Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Zinedine Zidane wygrywa trofeum co 27 meczów. A i tak słyszy, że po prostu ma szczęście

Jeśli Real Madryt gra słabo i przegrywa, jest to wina Zidane'a. Jeśli wygrywa kolejne puchary, jest to zasługa wszystkich, tylko nie Zidane'a. Prawdopodobnie najbardziej niedocenianego trenera na świecie.

Wrócił do Realu Madryt w momencie, gdy nikt temu zespołowi nie ufał. Gdy wydawał się wypalony, podstarzały, nasycony zwycięstwami, pozbawiony lidera w ataku, niezorganizowany w defensywie, nudzący się kibicom. To był marzec zeszłego roku. Królewscy w dwa tygodnie przegrali ligę, odpadli z Pucharu Króla i Ligi Mistrzów. Dziesięć miesięcy później jego zespół wygrał Superpuchar Hiszpanii, choć do Arabii Saudyjskiej poleciał bez najlepszego strzelca, najważniejszego letniego transferu i skrzydłowego, który w formie nadal może wiele dać. Real wciąż ma problemy, ale znów wygrywa.

Zobacz wideo

Wrócił Zizou, wróciły trofea. Superpuchar Hiszpanii na początek

Trwała przerwa przed konkursem rzutów karnych. Piłkarze Realu ustawili się w kółku, w środku był Sergio Ramos, który potwierdzał zgłoszenia chętnych do wykonywania jedenastki: Mariano nie chciał uderzać jako pierwszy, zgodził się Carvajal, kolejny był Modrić, Kroos zaproponował Rodrygo, strzelać chciał też Vinicius Junior, ale jego nikt nie zauważył. Ramos, mimo kontuzji kostki, był pewniakiem. Zidane stał nieco z boku i obserwował ustalenia swoich piłkarzy. Nie wtrącał się, pozwolił im zdecydować. Strzelali bezbłędnie i Real Madryt wygrał. Dziewiąty z dziewięciu finał z Zidanem na ławce.

Być może ta sytuacja wyjaśnia, dlaczego Zizou nie jest doceniany przez kibiców. Łatwiej zauważyć szalejącego przy linii Antonio Conte, dynamicznie gestykulującego Pepa Guardiolę czy przemawiającego z wielką pasją Juergena Kloppa. Ich wpływ na mecz wydaje się przez to większy i na liście zasług za trofeum nie giną gdzieś na końcu. Zidane wierzy, zgodnie z francuską myślą trenerską, że piłkarz musi mieć cechę wiodącą, czymś się wyróżniać. Może z trenerami jest podobnie? Thibaut Courtois miał szczęście pracować z najlepszymi. I tak o nich opowiadał w wywiadzie dla Marki: - Pamiętam energię Simeone i sposób motywacji. Dzięki niej wszyscy przekraczaliśmy nasz najlepszy poziom i dlatego wygraliśmy ligę. Taktycznie też był świetny. Mourinho był bardzo wymagający. To trener zwycięzca, co zawsze jest dobre. Wygrywanie to jego znak rozpoznawczy, wystarczy spojrzeć, ile ma tytułów. U Conte imponuje sposób w jaki patrzy i przeżywa futbol. Zawsze doskonale wiedzieliśmy, co mamy robić na boisku. To funkcjonowało automatycznie - wymieniał, aż przeszedł do scharakteryzowania Zidane’a: - Jest najbardziej kompletny - podkreślił. - Ma zmotywowaną całą drużynę. To coś bardzo ważnego, bo angażuje cały skład, wszyscy go uważnie słuchają.

Nie było go niecałe dziesięć miesięcy, a Florentino Perez zdążył zwolnić dwóch trenerów. Zresztą, Zidane jest jedynym w ostatniej dekadzie, który nie został wyrzucony. Odszedł dobrowolnie. Musiał wrócić, żeby wróciła normalność. Wygrywanie, które jednak zaskakująco szybko powszednieje, gdy Zidane jest już w klubie. Tak wtedy, gdy musiał ratować sezon po Rafie Benitezie, tak i teraz nie miał łatwego zadania. Rewolucja wydawała się konieczna. Nie było już Cristiano Ronaldo, Luka Modrić, Toni Kroos i Marcelo mieli za sobą najsłabszy sezon od lat, Vinicius Junior wymagał, i wciąż wymaga, doszlifowania, a obrona straciła najwięcej bramek od dziesięciu lat. A Zidane zaczął aż nadto spokojnie, zaufał tym samym piłkarzom, dodał tylko trzech nowych i już przy pierwszej okazji zdobył trofeum. W dość kontrowersyjnych okolicznościach, bo gdyby nie reforma rozgrywek o Superpuchar Hiszpanii, to Real nie miałby szans go zdobyć, a finał Barcelona - Valencia oglądałby w telewizji. Ale fakty są takie: nie było Zizou, nie było trofeów. Jest Zizou, są trofea.

Co łączy Zinedine’a Zidane’a piłkarza i trenera?

Mimo sukcesów, wciąż jest trenerem nieodkrytym. O jego sposobie pracy z drużyną nadal wiemy niewiele. Nie zdradza się na konferencjach prasowych, które można właściwie sprowadzić do dwóch słów: "postawa" i "równowaga". Emanuje spokojem, nawet gdy Realowi nie idzie. Niektórzy hiszpańscy dziennikarze narzekają, że na konferencjach z Zidanem nie da się merytorycznie porozmawiać o piłce. Jorge Valdano zauważył jednak, że to wspólna cecha Zidane’a trenera i Zidane’a piłkarza. "Nie było zawodnika, który tak mało by mówił, a tak wiele robił na boisku". Francuz nie szuka wśród dziennikarzy partnerów do dyskusji. - Jaka jest sytuacja niegrających Brahima i Mariano? Przykro mi, nie powiem wam, o czym z nimi rozmawiam. Ważne, że oni wiedzą co robić. Interesują mnie nasze stosunki - mówił na ostatniej konferencji prasowej.

Kiedyś stwierdził, że taktyka jest niczym. I znów Valdano opisał to w El Pais: "Rzeczywiście, Zidane nie ma taktycznej obsesji i stawia na wiarę w talent i zdrową współpracę zawodników. Wierzy, że nastrój w szatni ma wielkie przełożenie na organizację gry, bo wpływa na zaangażowanie, solidarność i spontaniczność najlepszych piłkarzy. Zostawia im swobodę, twierdząc, że dzięki temu dadzą drużynie więcej niż wyuczone na pamięć schematy rozegrania. Najprostsze rozwiązania uważa za najlepsze. Dobrze żyje z piłkarzami. Powtarza, że na koniec to oni ratują albo zatapiają trenerów". - Umiał czekać - podkreśla Valdano. - Od początku wierzył w swoich piłkarzy, pozostawał spokojny i przywrócił im pewność siebie.

Zidane w dużej mierze polega na swoim instynkcie, ale wystarczy obejrzeć nagranie z przerwy finału Ligi Mistrzów w Cardiff, gdy w cztery minuty bardzo konkretnymi wskazówkami odmienił mecz i w drugiej połowie zdeklasował Juventus. Ta przerwa pokazała kibicom Zidane’a, jakiego nie znali: najpierw wyszedł z szatni i dał piłkarzom kilka minut na dyskusję między sobą. Mogli się wygadać, podzielić opiniami i odpocząć. A gdy już wrócił, stanął na samym środku i nie uciekał w motywacyjne hasła o walce i historycznej szansie na obronę tytułu Ligi Mistrzów. Nie krzyczał. Mówił niemal wyłącznie o wnioskach z pierwszej połowy i taktyce na drugą.

"Najważniejsze: musimy grać agresywniej w obronie. Ale w pozytywnym znaczeniu, nie chodzi o łapanie kartek. Ważne jest wyczucie czasu, żeby być blisko rywala i być jeszcze bardziej agresywnym w momencie, kiedy mamy piłkę. Juve gra systemem 4-4-2 z wysuniętym Dani Alvesem oraz Mario Mandzukiciem. Musimy grać tak samo, żeby oni też poczuli nasz pressing. Kiedy się bronimy, Isco musi schodzić na lewą stronę. Kiedy mamy piłkę, grajmy cierpliwie, szybko i szeroko. Marcelo i Dani Carvajal muszą grać trochę wyżej. Mając piłkę musimy ją przetrzymywać. Najpierw Dani i Marcelo, a potem Luka i Isco. Musimy grać podaniami w taki sposób w jaki trenowaliśmy w ostatnim tygodniu. Z jednej strony przerzut na drugą. To jest finał, trzeba dać z siebie wszystko, mając w głowie, że gol zawsze padnie." W tym samym czasie, w szatni Juventusu, Leonardo Bonuccii miał spoliczkować Paulo Dybalę, a Dani Alves narzekać na formę kolegów. Po przerwie Real zdobył trzy bramki, Juventus żadnej i skończyło się 4:1.

Najszczęśliwszy trener świata

Momentami umyka, jak wiele problemów w tym sezonie musiał rozwiązać Zidane. Zaczęło się od fatalnej gry w okresie przygotowawczym, równolegle media żyły Garethem Balem - jego podejściem do zawodu i możliwym odejściem z Realu Madryt. Zdarzały się konferencje prasowe, na których trener był pytany niemal wyłącznie o Walijczyka. Później przyszły kontuzje kolejnych piłkarzy. Rekordowa liczba urazów. Wysoka porażka w Paryżu. Coraz więcej plotek o zwolnieniu. Jeszcze w październiku w Hiszpanii pisało się, że do klubu wrócił inny Zidane niż ten, który z niego odchodził kilka miesięcy wcześniej.

Po powrocie wydawał się wręcz za spokojny. Zbyt przywiązany do piłkarzy i żyjący przeszłością, by dowodzić rewolucją. Był krytykowany, gdy po porażce 3:7 w sparingu z Atletico Madryt, powiedział, że ma bardzo dobrych piłkarzy, świetny zespół, który musi po prostu odpocząć. To brzmiało jak lekceważenie problemu. Na początku sezonu Real tracił punkty, miał spore wahania formy. Ale od połowy października można mówić o stabilizacji. Real nie przegrał od szesnastu meczów i potwierdził dobrą formę zdobyciem Superpucharu.

Zidane wciąż musi mierzyć się ze sugestiami, że sukcesy zawdzięcza szczęściu. W piątek, dzień przed meczem z Sevillą usłyszał to od jednego z dziennikarzy. "Jako piłkarz byłeś kojarzony z magią. Jako trener jesteś kojarzony ze szczęściem". - Cóż, mam szczęście w życiu. Każdego dnia, więc muszę podziękować za to, co dostaję. Ale staram się robić dobre rzeczy i na to pracuję. Możesz mówić, że mam szczęście. Jeśli według ciebie nie mam niczego poza szczęściem, to okej, nie mam z tym problemu, akceptuję to - odpowiedział całkiem spokojnie.

Z takimi zarzutami spotykał się nawet, gdy wygrywał trzy finały Ligi Mistrzów z rzędu. Bo pierwszy dopiero po serii rzutów karnych, a trzeci przez błędy Lorisa Kariusa i kontuzję Mohameda Salaha. Nawet podczas serii czterdziestu meczów bez porażki, podczas pierwszej kadencji, słyszał, że to szczęście. Ale to już Kazimierz Górski tłumaczył, że jak się szczęście zaczyna powtarzać, to już szczęściem nie jest.