał na wyjeździe Saragossę 4:2, zapewniając klubowi z Kadyksu szósty w historii awans na najwyższy poziom ligowy w Hiszpanii.

Zobacz wideo Napoli - Milan 2:2. Skrót spotkania [ELEVEN SPORTS]

Awans niezwykle symboliczny. Awans, który dokonał się zaledwie 75 dni po śmierci uwielbianego w Kadyksie Michaela Robinsona, dokładnie w 62. rocznicę jego urodzin. "Gdziekolwiek teraz jesteś, życzymy Ci wszystkiego najlepszego, przyjacielu" - napisał klub na Twitterze, jeszcze przed rozpoczęciem świętowania.

"Anglik z Kadyksu"

Robinson, chociaż w sezonie 1983/84 zdobył z Liverpoolem potrójną koronę, a w reprezentacji Irlandii rozegrał 24 mecze, najbardziej znany był jako "Anglik z Kadyksu". Wszystko przez miłość, jaką darzył klub, miasto i cały kraj, do którego przyjechał zimą 1987 roku, by grać dla Osasuny.

Lecąc do Hiszpanii, Robinson znał tylko trzy tamtejsze słowa - "hola", "adios" i "cerveza" - a na mapie zamiast Pampeluny szukał Osasuny. W kraju z Półwyspu Iberyjskiego zakochał się jednak od pierwszego wejrzenia, rozpływając się nad tamtejszą kulturą i stylem życia. Po zakończeniu kariery zamieszkał w Hiszpanii na stałe, nauczył się języka i został jednym z najbardziej szanowanych komentatorów i ekspertów w historii. 

Robinson był człowiekiem instytucją. Przez lata tworzył programy, komentował i analizował mecze, z jego zdaniem liczyli się najważniejsi ludzie hiszpańskiej piłki. Ale Robinson stał się dla Hiszpanów kimś znacznie więcej niż tylko dziennikarzem sportowym. Anglik grał w tamtejszych reklamach, dubbingował nawet brzydką siostrę Kopciuszka w hiszpańskiej wersji "Shreka".

Jak zostać "Gaditano"?

Robinsona najbardziej ceniono jednak w Kadyksie. Już w pierwszym półroczu w Pampelunie zaimponował mu prezydent klubu Manuel Irigoyen. To on był jednym z twórców ligowego formatu w sezonie 1986/87. Formatu, który pozwolił Cadizowi utrzymać się na najwyższym poziomie, mimo że przez cały sezon zespół zajmował ostatnie miejsce w tabeli.

Rozgrywki w Hiszpanii miały wtedy aż trzy fazy. Po sezonie zasadniczym zespoły dzielone były na trzy grupy: mistrzowską, środkową i spadkową. Po rozegraniu dodatkowych 10 meczów, trzy najsłabsze drużyny z ostatniej grupy grały jeszcze po jednym spotkaniu między sobą, a z ligi spadała tylko najsłabsza z nich. Wtedy był to Racing Santander, który nie dał rady w rywalizacji z Cadizem i Osasuną Robinsona.

Były zawodnik Liverpoolu zapragnął zostać "Gaditano", czyli jednym z mieszkańców Kadyksu. Robinson, w poszukiwaniu związków z miastem, zagłębił się w historię swojej rodziny i doszedł do wniosku, że jest potomkiem hiszpańskiego marynarza, który był członkiem Wielkiej Armady, biorącej udział w ataku na Anglię w XVI wieku. Choć nigdy nie znaleziono dowodów na potwierdzenie jego tezy, to faktem jest, że tak samo, jak on pokochał Kadyks, tak samo Kadyks pokochał jego.

Robinson zaangażował się w życie klubu, kupując część jego akcji i zostając jego dyrektorem technicznym. To za jego kadencji Cadiz po raz ostatni awansował do La Liga. Tuż po jego śmierci pojawił się pomysł, by klubowy stadion nazwać jego nazwiskiem, o czym mieliby zdecydować sami kibice.

Alvaro Cervera, czyli Diego Simeone z Kadyksu

Dziś Cadiz, choć już bez Robinsona, cieszy się z awansu do La Liga, a jeszcze siedem lat temu drżał przed spadkiem do czwartej ligi. Targany problemami finansowymi i organizacyjnymi klub w sezonie 2012/13 do końca walczył o utrzymanie w Segunda Division B (trzeci poziom rozgrywkowy w Hiszpanii), zajmując ostatecznie 13. miejsce. 

Do drugiej ligi Cadiz wrócił trzy lata później. Co ciekawe, już pod wodzą Cervery, od którego w jednym klubie La Liga dłużej pracować będzie tylko Diego Simeone. Cervera zresztą uważany jest za największy atut klubu z Kadyksu, a hiszpańscy dziennikarze porównują go właśnie do Argentyńczyka z Atletico Madryt. Trener Cadizu, tak samo jak Simeone, bazuje przede wszystkim na doskonałej organizacji gry defensywnej. - Posiadanie piłki? Jest przereklamowane. Zdecydowanie bardziej wolę rozmawiać o wygrywaniu meczów - powiedział kiedyś Cervera.

Cadiz mógł awansować do La Liga już trzy lata temu, czyli w pierwszym sezonie po powrocie do drugiej ligi. Wtedy zespół Cervery zajął piąte miejsce w tabeli, jednak w półfinale play-offów przegrał z Teneryfą. Przed rokiem, choć długo uchodził za faworyta do awansu, Cadiz ostatecznie zajął siódme miejsce i nie załapał się nawet do play-offów.

Dlaczego wtedy się nie udawało? Wnioski ekspertów i kibiców były takie same: drużynie budowanej ze spokojem, za rozsądne pieniądze, w kluczowym momencie brakowało jakości. Cervera wyciągał z niej to, co najlepsze, jednak ostatecznie zespół musiał uznawać wyższość silniejszych i bogatszych. W Kadyksie nikt nie chciał ryzykować i zadłużać klubu, by nie powtórzyła się sytuacja sprzed kilku lat, gdy jego przyszłość stanęła pod znakiem zapytania.

Negredo pierwszym wzmocnieniem

W tym roku cierpliwość i wiara w drużynę zbudowaną przez Cerverę wreszcie się opłaciły. Latem do zespołu dołączyli m.in. stoperzy Juan Cala (za darmo) i Fali (250 tys. euro) oraz prawy obrońca Isaac Carcelen (za darmo), którzy okazali się kapitalnymi wzmocnieniami, idealnie wpasowując się w styl gry preferowany przez trenera oraz politykę transferową klubu. Liderem ofensywy został grający w klubie od trzech lat wychowanek Realu Madryt - Alex Fernandez - który w lidze strzelił 12 goli i zanotował sześć asyst.

- Piłkarze wierzą w to, co robimy i nie pytają, dlaczego coś ma być wykonane. Po prostu działają, pracują i dają z siebie wszystko - mówił w październiku Cervera, który w nowym sezonie do dyspozycji mieć będzie Alvaro Negredo. Doświadczony zawodnik, w przeszłości napastnik m.in. Manchesteru City i Realu Madryt, będzie pierwszym transferem beniaminka

Buziaki dla Beckhama

Impreza z okazji awansu Cadizu trwała do białego rana i potrwa pewnie jeszcze kilka dni. Mieszkańcy miasta uznawani są za najweselszych w Europie, a kibice klubu za jego wizytówkę. Piłka nożna jest tam religią, a mecze Cadizu mają tę samą wagę, co słynny na całym świecie karnawał. Nic więc dziwnego, że 20-tysięczny stadion od lat zapełnia się do ostatniego miejsca.

Kibice Cadizu są nie tylko oddani swojej drużynie, ale też specyficzni w podejściu do rywali. Na stadionie próżno szukać obelg, znacznie częściej spotykane jest tam docenienie przeciwnika. Tak jak w ostatnim sezonie klubu w La Liga, gdy w Kadyksie oklaskiwany był David Beckham. Anglik, który obrażany był w całej Hiszpanii, na stadionie Cadizu widział fanów, którzy z trybun wysyłali mu buziaki. "Liczą się alkohol i dobra zabawa. Nie dbamy o wyniki" - śpiewają kibice z Ramon de Carranza.

- Nasi kibice są najlepsi na świecie. Niezależnie od tego, czy wygrywamy, czy przegrywamy, zawsze są z nami i zawsze nas wspierają niesamowitym dopingiem - mówił Cervera. - Obok Barcelony i Realu Madryt mamy największą grupę kibiców rozproszonych po całym kraju. To kapitał, który jest naszym fundamentem. To ludzie, którzy zasługują na to, by Cadiz grał w La Liga - to z kolei słowa prezesa klubu Manuela Vizcaino.

Prezesa, który naprawdę docenia swoich kibiców. Tegoroczni posiadacze karnetów, którzy do momentu zawieszenia rozgrywek, byli na wszystkich meczach ligowych, otrzymają od klubu darmowe abonamenty na kolejny sezon. Sezon, w którym po 14 latach tułaczki po drugiej i trzeciej lidze, Cadiz wreszcie zagra w La Liga. I tylko żal, że tego pięknego momentu nie doczekał kochany w mieście Robinson.

Pobierz aplikację Sport.pl LIVE na Androida i na iOS-a

Sport.pl LiveSport.pl Live .

Więcej o: