Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Jose Bordalas, futbolowy dentysta. Getafe gra brzydko, ale zaraz może sprawić wielką sensację

Najkrócej w całej lidze utrzymują się przy piłce, najwięcej mają za to fauli. Nie dość, że podań wymieniają najmniej, to mają najwyższy procent niecelnych. A jednak Jose Bordalas i trenowane przez niego Getafe to fenomen. Grając w ten sposób zajmują trzecie miejsce w lidze. Za Realem i Barceloną.

Powiedzenie, że mecz z jakimś rywalem jest tak samo przyjemny jak wizyta u dentysty, wymyślił hiszpański trener Joaquin Caparros, by oddać jak bardzo nie lubi mierzyć się z FC Barceloną. Ale teraz hiszpańskie media wykorzystują to zgrabne porównanie w kontekście Getafe. "To nowy dentysta ligi" - pisze El Pais. Przyjmuje na obrzeżach Madrytu, na skromnym stadionie Coliseum Alfonso Perez. Bordalas nie ma problemu, by nakłaniać piłkarzy do faulowania największej gwiazdy rywala. A już mądry taktyczny faul to zagranie, którym zaimponować mu najłatwiej. Jego piłkarze faulują więc najczęściej w Europie - średnio dwadzieścia razy w meczu. Nie robią rywalom krzywdy, ale nieprawdopodobnie irytują. A gdy już mają pozytywny wynik, zaczynają wybijać piłkę w trybuny i długo zwlekać przed wznowieniem. Słowem - przedłużają i przeciągają jak tylko się da. I niby nie jest to w futbolu nic nowego, ale oni doprowadzili to do skrajności. Wyliczono, że co mecz kradną w ten sposób około 35 minut!

Trener Barcelony nie ma planu B?

Zobacz wideo

Ale faule to tylko jeden ze środków do osiągnięcia celu. Ten, którego najczęściej czepiają się trenerzy przeciwnych drużyn. Jednak nie jedyny. Getafe to w gruncie zespół niezwykle zdyscyplinowany taktycznie. Perfekcyjnie przygotowany fizycznie i skupiony na realizacji zadań nakreślonych przez Bordalasa. Dopracowanych do ostatniego szczegółu, by maskować aspekty, w których są słabi, a uwypuklać zalety. Stosowany przez nich pressing należy do najlepiej zorganizowanych w Europie. Linię obrony ustawiają najwyżej w całej lidze hiszpańskiej - około czterdzieści metrów od własnej bramki. Są zwarci - środkowego obrońcę i najwyżej wysuniętego napastnika średnio dzieli na boisku raptem 38 metrów. Rywale nie mają więc w środku pola miejsca na nic. A gdy już stracą piłkę, Getafe potrzebuje zaledwie trzech podań, by doprowadzić akcję do końca. Nie szukają bowiem pięknej gry. Dryblingi i skomplikowane akcje nie są dla nich. Ich cała pierwsza jedenastka z ostatniego meczu z Athletikiem Bilbao kosztowała 23 miliony euro. Potrafiła jednak wygrać 2:0 oddając tylko trzy celne strzały na bramkę, wymieniając 122 celne podania i utrzymując piłkę przez 29 proc. trwania meczu. Dla nich tylko trzy punkty nie są przereklamowane. 

Tak krawiec kraje, jak mu materii staje

Poniekąd Getafe zajęło miejsce Atletico Madryt - i w tabeli za plecami Realu Madryt i FC Barcelony, i w taktycznym porządku futbolu. Teraz to oni są synonimem agresywnej gry, skutecznego bronienia się i brzydkiego wygrywania. Bordalasa nazywają nawet "Simeone dla ubogich". Nie obraża się. Nasłuchał się już od wielu trenerów rywali, że gra prymitywnie, że prowadzi rzeźników, a nie piłkarzy. Quique Setien, nowy trener Barcelony, krytykuje go chyba najdłużej. Zaczął już kilka lat temu, gdy obaj walczyli na zapleczu najlepszej ligi. Jemu - miłośnikowi dziesiątek podań, wielbicielowi Johanna Cruyffa, piłkarskiemu estecie, w głowie się nie mieści, że ktoś może chcieć grać w taki sposób jak Bordalas. - To nie była piłka nożna - komentował po jednym z meczów autentycznie wściekły. Ale Bordalas twierdzi, że musi tak grać. W myśl powiedzenia "tak krawiec kraje, jak mu materii staje". I podaje przykład Luisa Aragonesa, który dopóki prowadził słabsze zespoły, miał opinię trenera defensywnego i zachowawczego. Nastawionego na kontry. Później został selekcjonerem reprezentacji Hiszpanii i tiki-taką wygrał Euro 2008. 

Jeżeli Bordalas dostanie zdolniejszych piłkarzy, wtedy wymyśli styl adekwatny do ich umiejętności. Na razie jednak gra jak gra, a przeciwników pyta: i co nam zrobicie? Krytyków natomiast prosi o przedstawienie definicji pięknego futbolu. Jest równie cyniczny i pewny siebie jak jego zespół. I zabójczo skuteczny, więc pewnie w końcu odejdzie do mocniejszego klub. Sam z sezonu na sezon jest coraz lepszy i powoli dusi się w Getafe.

W 2016 roku wywalczył z Deportivo Alaves awans do Primera Division, ale władze klubu specjalnie sentymentalne nie były i uznały, że Bordalas swoje zadanie wykonał poprawnie, ale teraz powinien oddać drużynę trenerowi bardziej doświadczonemu. Deportivo przejął Maurico Pellegrino, a on zrobił krok do tyłu: wrócił z powrotem do Segunda Division, przejął będące w strefie spadkowej Getafe i szybko okazało się, że po prostu wziął rozbieg, by osiągać wielkie rzeczy. Szybko awansował o osiemnaście miejsc i znów wywalczył promocję do najwyższej ligi. W kolejnym sezonie, jako beniaminek, zajął ósme miejsce, mimo że Getafe było (i wciąż jest) jednym z najskromniejszych klubów: najmniej wydającym na nowych zawodników i oferującym przeciętne pensje. W kolejnym sezonie jego piłkarze zostali już okrzyknięci największą sensacją, bo do przedostatniej kolejki zajmowali czwarte miejsce, które dawało awans do Ligi Mistrzów. Porażka z Barceloną i remis z Villarealem w dwóch ostatnich meczach sezonu poskutkowały spadkiem na piąte miejsce i grą, chciałoby się napisać, ledwie w Lidze Europy. Ale i to było olbrzymim sukcesem. 

Pod koniec zeszłego sezonu wydawało się, że i Bordalasowi takie granie trochę zbrzydło. Miał poczuć, że z Getafe więcej już nie wyciśnie. Że doszedł do ściany. Był nastawiony na odejście, ale z zainteresowanymi klubami - Betisem i Sevillą się nie dogadał. Z Getafe i Bordalasem mogło być więc identycznie jak z Tottenhamem i Mauricio Pochettino, których poczucie niewykorzystanej życiowej szansy kompletnie rozbroiło. Ale Hiszpan jakoś znalazł pokłady motywacji w sobie i rozpoczął jeszcze lepszy sezon. Po 22. kolejkach jest na trzecim miejscu w tabeli. Getafe nigdy na tym etapie sezonu nie było tak wysoko. Nigdy nie miało tak wielu punktów. Nigdy nie miało tak mało porażek. Nie dość, że w lidze spisuje się najlepiej w historii, to jeszcze wyszło z grupy Ligi Europy i za kilka tygodni zmierzy się z Ajaksem Amsterdam. I z pewnością będzie to zderzenie filozofii, mecz kontrastów, trudna zabawa w "znajdź chociaż jedno podobieństwo".

Trzygodzinne treningi, żadnego chodzenia i system pożyczony od Mosadu

Bordalas głęboko wierzy, że futbol jest o krok od kolejnej rewolucji. Ta następna piłka nożna ma być fizyczna, więc jeśli nie będziesz miał silnego, wytrzymałego, wybieganego i sprawnego zespołu - przepadniesz. Getafe już jest gotowe. - Bordalas wyprzedza wszystkich w swoim sposobie gry w piłkę. Futbol większości drużyn opiera się na połączeniu techniki i taktyki, ale brakuje mu fizycznego i psychologicznego aspektu - twierdzi Javier Vidal, asystent Bordalasa wyspecjalizowany w przygotowaniu fizycznym. To on rozpoczyna każdy dzień w klubie od zważenia piłkarzy i sczytania wszystkich danych pozwalających na bardzo dokładną analizę ich formy. Korzysta z "Zone 7", innowacyjnego programu stworzonego przez byłych agentów Mosadu. Wie o której piłkarz położył się spać, o której wstał, czy pozwolił sobie na drinka, czy jest zmęczony i które partie mięśni ma przeciążone. https://www.sport.pl/pilka/7,64946,25085177,byli-agenci-mosadu-moga-zmienic-elitarny-sport-pilkarze-realu.html Dzięki temu obniża ryzyko kontuzji o 75. proc. - Zachodzi fizyczna rewolucja. Widzimy to chociażby po Realu Madryt, który też stawia na piłkarzy o świetnych cechach fizycznych, jak Casemiro, Fede Valverde czy Ferland Mendy - wymienia Vidal.  

Razem z Bordalasem przeprowadzają treningi, które potrafią trwać trzy godziny. - Nie pozwalamy na nich na chodzenie. Piłkarze cały czas muszą być w ruchu, bo takie jest też nasze meczowe zapotrzebowanie. Podczas meczu nie ma chwili na odpoczynek, więc zawodnicy muszą być do tego przyzwyczajeni. Różnice w wynikach biorą się z takich właśnie szczegółów - przekonuje. Piłkarze Getafe pokonują więc na treningach około 45-50 km tygodniowo. - Wszystkie deficyty rekompensujemy ciężką pracą i poświęceniem - podkreśla Bordalas. Sam na wszystko musiał zapracować. Jego karierę piłkarską przerwała kontuzja, gdy miał 29 lat. Nie był na to przygotowany, musiał się pozbierać, ale do wysiłku był przyzwyczajony od dziecka. Pochodzi z wielodzietnej rodziny. - Mam dziewięcioro rodzeństwa. Rodzicom nigdy nie było łatwo, więc musieliśmy pomagać. Ja zbierałem arbuzy i melony w Almerii, rozdawałem gazety na ulicy. Gdy nie masz łatwego życia, uczysz się, że możesz osiągnąć wszystko, ale musisz ciężko pracować. Moi piłkarze o tym wiedzą - mówił w wywiadzie dla Marki.

Jedni dogryzają Bordalasowi, że zabija futbol, ale pojawia się coraz więcej trenerów, którzy zaczynają wdrażać do swojej gry aspekty podpatrzone u Getafe. A naśladownictwo to najwyższa forma uznania. El Pais wymienia Athletic Bilbao, Deportivo Alaves, Real Valladolid, Leganes, Espanyol, Eibar, Granadę i Osasunę, jako te, które wdrażają u siebie aspekty stylu gry Bordalasa. 

Więcej o: