Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Hiszpanie wznawiają rozgrywki La Ligi. "To skandal. Chcą nam zrujnować życie"

Władze w Hiszpanii są zdania, że La Liga będzie mogła wrócić do gry na przełomie maja i czerwca. Poszczególni piłkarze sprzeciwiają się temu pomysłowi, uważając, że to absolutne szaleństwo i nie wrócą na boisko, jeśli ryzyko będzie wynosiło choćby 1 proc.

Władze hiszpańskiej piłki, czyli władze La Ligi, RFEF (hiszpańskiej federacji piłkarskiej) i hiszpańskie ministerstwo sportu, uznały, że jest możliwy powrót do rozgrywek ligowych. Wszystkim stronom zależy na maksymalnym skróceniu przerwy spowodowanej pandemią, ze względu na ogromny wpływ piłki nożnej na hiszpańską gospodarkę, która bardzo mocno ucierpiała z powodu kryzysu.

Zobacz wideo Czołowe ligi planują powrót do gry.

Według aktualnego planu LaLiga ma wznowić rozgrywki na przełomie maja i czerwca. Wszyscy mieliby poddać się "zgrupowaniom". Piłkarze jednak mówią jasno, że dopóki ministerstwo zdrowia nie potwierdzi, że nie ma żadnego zagrożenia zakażenia koronawirusem, nie wyjdą na boisko. Najgłośniej wznowieniu rozgrywek sprzeciwiają się piłkarz Sevilli Suso i Fali - stoper Cadizu, będącego aktualnie liderem Segunda Division.

- Granie, gdy ryzyko zakażenia wynosi choćby jeden procent, to absolutne szaleństwo! - uważa Suso, który podkreśla, że chciałby wrócić na boisko, ale nie przy możliwości zakażenia koronawirusem. - Nie chodzi o to, że jesteśmy obecnie na trzecim miejscu w tabeli. Bez cienia wątpliwości bylibyśmy w stanie utrzymać tę pozycję, gdybyśmy wrócili do gry. Chciałbym znów zagrać, jak każdy piłkarz, ale nie za wszelką cenę - dodał.

Znacznie mocniejszych słów używa Fali, który jest znany ze swoich kontrowersyjnych wypowiedzi, dzięki którym robi znacznie większą karierę niż z powodu swojej gry. - To wszystko, co teraz się dzieje, jest dla mnie skandalem. Oni chcą nam zrujnować życie. Futbol nie jest najważniejszy w życiu. Nikt nie umrze, jeśli nie zagramy. Ale to my możemy umrzeć, jeśli wyjdziemy na boisko - podkreśla Rafael Jimenez Jarque, czyli Fali. - Nie jesteśmy zabawkami. Jeśli szefowie są pewni, że nie zachorujemy, niech napiszą nam to na papierze, a nie tylko próbują zniszczyć nam życie. Mam to gdzieś, czy mam wrócić do treningów 4 maja, czy w jakimkolwiek innym terminie. Bez gwarancji, że nie zachoruję, nie zamierzam tego robić. Już to powiedziałem prezesowi klubu. Jeśli chce mnie za to ukarać, proszę bardzo. Jeśli po epidemii będę musiał wrócić do pracy za barem, zrobię to - dodał.

Hiszpania jest jednym z krajów najbardziej dotkniętych epidemią koronawirusa na świecie. Od początku pandemii zakażonych zostało już ponad 208 tys. ludzi, a blisko 22 tys. z nich zmarło. Szef La Ligi Javier Tebas podkreśla jednak, że w przypadku przerwania i niedokończenia rozgrywek czołowej hiszpańskiej ligi, kluby bezpowrotnie stracą ponad miliard euro.

Więcej o: