Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Wielkie gwiazdy La Ligi dostały drugie życie. Ta trójka najbardziej zyskała na pandemii

Byli pogodzeni ze straconym sezonem. Podczas żmudnej rehabilitacji myśleli już o kolejnym, aż przyszedł koronawirus, mecze zostały wstrzymane, a oni dostali drugą szansę. Eden Hazard, Marco Asensio i Luis Suarez wracają w końcówce sezonu określani "niespodziewanymi transferami". Mogą zdecydować o losach mistrzostwa Hiszpanii.
Zobacz wideo

Wstrzymanie rozgrywek można by uznać za wyłącznie szkodliwe dla wszystkich, gdyby nie tych kilku piłkarzy, którzy nie dość, że w związku z pandemią koronawirusa w ogóle mogą załapać się końcówkę sezonu, to jeszcze zyskali wymarzone warunki do powrotu: odeszła presja czasu i mogli spokojnie dotrzymać wszystkich terminów. Wracając do wspólnych treningów z drużyną nie musieli wbiegać do pędzącego pociągu, tylko ruszyli z resztą pasażerów stopniowo zwiększając prędkość. A gdy wyjdą już na boisko, rywale też nie będą u szczytu formy. Ich szanse zdecydowanie się wyrównały. 

Zyskał na tym przede wszystkim Real Madryt, bo pod koniec sezonu, w którym ma spore problemy ze strzelaniem goli, zostanie wzmocniony skrzydłowymi, których Zinedine Zidane od początku sezonu widział jako podstawowych. Ale już w meczach przedsezonowych na wiele miesięcy wypadł Marco Asensio, a Eden Hazard rozegrał w tym sezonie zaledwie 14 meczów. Wracał, by za chwilę znów wypaść przez kontuzję. Zyska też Barcelona. Wraca bowiem Luis Suarez, który w styczniu musiał przejść operację wykluczającą go z gry do końca sezonu. W sobotę może zagrać pierwszy mecz u Quique Setiena.

Eden Hazard miał czas, by oswoić się z wielkością Realu Madryt

Za nim kibice Realu Madryt tęsknili najbardziej - rozbudził wyobraźnię samym transferem, później rzadko dawał nadzieję swoją grą, a teraz wraca i wszyscy przekonują, że jest w świetnie formie. Przede wszystkim trzy razy wypadał przez kontuzje, które brutalnie go wyhamowywały, gdy wydawał się już rozpędzać. Ale dziennikarze "The Athletic" przekonują, że urazy nie tłumaczą wszystkiego i Hazard w Realu na razie grał słabo także ze swojej winy. Nie do końca rozumiał do jakiego klubu trafił: zderzył się z niespotykaną presją, wielkim zainteresowaniem kibiców i mediów, morderczymi treningami i wymaganiami trenera, z jakimi wcześniej jeszcze się nie spotkał. Pandemia dała mu czas nie tylko porządnie się zrehabilitować, ale i oswoić się z nową sytuacją. Okoliczności pomogły mu pierwszy raz, odkąd jest w Madrycie. Wcześniej zawsze były przeciwko niemu 

W niedzielę, gdy Real zagra z Eibarem, minie rok i jeden dzień od jego wielkiej prezentacji na Santiago Bernabeu. Królewscy byli po fatalnym sezonie, pierwszym bez Cristiano Ronaldo. Potrzebowali nowego lidera. Za Hazarda zapłacili sto milionów euro, dali mu koszulkę z siódemką i na oczach 50 tysięcy kibiców pokazali - oto on. Belg pomachał kibicom, udzielił kilku wywiadów, pozałatwiał formalności i wyjechał na wakacje. Gdy z nich wrócił, był już ponoć siedem kilogramów cięższy. - Kiedy jestem na wakacjach, jestem na wakacjach - powiedział dziennikarzom, a kibice mogli nabrać pierwszych wątpliwości, czy ktoś tak różniący się od Ronaldo w kwestii samodyscypliny, będzie potrafił go zastąpić. 

Jego znajomi potwierdzili dziennikarzom "The Athletic", że podczas pierwszych wystąpień w Madrycie był - jak na siebie - bardzo zdenerwowany. Ma opinię lekkoducha, a jednak rozmiar klubu nieco go przytłoczył. Hazard miał być też zaskoczony postawą mediów - w Anglii mało kogo interesowało, że jego żona przygotowuje się do porodu czwartego dziecka. W Hiszpanii ludzie tym żyli, zwracali uwagę na każdy szczegół jego życia prywatnego. Codziennie gazety plotkowały o tym, co udało się wynieść z centrum treningowego. Inny świat. Inna skala zainteresowania.

Już w okresie przygotowawczym Hazard prezentował się dość słabo, ale to samo można było powiedzieć o pozostałych zawodnikach. Zidane ich bronił, uspokajał kibiców, że dojdą do formy. I gdy reszta zaczynała grać lepiej, Belga zatrzymywały kontuzje: przegapił początek sezonu, zdążył wrócić niemal prosto na mecz z PSG i zebrać oklep 0:3. Później ze zdrowiem było lepiej, w październiku strzelił pierwszego gola dla Realu, w listopadzie potrafił minąć czterech rywali w jednej akcji, wywalczyć dla zespołu kilka rzutów karnych, ale gdy wydawało się, że zaczyna wracać do formy z czasów gry w Chelsea, jego kolega z reprezentacji Thomas Meunier przypadkowo nadepnął na kostkę, którą miał już operowaną w 2017 roku. Wtedy lekarze wstawili tam metalową płytkę, która miała wzmocnić kość. W klubie zdecydowali, że kolejna operacja nie ma sensu i wystarczy, że Hazard odpocznie od gry i w tym czasie zrehabilituje bolącą nogę. Przez drobny z pozoru problem pauzował ponad dwa miesiące. Wrócił na dwa mecze, a kontuzja momentalnie się odnowiła. Teraz już trzeba było operować - kość była złamana. Płytka nie pomogła. Dla Hazarda sezon się skończył. 

Statystyki pokazują, że Belg nie okazał się dla Realu takim wzmocnieniem, jakiego się wszyscy spodziewali - tylko pięć razy rozegrał pełne 90 minut, ani razu nie zdarzyło się, żeby rozegrał cztery mecze z rzędu. Ale nawet w październiku i listopadzie, gdy grał dość regularnie, nie miał wpływu na zespół. W 1124 minut w La Lidze i Champions League strzelił jednego gola i pięć razy asystował. Jego statystyka oczekiwanych goli (xG) w przeliczeniu na 90 minut spadła z 0.31 w ostatnim sezonie w Chelsea, do 0.19 w Realu Madryt. Oczekiwanych asyst (xA) spadła z 0.32 do 0.22. Zidane często zmieniał ustawienie, piłkarzy wokół niego, ale zamieszanie ze składem nie tłumaczy wszystkiego. Hazard znacznie rzadziej znajduje się z piłką w polu karnym. W ogóle rzadziej dostaje piłkę od kolegów. - W Chelsea był największą gwiazdą, najlepszym atakującym, więc miał od trenerów zgodę na dowolne poruszanie się. Chodził za piłką. W Madrycie może nie jest zduszony, ale na pewno bardziej zdyscyplinowany - mówi "The Athletic" Terry Gibson, dziennikarz zajmujący się La Liga.

Po operacji Hazard celował w powrót na Euro. Gdyby nie pandemia koronawirusa, mistrzostwa właśnie by się zaczynały. Belg miał czas, żeby odpowiednio przygotować się do wznowienia sezonu, ale wynikały też z tego problemy - na przykład 30 szwów z kostki miał ściągane we własnym domu. Fizjoterapeuci i trenerzy też nie mieli nad nim większej kontroli. Ale Hazard zaimponował trenerom dojrzałością i powagą, której zabrakło mu na początku. Pojawił się na wspólnych treningach znakomicie przygotowany fizycznie. Bez grama nadwagi. Podczas testów osiągnął najlepsze wyniki, odkąd przeprowadził się do Hiszpanii. Jego znajomi mówią dziennikarzom, że odpoczął fizycznie i psychicznie. W Madrycie mają pełne prawo przypuszczać, że Hazard wreszcie będzie takim wzmocnieniem, jakiego się spodziewali. Nadzieje rozpala Alvaro Arbeloa, były piłkarz Realu, który wciąż pozostaje blisko zespołu. - Eden wrócił niczym odrzutowiec - zapowiedział w klubowej telewizji.

To miał być jego sezon

O ile Hazard wciąż pojawiał się i znikał, tak o Marco Asensio kibice w ogóle mogli zapomnieć. Zdecydowała jedna chwila w przedsezonowym sparingu z Arsenalem: nierówne boisko, wczesna faza przygotowań i wielki pech. Hiszpan zdążył strzelić w tym meczu gola i asystować. Biegł i nagle upadł. Wyrok: zerwane więzadło krzyżowe boczne i pęknięta łąkotka. Sezon się skończył, zanim się zaczął. Szacowano, że jeśli w ogóle załapie się na te rozgrywki, to raptem na kilka meczów w maju. I to raczej, żeby pobiegał, powoli się wdrażał niż decydował o losach mistrzostwa. Dziewięć miesięcy przerwy kazało myśleć racjonalnie. 

- Widziałem jego cierpienie. Byłem przez cały czas razem z nim i ten widok łamał mi serce. To miał być jego sezon, miał wielkie nadzieje - opowiadał jego agent Horacio Gaggioli w radiu COPE. Dla Asensio miał to być sezon prawdy: za sobą miał zupełnie nieudane rozgrywki, ale kibice wciąż pamiętali jak znakomicie grał w ostatnim sezonie Zidane’a. Był wtedy czwartym najlepszym strzelcem w zespole - za Ronaldo, Benzemą i Balem, mimo że zdecydowanie ustępował im liczbą rozegranych minut (pod tym względem był 13. w drużynie). Francuz miał go odbudować.

Wracający Asensio miał komfort, na jaki w normalnych okolicznościach większość piłkarzy nie może sobie pozwolić. Do zdrowia wracał spokojnie - lekarze nie gonili terminów, dali mu czas. Nie było pośpiechu ani presji. Zidane na początku wspólnych treningów ubierał Hazarda i Asensio w specjalne koszulki, by koledzy pamiętali traktować ich ostrożnie. Ale od kilkunastu dni trenują już bez nich. W relacjach ze sparingu 11 na 11, który w zeszły tygodniu zorganizował Zidane, dziennikarze pisali, że oni wyróżniali się szczególnie. Od początku zagrali w tercecie z Benzemą, co wydaje się potwierdzać, że od początku byli wymarzonym atakiem trenera.

- Marco jest jednym z niewielu zawodników na świecie, który może grać na pięciu pozycjach w ataku. Pasuje do wielu ustawień - mówi jego agent. I zdaniem dziennikarzy "AS-a" Zidane zamierza z tego skorzystać. Wyjściowo wystawi Hiszpana na prawym skrzydle, ale wobec kontuzji Luki Jovicia i braku wiary w Mariano Diaza, może wykorzystywać go jako zmiennika Benzemy. Albo nawet jego partnera w ustawieniu z dwoma napastnikami. Wcześniej do Francuza dołączali już naprzemiennie Hazard i Bale, jednak to Asensio wydaje się najlepiej pasować do roli podwieszonego napastnika.

"Marca" zauważa, jak pandemia zmieniła szanse Realu w Lidze Mistrzów, która po pierwszym meczu z Manchesterem City wydawała się właściwie stracona. Królewscy mieli odrabiać stratę 1:2 na obcym terenie, bez Sergio Ramosa, Edena Hazarda, Marcelo i Asensio. Po pandemii jedynym zmartwieniem będzie nieobecność zawieszonego Ramosa. City nie skorzysta ze wsparcia kibiców, a siła Realu w ofensywie gwałtownie wzrosła. Królewscy mają nie tylko powalczyć o mistrzostwo Hiszpanii z Barceloną, ale i w nadzwyczajnych warunkach wykorzystać swoje doświadczenie w Lidze Mistrzów.

FC Barcelona odzyskuje Luisa Suareza

I chociaż wydaje się, że to Real najbardziej ze wszystkich hiszpańskich zespołów skorzystał z trzymiesięcznego zawieszenia rozgrywek, to Barcelona pod względem sportowym też zyskała. W biurach panował chaos, media pisały o kolejnych kłótniach zarządu z piłkarzami, a kibice byli przerażeni, gdy przeczytali o urazie Lionela Messiego. Argentyńczyk powinien jednak zagrać już w pierwszym meczu po przerwie, a w dodatku prawdopodobnie będzie miał u boku ulubionego partnera - Luisa Suareza. 

Urugwajczyk w styczniu przeszedł operację kolana i u Quique Setiena nie zdążył zagrać ani jednego meczu. Mało tego, niektóre media prognozowały, że nigdy już nie zagra, bo po sezonie może odejść do Interu Miami, klubu Davida Beckhama. Sytuacja kadrowa Barcelony była wtedy tak kiepska, że klub skorzystał z nadzwyczajnej możliwości sprowadzenia nowego napastnika poza oknem transferowym. Los uśmiechnął się do Martina Braithwaite'a z Leganes. Teraz jednak szczęście sprzyjało Suarezowi. Wraca i ma pomóc Messiemu i Griezmannowi dociągnąć Barcelonę do kolejnego tytułu. Kontuzje nie omijały w tym sezonie żadnego z nich, więc razem zagrali zaledwie 13 meczów. Wreszcie otwiera się szansa na uwolnienie ich potencjału. Przewaga nad Realem wynosi tylko dwa punkty, a do końca sezonu pozostaje jedenaście kolejek.