Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Żaden Brytyjczyk nie zna się tak na La Lidze: "To najlepszy mecz w Hiszpanii". Opowiada też o dwóch Polakach

Chyba tylko Pampeluna mogłaby konkurować z Sewillą o miano najbardziej polskiego miasta w piłkarskiej Hiszpanii. - Grzegorz Krychowiak był uważany za jednego z "sevillistas", a tak określa się ludzi wychowanych tutaj. Wojciech Kowalczyk stał się członkiem jednej z najlepszych drużyn Betisu w historii - opowiada dla Sport.pl autor książki o meczach Betisu z Sevillą, Colin Millar.

Jakub Balcerski: Piłka nożna w Hiszpanii wraca derbami tak, jak Bundesliga w Niemczech. Wtedy mówiło się, że Revierderby pomiędzy Borussią Dortmund, a Schalke w zasadzie nie będą derbami, bo nie ma kibiców. A jak jest z derbami Sewilli?

Colin Millar: To będzie podobna sytuacja do tej w Niemczech. Nieobecność kibiców będzie miała ogromny wpływ na odbiór meczów i chyba najbardziej właśnie na derby Sewilli. To absolutnie najlepszy mecz w całej Hiszpanii ze względu na atmosferę budowaną na trybunach. To spektakl. Jest hałas, kolory opraw kibicowskich i tworzy się generowany przez nich klimat czegoś wielkiego. Energia wypełnia cały stadion, przechodzi na boisko i w trakcie meczu można zauważyć, jak wchłaniają ją nawet zawodnicy. To sprawia, że sam mecz jest o wiele bardziej ekscytujący. Nawet dla neutralnych widzów. Dla fanów i piłkarzy to bardzo osobiste przeżycie. Niektórzy angażują się rodzinami, bo w jakiś sposób są powiązani z którymś z klubów. Wtedy to znaczy jeszcze więcej i między innymi przez takie przypadki puste trybuny mocno odmienią to spotkanie. Mam nadzieję, że tak, jak w Niemczech pomimo braku kibiców lepiej będzie mieć taki futbol niż żaden, a emocje i tak się pojawią.

Sama atmosfera wokół meczu nie będzie dla ciebie trochę sztuczna, czy wśród fanów nie zmieni się aż tak bardzo od tej sprzed epidemii?

Większe ligi i tak musiałyby wznowić rozgrywki, żeby nie stracić zbyt wiele pieniędzy. Dla każdej sytuacja jest trochę inna i pewnie różny będzie także odbiór meczów bez publiczności. W Hiszpanii La Liga próbuje lekkich zmian, żeby wyglądało to chociaż trochę "normalnie". W telewizji będzie można obejrzeć mecz na sucho - tak jak jest na stadionie, czyli bez kibiców, okrzyków, przyśpiewek i ich widoku, albo z tą otoczką w cyfrowej, wyprodukowanej przez nadawcę sygnału wersji specjalnie dla tych, którzy za tym tęsknią. Znam takich, których to cieszy, ale też innych, którzy uważają to za bezsensowny pomysł. Na pewno będzie inaczej, niż zdążyliśmy się do tego przyzwyczaić wcześniej i trzeba sobie zdać z tego sprawę. Wszyscy wokół mają po prostu nadzieję, że to minie i już nigdy się nie wydarzy.

Derby będą wyjątkowym meczem, bo pierwszym rozegranym po powrocie. To chyba taktyka zapożyczona z Bundesligi i próba wypromowania meczu, nadania mu dodatkowego smaczku? Może ktoś zakocha się w Sevilli albo Betisie?

Bundesliga świetnie zdawała sobie sprawę z potencjału tego meczu. Dobrze obudowała go medialnie, co sprawiło, że wyniki oglądalności na całym świecie były o wiele większe niż zwykle. Z derbami Sevilli będzie podobnie. La Liga oczekuje, że to będzie najczęściej oglądane spotkanie Sevilli z Betisem w historii. Bo to zawsze popularny mecz w całym kraju, ale niewiele osób się nad tym zazwyczaj zastanawia. Teraz może być jednak czymś ważnym dla kibiców w Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii czy nawet w Polsce. Władze ligi chcą pokazać, że hiszpańska piłka to nie tylko Real i Barcelona. A derby Sewilli pod względem intensywności meczów mogą być do tego najlepsze. One reprezentują też to, jak Hiszpania jest postrzegana na zewnątrz: jest gorąco, ludzie są bardzo ekspresyjni i potrafią się bawić. To idealna wizytówka. I tak ktoś dzięki takiej okazji mógłby się zakochać w jednym z klubów. Takiej okazji po prostu nie można było przepuścić.

Sewilla to dla ciebie takie państwo w państwie? Piszesz w książce, że to wyjątkowy przykład lokalnego kibicowania nawet w całej Europie. Faktycznie nie ma tu praktycznie nikogo, kto od Sevilli i Betisu wolałby Real lub Barcelonę?

Chyba wszędzie kibice danego klubu patrzą przede wszystkim na życie w danym mieście - odnoszą kibicowanie do kwestii kulturowych i społecznych. W Hiszpanii nie jest inaczej i widać to choćby na podstawie Athletiku podpisującego kontrakty tylko z Baskami czy Barcelony i ich sloganu "Mes que un club". Jednak ogromnym problemem hiszpańskiej piłki jest to, jak kibice z mniejszych miast wspierają bardziej Real lub Barcę niż swoje lokalne kluby. W Sevilli jest inaczej, bo tu każdy jest za Betisem, albo Sevillą. Gdy się tu przyjedzie, łatwo spotkać dzieci biegające w koszulkach jednego z klubów. W innych faktycznie przeważają giganci. A tu nie i rozszerzyłbym to do większości Andaluzji. Wszędzie są tu mniejsze i większe kluby, a ludzie się z nimi identyfikują. Nie tak bardzo, jak w Sewilli, ale można to wciąż określać mianem krajowego fenomenu. Trzeba mieć nadzieję, że kolejne miasta pójdą w tym kierunku, bo to ważne dla rozwoju piłkarskiej Hiszpanii.

Był mecz pomiędzy Sevillą i Betisem, który pamiętasz dlatego, że szczególnie wpłynął na miasto?

Wyniki derbów zawsze są celebrowane, zwycięstwa zajmują miasto na dłuższą chwilę. Dla Betisu takim meczem, którego fani na długo nie zapomną, było zwycięstwo 5:3 w styczniu 2018 roku. To jeden z najlepszych meczów w historii, po prostu świetny do oglądania w kontekście rozrywki. Kibice mogli czuć się sfrustrowani, że długo nie wygrywali na stadionie Sevilli, a tu udało się przerwać złą passę i to strzelając pięć goli! Nie do zapomnienia, zwłaszcza że mecz odbywał się w święto Trzech Króli, kiedy w Hiszpanii świętowania nie brakuje już i bez meczów. Dla Sevilli zwycięstwa z czasem stały się bardzo regularne, bo mają ich po prostu więcej. Ale przed trzema końcowymi zwycięstwami w Lidze Europy z rzędu wyeliminowali Betis z tych rozgrywek w pierwszym sezonie. Wygrali po rzutach karnych na stadionie Betisu i to chyba zapoczątkowało ich sukcesy w Europie. Ten moment znaczył wiele dla fanów, przypominali go sobie.

W Sevilli i Betisie pojawili się także polscy piłkarze - Wojciech Kowalczyk i Grzegorz Krychowiak. Tego drugiego pewnie dobrze się pamięta, a co z pierwszym? Fani dobrze go wspominają?

Pojawił się w Betisie w 1994 roku, a to był okres, kiedy hiszpańskie kluby stawiały mocno na zawodników z kraju. Betis właśnie awansował, ale Kowalczyk nie miał tu wielkich sukcesów indywidualnych. Mówiąc szczerze, w trakcie trzech sezonów był zmiennikiem, ale stał się też częścią składu, który potrafił osiągnąć bardzo wiele, jak na dotychczasową historię klubu. Po powrocie do najwyższego poziomu rozgrywek udało im się je ukończyć na trzecim miejscu. W ostatnim sezonie byli w finale Pucharu Króla i przegrali tam z Barceloną dopiero po dogrywce. Fani kojarzą go zatem z tym złotym okresem w klubie. Krychowiak był bardzo dopasowany do Sevilli. Fanom trudno uwierzyć, że nie ma go zaledwie od kilku sezonów, bo go uwielbiali, a klub się mocno zmienił. Był kluczowym zawodnikiem i przeżył tu najprawdopodobniej najlepszy okres w swojej karierze. Klub kochał go tak bardzo, że Monchi wymieniał go w gronie najlepszych zawodników w historii Sevilli, dodając, że jest wśród "sevillistas". To określenie ludzi stąd, w piłkarskim odniesieniu najczęściej po prostu wychowanków. Dyrektor sportowy nie miał jednak problemu z tym, żeby go za takiego uznawać, mimo że poza stylem gry Krychowiak odróżniał się przecież od innych zawodników i był trochę specyficzny.

Miał szansę na większą karierę, gdyby został?

Tak myślę. Wielu zawodników odchodzi z Sevilli po roku, bo filozofia klubu polega na tym, żeby sprzedawać piłkarzy od razu, gdy można na nich zarobić. A Krychowiak był na tyle ważny, że postawiono dopiero na ofertę Paris Saint-Germain. Teraz można oceniać, że nie zrobił dobrze, dając zgodę na ten transfer, ale wtedy on naprawdę musiał się wydawać dobrą opcją. Finansowo, ale także pod względem trofeów czy prestiżu. Pod koniec kariery będzie mógł usiąść i powiedzieć, że i tak miał stamtąd pewne wspomnienia, czegoś się nauczył, więc coś pozytywnego z tego wyniósł.

Jak według ciebie mogą wyglądać teraz mecze? Kluby czegoś się nauczyły na przykładzie innych czy i tak będzie im trudno wrócić na boiska?

Na pewno będzie trudno. To jak przerwa pomiędzy sezonami, ale bez sparingów. Na samych treningach trudno w pełni przywrócić zgranie w drużynach. Czeka je spore wyzwanie. Ale opisać to i ocenić będziemy mogli dopiero po meczach. Kluczowe będą kontuzje, których lepiej, żeby zawodnicy jednak unikali. A Sevilla i Betis? Ci drudzy przed epidemią pokonali Real Madryt, co nałożyło na trenera i drużynę ogromną presję. To było ich jedyne zwycięstwo w ciągu ostatnich dziesięciu meczów, więc fani liczyli na to, że przyjdzie odrodzenie, a tu pojawiła się długa przerwa. Sevilla wciąż walczy o europejskie puchary, chce być w Lidze Mistrzów. Pod względem pociągnięcia tego sezonu do końca, to może w\być ogromnie ważne spotkanie. Psychiczne nastawienie do walki po wygranych derbach dla Sevilli może spowodować, że nikt z rywali nie zatrzyma ich już do ostatniego meczu. Ale do tego długa droga.

Przeczytaj także: