Niewypał transferowy Realu Madryt. "Oglądam siebie i myślę, co poszło nie tak"

Luka Jović przechodził latem do Realu Madryt z łatką jednego z najlepszych piłkarzy poprzedniego sezonu Bundesligi. Pierwsze miesiące Serba w stolicy Hiszpanii podsumować można jednak tylko jednym słowem: zawód.

Luka Jović od sierpnia rozegrał w barwach nowego klubu dwadzieścia jeden spotkań, ale w pierwszym składzie rozpoczął jedynie osiem. Jeśli dodamy do tego, że w pełnym wymiarze czasowym zaliczył zaledwie jeden mecz (wrześniowy przeciwko Osasunie), a goli ma na swoim koncie tyle samo, co pełnych spotkań, łatwo zrozumiemy, że proces adaptacji napastnika w nowej drużynie nie przebiega płynnie. Zdaje sobie z tego sprawę także sam zainteresowany.

- Szczerze mówiąc, nie jestem zadowolony z tego, jak gram w tym sezonie. Oglądam nagrania moich meczów sprzed roku i zastanawiam się, co poszło nie tak - wyznał niedawno Serb w rozmowie z radiem COPE. 

WIDEO: "Czas Setiena w Barcelonie jest ograniczony. To trener bez planu B"

Zobacz wideo

Królewski rok uwieńczony transferem do Realu Madryt

W Eintrachcie Frankfurt, w którym Jović spędził na wypożyczeniu z Benfiki poprzedni sezon, był absolutnie pierwszoplanową postacią. Z zespołem dotarł do półfinału Ligi Europy, w której był drugim najlepszym strzelcem rozgrywek - o jednego gola więcej, jedenaście, zgromadził  jedynie Oliver Giroud z Chelsea. W Bundeslidze również radził sobie świetnie, w trzydziestu dwóch meczach notując siedemnaście trafień i sześć asyst. Liczby imponujące. Nic dziwnego, że Eintracht zdecydował się skorzystać z zapewnionej sobie wcześniej możliwości wykupienia Serba z Benfiki.

We Frankfurcie stało się jasne, że Jovicia nie zatrzymają, ale mogą na nim dobrze zarobić. I tak też się stało. Niemcy za atakującego zapłacili zgodnie z zawartą przed sezonem z Benfiką umową siedem milionów euro (Portugalczycy nie sądzili, że jego talent wystrzeli tak wysoko, stąd niska kwota odstępnego). Niedługo później Jović siedział już w samolocie do Madrytu, a do klubowej kasy Eintrachtu trafiło od sześćdziesięciu do siedemdziesięciu milionów euro. - Mój agent zadzwonił do mnie i powiedział o zainteresowaniu Realu Madryt. Odpowiedziałem, żeby nie żartował sobie ze mnie. Gdy odpowiedział, że jest oferta, to od razu powiedziałem "tak", bo największy zespół na świecie dzwoni do ciebie tylko raz - stwierdził w rozmowie z "Marką".

Cień Benzemy

Dlaczego zatem Serb nie potrafi od miesięcy nawiązywać formą do okresu spędzonego w Bundeslidze? Przede wszystkim Jović ma duże problemy z dostosowaniem się do systemu gry Realu. W Eintrachcie wraz z Sebastienem Hallerem i Ante Rebiciem tworzył najgroźniejszy ofensywny tercet ligi, a co najważniejsze, mógł grać jako klasyczny środkowy napastnik. W Niemczech był lisem pola karnego, a z Hallerem i Rebiciem rozumiał się bez słów. Cała trójka latem została sprzedana przez Eintracht i każdy z nich po zmianie otoczenia ma problemy z wejściem na poziom z poprzedniego sezonu.

Na dodatek w Realu konkurentem Serba w walce o miejsce w wyjściowej jedenastce jest weteran Karim Benzema. 32-letni Francuz przeżywa właśnie w Madrycie drugą młodość. Jest jednym z liderów zespołu (strzelił osiemnaście goli i zaliczył siedem asyst), ale przede wszystkim idealnie odnajduje się w taktyce preferowanej przez Zinedine'a Zidane'a. Nie jest tajemnicą, że szkoleniowiec zawsze był wielkim fanem umiejętności swojego rodaka. Benzema świetnie czuje się zarówno w samym polu karnym, jak i w sytuacji, kiedy musi cofnąć się i rozegrać piłkę, robiąc przy okazji więcej przestrzeni kolegom na skrzydłach.

Inspiracją Lewandowski

Jović to inny typ napastnika, ale jeśli chce osiągnąć w stolicy Hiszpanii sukces, będzie musiał zmienić swój styl gry. Dla Serba to czas weryfikacji jego umiejętności i elastyczności jako piłkarza. Jeśli będzie potrafił zrobić to, co Robert Lewandowski w czasie swojej pracy z Juergen Kloppem w Borussii Dortmund, jest dla niego przyszłość w Madrycie. Jeśli nie, jego przygoda z Królewskimi skończy się równie szybko jak zaczęła. 

Więcej o: