Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Na jedną dobrą decyzję pięć robi złych. Ale to właśnie on pogrążył Barcelonę. Cyrkowiec, czy zdobywca Złotej Piłki?

Jego talent widać z kilometra, ale i on najlepszy jest kilometr od bramki rywala. Im jest bliżej, tym głowa częściej nie nadąża za nogami. U Viniciusa na jedną dobrą decyzję przypada pięć złych. Ale ostatnio to cena, którą warto zapłacić. Jego gol pomógł Realowi pokonać Barcelonę 2:0.

Palec Toniego Kroosa wskazał mu drogę. Vinicius Junior ruszył w wolną strefę z boku pola karnego, podprowadził piłkę i uderzył na bramkę. Rykoszet od nogi Gerarda Pique pomógł trafić do siatki. Gola 19-letniego Brazylijczyka oklaskiwał jego idol Cristiano Ronaldo, który po raz pierwszy od odejścia z Realu pojawił się na Santiago Bernabeu. - To mój najlepszy wieczór w karierze. Ciężko pracowałem na ten moment - mówił po meczu Vinicius Junior.

Zobacz wideo Czas Setiena w Barcelonie jest ograniczony. To trener bez planu B

Cyrkowiec czy przyszły zdobywca Złotej Piłki?

Nie ma kibica, który przeszedłby obok niego obojętnie, machnął ręką i nie wziął udziału w dyskusji czy Vinicius to tylko cyrkowiec, czy przyszły zdobywca Złotej Piłki. Brazylijczyk polaryzuje. Jednych denerwuje kolejnymi niedokładnymi podaniami i niepotrzebnymi zwodami. Strzałami wtedy, gdy trzeba podać. I podaniami, gdy trzeba strzelać. Drugich zachwyca naturalnym talentem: tym, że wszystko co w futbolu najtrudniejsze, jemu przychodzi ot tak. Jest niewiarygodnie szybki, znakomicie drybluje, doskonale wychodzi na pozycję, jest aktywny, rzuca się w oczy, a ostatnio - co przy każdej okazji podkreśla Zidane - pomaga też w defensywie. Wreszcie - zdobywa bramki i asystuje. W XXI wieku nie było młodszego strzelca gola w El Clasico. W niedzielę Vinicius miał dokładnie 19 lat i 233 dni. Od trzynastu lat rekord należał do Lionela Messiego, który pierwszą bramkę przeciwko Realowi zdobył mając 19 lat i 259 dni. Blisko miesiąc różnicy. Ale to tylko ciekawostka. Liczbowy dowód na nieprzeciętność. 

Marca napisała kilka tygodni temu, że Vinicius nie wysiada z rollercoastera i wciąż pędzi góra - dół. Albo gra wybitnie, albo beznadziejnie. I to nie na przestrzeni miesiąca, a często jednego meczu. Juniorskość wciąż ma wpisaną nie tylko w paszporcie. W tym sezonie rozpoczynał zaledwie 12 z 38 meczów Realu (31,5 proc.), ale w kluczowym momencie to on zastąpił Edena Hazarda po kolejnej kontuzji i w dwóch najważniejszych meczach wychodził w pierwszym składzie: z Manchesterem City zagrał do 75 minuty i zaliczył asystę przy golu Isco, a z Barceloną był na boisku od początku do końca i w 71. minucie otworzył wynik. W obu spotkaniach wykonał najwięcej dryblingów i stoczył najwięcej pojedynków, w Klasyku oddał najwięcej celnych strzałów, a przeciwko City był najczęściej faulowanym piłkarzem. 

Ale tego, co najważniejsze statystyki nie oddają. Vinicius przełamuje schematy, wprowadza zamieszanie na boisku i wtedy staje się panem sytuacji. Real nie ma innego piłkarza, który z taką łatwością połykałby przestrzeń, wygrywałby pojedynki i stwarzał przewagę na połowie rywala. W tym wszystkim często brak mu jeszcze ogłady, jednak w czasach wymierania naturalnych dryblerów i taktycznego uporządkowania, jest absolutnym zjawiskiem. Diamentem, który należy polerować. 

Vinicius Junior poprosił Zidane’a o indywidualne treningi

I on sam o tę polerkę prosi. Wie, że im jest bliżej bramki, tym więcej popełnia błędów. Jego też frustruje, że przedostaje się przez gąszcz przeciwników, a gdy wydaje się, że najtrudniejsze już za nim, popełnia błąd i całą akcję można wyrzucić do kosza. Gdy po prawie ośmiu miesiącach bez gola trafił z Osasuną, popłakał się. - To wszystko było bardzo skomplikowane. Nigdy tak długo nie czekałem na gola - tłumaczył po tamtym meczu. Zeszła z niego presja. Od początku nie miał łatwo: Real kupił go już w 2017 roku za 45 milionów euro. Miał wtedy zaledwie 16 lat. Był nie tylko nowym piłkarzem, ale i symbolem nowego strategicznego kierunku obranego przez klub. Florentino Perez za punkt honoru postawił sobie znalezienie nowego Neymara i zaczął kupować najzdolniejszych młodzieńców z Brazylii: Rodrygo, Reiniera Carvalho i Viniciusa właśnie. Vini był tym pierwszym, więc na nim skupiła się uwaga mediów i oczekiwania kibiców. On też gra najbardziej efektownie i najbardziej przypomina pierwowzór. 

- Po kilku miesiącach w Madrycie jego głowa się zmieniła - mówią jego bliscy. Sporo czasu spędzał w mediach społecznościowych, gdzie czytał krytyczne komentarze, które później ograniczały go na boisku. Procent udanych dryblingów między poprzednim a początkiem obecnego sezonu spadł z 50 do 37. Oparcie znalazł wśród najbliższych: w rodzicach, bracie i najlepszych przyjaciołach, którzy są w Hiszpanii razem z nim. Pomógł też Zidane. "Zapewnił mu wsparcie, pracował nad jego głową. Dużo rozmawiali jak ojciec z synem" - mówił Marce ktoś pracujący w miasteczku sportowym Valdebebas. 

Brakuje jednak mu instynktu w polu karnym. Z Manchesterem City powinien wbić piłkę do bramki, gdy ta spadła mu tuż pod nogi, ale akurat się poślizgnął. Z Barceloną okazje do strzelenia gola też miał już wcześniej, ale nie dość, że uderzał słabo, to jeszcze prosto w Marca-Andre ter Stegena. Na początku sezonu poprosił więc Zidane’a o dodatkowe lekcje z wykańczania akcji. Zostają po treningach nawet kilka razy w tygodniu. Poprawę widać, ale wciąż mają wiele do zrobienia. 

- Gdy grałem w juniorach, strzelałem bardzo dużo goli, ale w profesjonalnej piłce jest o to trudniej. Jestem dalej od bramki rywali. Ale spokojnie, mam 19 lat i wciąż uczę się od bardziej doświadczonych piłkarzy, którzy pomagają mi zachować spokój pod bramką. Zobaczcie, Raheem Sterling w moim wieku miał to samo. Zidane powtarza mi, że gole przyjdą. Jest przy mnie na treningach: pokazuje odpowiednie ruchy przed uderzeniami i pomysły na wykończenie akcji. Sam był wybitnym piłkarzem i pod jego okiem wszystko staje się łatwiejsze - tłumaczył Vinicius w rozmowie z Asem.

Ciekawie o Viniciusie wypowiedział się dla Asa selekcjoner Brazylii, Tite. - Pamiętam mecz z Peru. Chciałem wystawić Viniciusa od początku, ale najpierw porozmawiałem jeszcze z Casemiro, który lepiej go zna i świetnie rozumie piłkę. Powiedział mi tak: "Trenerze, to świetny chłopak, ale musi być odpowiednio nakierowany. Przed meczem trzeba mu wszystko jasno wytłumaczyć: co ma robić do przodu, jak pracować w defensywie. Ma świetne nastawienie do gry, charyzmę i jest otwarty na takie wskazówki. Trzeba mu je przedstawiać, wtedy zagra lepiej". I rzeczywiście, przed meczem z nim porozmawiałem, wszystko omówiliśmy i zagrał fantastycznie.

Tite porównał też Viniciusa z Rodrygo. Obaj pochodzą z Brazylii, są młodzi i grają na skrzydle. - Ale tak naprawdę to zawodnicy o różnych charakterystykach. Rodrygo jest techniczny i inteligentny. Delikatniejszy od Viniego. On opiera się na indywidualnych akcjach. Lubi dryblować, gra na wielkiej szybkości. Jest dziki, trudny do zatrzymania - stwierdził.

Real Madryt wykorzystał szansę

Kibice Realu Madryt mieli pełne prawo obawiać się niedzielnego Klasyku. Od kilku tygodni drużynie nie szło: zaczęła popełniać błędy w defensywie, a z przodu brakowało jej lidera i goli. Odpadła z Pucharu Króla i po dwóch potknięciach straciła pozycję lidera w lidze. Z Manchesterem City przegrała pierwszy mecz 1/8 finału LM 1:2 i straciła Sergio Ramosa, który nie zagra w rewanżu przez czerwoną kartkę. Ale tam, gdzie kibice widzieli kolejną kostkę domina, która za chwilę może się przewrócić, Zidane dostrzegał szasnę na odbudowanie drużyny i zaufania do niej. Już chwilę po porażce z City, mówił o meczu z FC Barceloną jako najlepszej szansie na przełamanie.

I przyznać trzeba, że rozbity w środę zespół, w niedzielę znów był zwarty. Skupiony na celu i zdeterminowany. Przede wszystkim w drugiej połowie widać było, że to Real musi, a Barca może - jak zresztą stwierdził Quique Setien jeszcze przed meczem. Zidane’owi udało się pobudzić całą drużynę, ale i odbudować kilku zawodników. Choćby Marcelo, który wydawał się już być po drugiej stronie rzeki. Miał w tym meczu w ogóle nie zagrać, a tymczasem zatrzymał Messiego efektownym wślizgiem i w kluczowym momencie, przy jednobramkowym prowadzeniu uratował swój zespół. Pozbierał się z murawy zaczął cieszyć, jakby właśnie zdobył bramkę. I trudno się dziwić - waga tego zagrania była podobna.

Rewelacyjnie zagrał Isco, którego forma wyraźnie rośnie. Casemiro i Dani Carvajal, w dużej mierze odpowiedzialni za porażkę w Lidze Mistrzów, tym razem byli kluczowi w odniesieniu zwycięstwa. Bardzo odpowiedzialnie zagrał Federico Valverde. Toni Kroos tym wszystkim dowodził. W pierwszej połowie Real w dwóch-trzech sytuacjach Real uratował Thibaut Courtois. Oceniając indywidualnie - wśród pięciu najlepszych zawodników na boisku nie byłoby ani jednego piłkarza Barcelony. I to sporo mówi o tym spotkaniu.

Pobierz aplikację Football LIVE na Androida

Aplikacja Football LIVEAplikacja Football LIVE Sport.pl