Sport.pl
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Najgorsza Barcelona od dwunastu lat. Tak źle jak u schyłku Ronaldinho, Deco i Rijkaarda

Barcelona od dwunastu lat nie miała tak mało punktów po połowie ligowego sezonu. W sobotę zremisowała w derbach z Espanyolem, dzięki czemu Real Madryt po zwycięstwie nad Getafe znów jest współliderem La Liga.

Ostatni raz 40 punktów po 19 kolejkach Barcelona miała w sezonie 2007/2008 u schyłku Franka Rijkaarda, Ronaldinho i Deco. Wtedy była siedem punktów za Realem Madryt, dzisiaj jest równo z nim, bo Królewscy też dalecy są od ideału. Ale w ich przypadku widać chociaż cień nadziei na poprawę. Odkryciem jest Fede Valverde, a do formy wracają Modrić, Kroos i Courtois. Barca natomiast się nie rozwija, od początku sezonu ma te same problemy i wciąż w nich tkwi. W lidze jest najgorzej od lat, styl nie porywa od miesięcy, a za kilka tygodni wróci Liga Mistrzów z fazą pucharową. Z nią koszmary: Rzym i Liverpool. I pytania: co jeszcze musi się stać, żeby odszedł Ernesto Valverde? Czy Barcelonie nie szkoda czasu? Messi wieczny nie będzie.

Zobacz wideo

Nowy rok, stara Barcelona

Po Rijkaardzie przyszedł Pep Guardiola i w trzech kolejnych sezonach Barcelona miała na półmetku 50, 49 i 52 punkty. Za każdym razem zdobywała mistrzostwo. Nawet w ostatnim, nieudanym sezonie, była o cztery punkty lepsza od drużyny Valverde. Rekordowo - za kadencji Tito Vilanovy - potrafiła zebrać aż 55 punktów! Nawet za Gerardo Martino było 50 punktów. Teraz jest 40.

Różnica bierze się przede wszystkim z meczów wyjazdowych. Barca przeciętnieje poza Camp Nou. W tym sezonie wygrała tylko cztery spotkania na wyjeździe, trzy zremisowała i trzy przegrała. Zdobyła 15 z 30 punktów. W sobotę zagrała na stadionie ostatniego w lidze Espanyolu. Przed derbami gospodarzom nie dawano szans. "Sam Messi strzelił więcej goli niż cały Espanyol" - porównywało Mundo Deportivo. Ale na murawie tej różnicy nie było widać. Abelardo, trener gospodarzy, rozpracował rywali. Uczulił swoich zawodników na straty w środku pola, bo przejęcia i szybkie kontry są jedną z nielicznych broni, które pozostały Barcelonie. Poza tym jest jednowymiarowa i jeśli swojego dnia nie ma Messi, to przy odpowiedniej koncentracji w obronie można ją zatrzymać. Od dawna nie wsadza już obrońców rywali na karuzelę, od której w końcu zaczynało się kręcić w głowie i o błędy w ustawieniu było łatwiej. 

I to wszystko, co Abelardo założył, się sprawdziło. Barca miała piłkę, ale nic z tego nie wynikało - w pierwszej połowie oddała tylko jeden celny strzał. Dopiero wprowadzony po przerwie z ławki Arturo Vidal, piłkarz najmniej "barceloński" jak tylko można to sobie wyobrazić, odmienił grę zespołu. Valverde trafił ze zmianą, bo Chilijczyk wyprowadził Barcę na prowadzenie, po tym jak chwilę wcześniej wyrównał Luis Suarez. Goście zdążyli uporządkować spotkanie, ale od razu zaczęli z powrotem robić bałagan. Najpierw Frenkie de Jong dostał pierwszą w karierze czerwoną kartkę, później jego koledzy oddali piłkę rywalom, a w 88. minucie tego pożałowali, bo zwycięstwo odebrał im Wu Lei.

Real Madryt nie wpadł w pułapkę

Strata punktów była tym bardziej bolesna, że kilka godzin wcześniej zwycięstwo wywalczył Real Madryt, który w trudnym meczu z Getafe potrafił aż trzy razy trafić do siatki. Trener Jose Bordalas, stwierdził, że wynik był zbyt wysoki i nie oddaje tego, co działo się na boisku. Rzeczywiście, przez większość spotkania to jego piłkarze mieli przewagę: grali niezwykle agresywnym pressingiem i stworzyli więcej sytuacji. Królewscy bardzo długo nie mogli przeprowadzić składnej akcji: pierwszą i drugą bramkę Rafael Varane zdobył po stałych fragmentach gry. Dopiero gol Luki Modricia w 96. minucie padł po świetnej zespołowej kontrze. 

Po drodze Thibaut Courtois kilka razy uratował swój zespół. Świetnie bronił strzały z dystansu i z bliska. Oddawane nogą i głową. „Powątpiewano czy jest bramkarzem, który potrafi wygrywać wielkie mecze. Z Getafe rozegrał pierwsze spotkanie, w którym był decydujący i zaliczył trzy cudowne interwencje. Nikt nie może podważać jego wpływu na to zwycięstwo" - podkreśliła Marca. Dziennik w meczowej relacji określił Courtoisa "kolosem". W ostatnich dwunastu meczach aż dziewięć razy zachowywał czyste konto. Pokonali go jedynie piłkarze Realu Sociedad, PSG i Valencii. Zidane stwierdził po sobotnim spotkaniu, że ma najlepszego bramkarza na świecie. "Ligę wygrywa się właśnie takimi meczami. Spotkanie z Getafe było pułapką. W takich starciach trzeba być przede wszystkim praktycznym i skutecznym. Plan został wykonany doskonale" - spuentował madrycki dziennik.

Zreformowany Superpuchar Hiszpanii

W następnym tygodniu najlepsze hiszpańskie drużyny polecą do Arabii Saudyjskiej, by walczyć o Superpuchar Hiszpanii. Marca nawiązała do tego już na niedzielnej okładce pisząc o "SUPERLIDZE". Real, Valencia i Atletico, które powalczą o to trofeum, wygrały przed wyjazdem swoje ligowe mecze. Barca tylko zremisowała. W tym roku o Superpuchar po raz pierwszy będą walczyć cztery zespoły. Nie na początku sezonu - a w środku. Nie w Hiszpanii - a w Arabii Saudyjskiej. 

Najpierw Real Madryt zagra z Valencią, a Barcelona z Atletico w półfinałach. Zwycięzcy awansują do zaplanowanego na 12 stycznia finału. W Hiszpanii reforma rozgrywek jest coraz bardziej krytykowana. Przede wszystkim pomysł grania z dala od domu. Chodzi o atmosferę - Mundo Deportivo poinformowało, że Atletico na półfinałowy mecz z Barceloną sprzedało tylko 50 biletów. Koszt lotu z Madrytu do Rijadu, stolicy Arabii Saudyjskiej, to około 700 euro. Dziennikarze wyliczyli, że cały wyjazd dla jednej osoby to koszt około 1900 euro. I to bez uwzględniania ceny biletu na mecz, które zdecydował się pokryć klub w dowód wdzięczności dla tych 50 chętnych kibiców. 

Więcej o: