Sport.pl
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Konflikt w Barcelonie to dopiero początek. "Dyrektor polał benzyną, Messi rzucił zapałkę"

El Pais przedstawia to obrazowo: Barcelona od dawna była magazynem pełnym materiałów wybuchowych. Abidal polał go benzyną, Messi rzucił zapałkę i teraz płonie całe Camp Nou. Do czego doprowadzi ich konflikt? Francuz już został wezwany na dywanik do prezesa. Ale sprawa może mieć dużo poważniejsze konsekwencje.

Zaczęło się od wywiadu, którego Eric Abidal udzielił katalońskiemu Sportowi. Plan był taki, że dyrektor sportowy FC Barcelony spotka się ze znajomym dziennikarzem i w rozmowie z nim uspokoi kibiców, którzy mają pełne prawo być zaniepokojeni ostatnimi wydarzeniami w klubie - zmianą trenera, niedogadaniem się z Xavim Hernandezem, stanem akademii i słabym oknem transferowym, w którym Barca oddawała piłkarzy zamiast kupować. W styczniu nie wyszły zakupy, a na początku lutego wywiad. Nikogo nie uspokoił. Wręcz przeciwnie. - Oglądałem mecze i nie patrzyłem na rezultaty, tylko na grę, taktykę, na to jak pracowali piłkarze, którzy nie grali dużo. Skupiałem się na detalach. Wielu zawodników nie było zadowolonych i nie pracowało zbyt ciężko. Relacje trenera z szatnią były dobre, ale pojawiały się małe problemy z komunikacją wewnątrz drużyny. Jako były zawodnik czuję takie sprawy. Powiedziałem klubowi, co o tym myślę i podjęliśmy decyzję o zmianie trenera - tłumaczył przyczyny zwolnienia Ernesto Valverde.

Zobacz wideo

Messi, który bardzo rzadko publicznie komentuje decyzje klubu, tym razem zareagował już po 87 minutach od publikacji wywiadu. - Uważam, że każdy jest odpowiedzialny za swoje zadania i podejmowanie swoich decyzji. My, piłkarze robimy to na boisku. Pierwsi przyznajemy, kiedy nie zagramy dobrze. Osoby z dyrekcji sportowej również powinny być odpowiedzialne za swoje zadania, a przede wszystkim za podejmowane decyzje. Jeśli mówi się o zawodnikach, trzeba podać nazwiska, bo w innym wypadku niszczy się wizerunek wszystkich i podsyca nieprawdziwe rzeczy - napisał na Instagramie.

Rzadko madryckie i katalońskie media są tak zgodne, jak w przypadku oceny tego konfliktu. AS nazywa Barcelonę "FC Chaos", Marca pisze o "ciosie Messiego", Sport o "tsunami", a Mundo Deportivo o "trzęsieniu ziemi". Dyrektor Barcelony został już wezwany na dywanik do prezesa klubu. Mają się spotkać w środę wieczorem, a sugestie hiszpańskich dzienników są takie, że może się to skończyć zwolnieniem Abidala. Żartuje się, że hasło "coś więcej niż klub", od lat kojarzone z Barceloną, dotyczy Messiego. I jeśli obóz Josepa Bartomeu chce pozostać na kolejną kadencję, musi żyć w zgodzie z Argentyńczykiem.

Potrzebne będą przyspieszone wybory na prezesa, a o zwycięstwie zdecyduje Messi?

Tutaj pojawia się Xavi. Twierdzi, że dostał ofertę prowadzenia Barcelony, a Abidal odpowiada: "To pokaż dowody!". Dodaje, że Xavi na razie ma za małe doświadczenie, by prowadzić tak wielką drużynę. A tych rozmów w Katarze nawet nie warto nazywać negocjacjami. - Po prostu chciałem wysłuchać jego wizji - tłumaczy Abidal. Kibice czują, że legenda klubu jest obrażana, stawiana w złym świetle. Sprawa ma mieć drugie dno: Abidal jest człowiekiem Bartomeu. W 2021 roku mają się odbyć wybory nowego prezesa Barcelony, a jedynym zdeklarowanym kontrkandydatem dla kogoś z obecnego zarządu Barcy gotowego kontynuować wizję Bartomeu, jest dzisiaj Victor Font, przyjaciel Xaviego. W sporze kartą przetargową może być Messi, który już w czerwcu tego roku ma prawo jednostronnie zerwać kontrakt z Barceloną. Pozwala mu na to zapisana w umowie klauzula. Messi dobrze żyje z Xavim, dużo gorzej z Bartomeu i Abidalem, co swoją drogą pokazuje nieudolność zarządu, który zatrudnienie Francuza tłumaczył tym, że będzie miał znakomite relacje z zawodnikami. Messi w tym politycznym sporze stanie więc po stronie Xaviego i Fonta, a szantażując zerwaniem umowy może doprowadzić do ogłoszenia przedterminowych wyborów i zmiany w kierownictwie klubu. Nie byłoby to w Barcelonie nic nowego, bo Bartomeu w 2015 roku sam został wybrany w przyspieszonych wyborach. Zorganizowano je po ujawnieniu nieprawidłowości przy transferze Neymara, by "obniżyć napięcie jakie powstało wokół klubu".

Barcelona działa po omacku. Nie ma planu, nie ma wizji

Co ciekawe, do spotkania Abidala z Bartomeu doszło już w niedzielę przed meczem Barcelony z Levante. I już wtedy zastanawiano się czy Francuz wyjdzie z niego cało po fatalnym oknie transferowym, w którym nie udało mu się sprowadzić zastępcy dla kontuzjowanego Luisa Suareza, ani nikogo kto wzmocniłby ofensywę, za to wypożyczono kilku młodych piłkarzy, choć kadra i tak była bardzo wąska. To sam Abidal miał poprosić o takie spotkanie, bo czuł się niepewnie słysząc o planowanych czystkach w dziale sportowym, którego dyrektorem został po poprzednich czystkach. Ale w poniedziałek katalońskie dzienniki pisały, że Francuz został zapewniony o całkowitym zaufaniu zarządu. Spodziewano się nawet, że pewny siebie Abidal zwoła specjalną konferencję prasową i ukróci dalsze dywagacje mediów. Zamiast tego udzielił wywiadu i wszystko tylko rozgrzebał.

Na domiar złego, tuż po zamknięciu okna transferowego, Ousmane Dembele zerwał ścięgno w prawym udzie i prawdopodobnie nie zagra do końca sezonu, więc Quique Setien został z trzema zdrowymi atakującymi: Messim, Antoinem Griezmannem i 17-letnim Ansu Fatim, któremu ostatnio wiedzie się świetnie, ale nie wiadomo jak poradzi sobie, gdy przyjdzie grać co trzy dni. Alternatywą jest Alex Collado, który dopiero w zeszłym tygodniu zadebiutował w pierwszej drużynie. Po kontuzji Suareza było wystarczająco czasu, by zareagować. Abidal musiał też wiedzieć jak podatnym na kontuzje piłkarzem jest Dembele. Ale zamiast wzmocnić linię ataku, oddał na wypożyczenie Carlesa Pereza. Jeżeli Barcelona udowodni, że Dembele czeka ponad pięciomiesięczna przerwa, będzie mogła wyjątkowo kupić piłkarza na zastępstwo. Tyle, że musi to być piłkarz z ligi hiszpańskiej, a to brutalnie ogranicza wybór.

To nie pech doprowadził do tej sytuacji, a nieporadność Abidala, który na razie zupełnie nie broni się na dyrektorskim stanowisku i potwierdza słuszność tych wszystkich obaw, które pojawiły się już w momencie jego zatrudniania. Mówiono, że to zagrywka Bartomeu mająca poprawić PR. Że to poniekąd próba uhonorowania Abidala po tym, jak będąc piłkarzem odszedł bez właściwego pożegnania.

Miał być w cieniu Pepe Segury - właściwego dyrektora sportowego, czuwającego nad rozwojem całego klubu: akademii, Barcy B i pierwszego zespołu. Bartomeu zwolnił go w wyniku wewnętrznych wojenek, a następcy nie znalazł. Obowiązki rozłożył na Abidala, który zajął się dorosłymi i Patricka Kluiverta, zatrudnionego do opieki nad drużynami młodzieżowymi. Obaj bez większego doświadczenia, bez sukcesów po zejściu z boiska. Wciąż słyszą te same zarzuty, co ich poprzednicy: Robert Fernandez i wspominany z coraz większym rozrzewnieniem Andoni Zubizarreta. Gdy Zubizarreta był zwalniany, nikt nie płakał. Tłum tego chciał, a Bartomeu, ubiegający się wtedy o pozostanie prezesem, wykorzystywał każdą okazję, by zwiększyć swoje poparcie. Dlatego niewykluczone, że z Abidalem zrobi to samo.

Nieudane transfery, rozstanie z trenerem i pogrążający wywiad

Barcelona od kilku lat wydaje się działać bez żadnej wizji. Pod koniec zeszłego roku, dziennik El Pais pisał, że celem Barcy na zimowe okno transferowe jest zarobienie 120 milionów euro. Głównie ze sprzedaży Vidala i Rakiticia, by wchodzący do zespołu Riqui Puig i będący w nim od dłuższego czasu Carles Alena, mogli częściej pojawiać się na boisku. Efekt? Barcelona nie sprzedała żadnego piłkarza, a jedynie wypożyczyła Alenę, Moussę Wague, Carlesa Pereza i Jeana-Claira Todibo.

Krytykowane, choćby przez Pepa Guardiolę, były też okoliczności zwolnienia Valverde. Abidal latał po świecie, rozmawiał z kandydatami na nowego trenera, o wszystkim pisały media, a Valverde w tym zgiełku wciąż prowadził treningi. Francuz zdradził w wywiadzie dla Sportu, że decyzja o zwolnieniu trenera zapadła po zremisowanym klasyku z Realem Madryt, a więc 18 grudnia. Setien został nowym trenerem dopiero 13 stycznia. - Szkoda mi Ernesto, nie zasługuje na takie traktowanie - mówił trener Manchesteru City. A do tego dochodzą kolejne nieudane transfery: tych najdroższych - Philippe Coutinho oraz Ousmane Dembele i tych do uzupełnienia składu jak Malcom, Lucas Digne, Paco Alcacer, Junior Firpo czy Kevin-Prince Boateng. Poza tym: brak szansy dla wychowanków, oddawanie ich lekką ręką do innych klubów, najczęściej za niewielkie pieniądze, wciąż uwiera kibiców. A ciągłe eksperymentowanie z trenerami, część nazywa wprost - marnowaniem najlepszych lat Messiego.

Abidal potwierdził to, co dało się dostrzec z zewnątrz: że drużynie brakowało motywacji, że w niektórych meczach była rozkojarzona, że Valverde przestał na nią wpływać. Ale Messi też miał się do czego przyczepić. Uderzył w Abidala pisząc: "Osoby z dyrekcji sportowej również powinny być odpowiedzialne za swoje zadania i przede wszystkim za podejmowane decyzje". Wygląda to na rewanż: ty oskarżasz nas, to ja jako kapitan oskarżę ciebie. Ty publicznie? To ja też publicznie. Taka narracja i bezpośredniość Abidala oraz moment i okoliczności tego wywiadu nie mogły przynieść niczego dobrego. To dopiero pierwszy odcinek. Ciąg dalszy nastąpi.

Więcej o: