Sport.pl
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Jeden z najdroższych piłkarzy w historii na razie zawodzi. Nudny, frustrujący, rozczarowujący

Joao Felix, za którego Atletico Madryt zapłaciło latem aż 126 milionów euro, w nowym klubie na razie rozczarowuje. Nie inaczej było w czwartkowym meczu przeciwko Barcelonie w Superpucharze Hiszpanii.

Druga połowa meczu Barcelony z Atletico (2:3) w Superpucharze Hiszpanii była niezwykła, szalona. Zespół Diego Simeone, który w 46. minucie objął prowadzenie 1:0, kwadrans później przegrywał 1:2 i wiele wskazywało na to, że w starciu z Katalończykami się nie podniesie. Drużyna Ernesto Valverde prowadziła i wydawało się, że kwestią czasu są jej kolejne gole. A jednak w niedzielnym finale przeciwko Realowi zagra Atletico, które w końcówce, w ciągu pięciu minut, zdobyło dwie kluczowe bramki.

Drużyna Simeone pokonała Barcelonę po walce, którą zapamiętamy na długo. Tego samego powiedzieć nie można jednak o napastniku Atletico - Joao Felixie. Portugalczyk, za którego madrytczycy zapłacili latem 126 milinów euro, bardziej pasował do meczu, który oglądaliśmy przed przerwą. Nudnego, frustrującego, rozczarowującego. Felix na razie właśnie taki jest w Atletico i nie inaczej było w czwartkowy wieczór w Dżuddzie.

Joao Felix słaby przeciwko Barcelonie

Był moment nadziei na to, że 20-latek obudzi się w drugiej połowie tak samo jak jego koledzy. To Felix zapoczątkował akcję bramkową Atletico w 46. minucie. Portugalczyk znakomicie utrzymał się przy piłce i podał ją do Angela Correi, który zaliczył asystę przy golu Koke.

Na tym pozytywy w grze Felixa jednak się kończą. Portugalczyka z meczu przeciwko Barcelonie zapamiętamy bardziej z sytuacji w 77. minucie. Wtedy to Correa nie pokonał Neto w sytuacji sam na sam, a dobijający Felix trafił wprost w Sergiego Roberto, chociaż przed sobą miał całą bramkę. Na szczęście dla obu piłkarzy Atletico chwilę później sędzia odgwizdał jednak spalonego.

Nie zmienia to jednak faktu, że Felix należał do najsłabszych piłkarzy "Los Colchoneros". Portugalczyk snuł się po boisku ze spuszczoną głową, na zbliżeniach wyglądał jakby myślami był zupełnie gdzie indziej. Upust swojej frustracji młody gwiazdor dał pod koniec pierwszej połowy, gdy wdał się w kłótnię z Jordim Albą. Schodząc na przerwę starł się też z Leo Messim i Luisem Suarezem.

Felix skończył mecz bez strzału i odbioru, z 75-procentową skutecznością podań, jednym (z dwóch) udanym dryblingiem i jedną stratą. Marnie, znowu.

"Kupili go, by strzelał gole i mu na to nie pozwalają"

Występ Portugalczyka przeciwko Barcelonie na pewno nie uspokoi nerwowej atmosfery wokół niego. Piłkarz, który miał zastąpić w Atletico Antoine'a Griezmanna i wznieść drużynę na wyższy poziom, strzelił w tym sezonie raptem cztery gole w 20 meczach. W lidze po raz ostatni trafił we wrześniowym meczu z Majorką (2:0).

Hiszpańscy dziennikarze nie przestają zadawać pytań o formę Felixa i moment, w którym Atletico będzie miało z niego pożytek wprost proporcjonalny do wydanych pieniędzy. Tego na razie jednak nie widać, a w mediach pojawiają się kolejne spekulacje na temat samopoczucia Portugalczyka w Madrycie.

- Teraz widzę, jak bardzo szczęśliwy byłem w Benfice. Planuje wrócić tam pewnego dnia i zostawić po sobie swój ślad - tak Felix wypowiedział się ostatnio na łamach "Mundo Deportivo".

Napastnik Atletico ma być niezadowolony ze swojej roli w drużynie. Kłopoty sprawia mu przede wszystkim przystosowanie się do taktyki Simeone, który oddanie dla drużyny i żelazną konsekwencję w grze defensywnej stawia ponad indywidualne umiejętności swoich gwiazd. Cholismo ma być jego zmorą.

"Felix uważa, że w swoim polu karnym przebywa częściej niż w tym rywala. A gdy do dotrze pod bramkę przeciwnika, czuje się wykończony. Kupili go, by strzelał gole i mu na to nie pozwalają" - napisał hiszpański dziennikarz, Josep Pedrerol.

Zawierzyć Cholo

- Każdy zawodnik ma inną osobowość, każdy potrzebuje różnej ilości czasu. Staramy się sprawić, by każdy z nich poczuł w Atletico entuzjazm i emocje, ponieważ oprócz talentu potrzebują także zaangażowania. Gdy poczujesz, że grasz dla Atletico, reszta rzeczy przychodzi naturalnie. Tak jak to było w przypadku Savicia, czy Koke - mówił Simeone na konferencji prasowej przed meczem z Barceloną.

Argentyńczyk na razie broni Felixa, jednak zaznacza też, że oczekuje od niego większego zaangażowania dla drużyny. Tak jak w niedawnych meczach z Villarrealem (0:0) i Realem Madryt (0:0), kiedy mimo braku goli, Portugalczyk rozgrywał naprawdę obiecujące zawody, będąc najaktywniejszą postacią w ofensywie Atletico.

Dotarcie i wybudzenie Felixa z letargu może być jednym z najważniejszych i zarazem najtrudniejszych zadań w trenerskiej karierze Simeone. Argentyńczyk zdaje sobie sprawę z potencjału napastnika kupionego za ogromne pieniądze, jednak z drugiej strony on sam musi zrozumieć, że klucz do sukcesu w Atletico tkwi w zawierzeniu Simeone i jego zasadom.

– On już się nie uwolni od odpowiedzialności, jaka wiąże się z kwotą, którą klub za niego zapłacił. To nie jest istotne, czy ma 18, 20 czy 28 lat. Znaczenie w tej chwili ma tylko jego talent i odpowiedzialność, którą musi udźwignąć. Ta odpowiedzialność spoczywa na całym klubie. Wydali tyle pieniędzy, że nie mają wyjścia – są skazani, by walczyć o triumf na dwóch frontach. Muszą walczyć i w lidze, i w Lidze Mistrzów. Wcześniej nic takiego na tym klubie nie ciążyło. Teraz jest inaczej. Czas skończyć się asekurować i powiedzieć wprost: „To nasz czas. Jesteśmy tu, jesteśmy wielcy i gramy o zwycięstwo” - mówił przed sezonem Jose Mourinho.

Słowa Portugalczyka na razie okazują się prorocze. Simeone na pewno da jeszcze czas Felixowi, ale kto wie, czy ten nie podzieli losu m.in. Mario Mandżukicia czy Jacksona Martineza, których argentyński trener pożegnał bez żalu. Rekordowe w skali Atletico 126 milionów euro nie będzie miało dla Simeone większego znaczenia. Najważniejsza dla niego jest przecież drużyna.

Więcej o: