Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Sensacyjny beniaminek rewelacją ligi hiszpańskiej. Szaleli na rynku transferowym, teraz prowadzą w tabeli

- Wiara tworzy nowe możliwości - mówi Diego Martinez, trener Granady CF. Rewelacyjny beniaminek zaskakuje w tym sezonie Primera Division, zajmując obecnie pierwsze miejsce w tabeli. Pokonał juz Barcelonę, a na rozkładzie ma także pięciu innych rywali, w tym Betis pokonany w niedzielę 1:0. Wiara, o której mówi trener największej sensacji ostatnich tygodni może dać Andaluzyjczykom coś więcej, niż tylko walkę o utrzymanie.

Była 2. minuta wrześniowego spotkania Granady z FC Barceloną, kiedy trybuny stadionu Nuevo Los Cármenes eksplodowały z radości. Ramon Azeez dostał znakomite dośrodkowanie od jednego z partnerów i z bliskiej odległości wpakował piłkę do siatki mistrzów Hiszpanii. Na tym piłkarze beniaminka, który sensacyjnie prowadził przez chwilę w tabeli hiszpańskiej ekstraklasy, jednak nie poprzestali. Mimo że mieli niecałe 30 proc. posiadania piłki, to stwarzali groźniejsze sytuacje. W drugiej połowie, po jednej z nich wywalczyli rzut karny, którego na gola zamienił Alvaro Vadillo. Gospodarze utrzymali prowadzenie do końca meczu, notując niespodziewane zwycięstwo.

Wówczas Granada grała z Barceloną po chwilowym prowadzeniu w tabeli. Teraz na pierwszym miejscu jest znowu, bo poza mistrzami Hiszpanii, ograła także pięciu innych rywali, dokładając do tego dwa remisy. Skazywany na porażki beniaminek, gorszy od przeciwników był tylko dwa razy, gdy przegrywał z Realem Madryt (2:4) i Sevillą (0:1).

Być jak kameleon

- Jestem niezwykle zadowolony z moich zawodników, którzy zrobili coś bardzo trudnego. Jestem z nich dumny, bo wiem, że gra na tak dużym poziomie koncentracji nie jest łatwą rzeczą – mówił Diego Martinez, trener Granady po jednym ze zwycięstw. - Niezależnie od tego, czy gramy u siebie czy na wyjeździe, nie możemy się bać. Musimy być jak kameleon, musimy umieć dostosować się do warunków gry z każdym rywalem, a przede wszystkim wierzyć, że możemy wygrać – dodawał.

Porównanie do kameleona okazało się bardzo trafne, bo Granada rzeczywiście niezwykle skutecznie potrafi zmieniać nastawienie i styl. W meczach na początku sezonu drużyna Martineza wychodziła na boisko z odwagą i chęcią ofensywnej gry, niezależnie od tego, kto był jej przeciwnikiem. Później Andaluzyjczycy zaczęli grać jednak bardziej zachowawczo, co zresztą było widać w statystykach kilku spotkań. W tym sensacyjnie wygranym z Barceloną mieli niecałe 30 proc. posiadania piłki. W niedzielnym starciu z Betisem (1:0) ledwo przekroczyli 30 proc. Ważne jest jednak to, że tak małe posiadanie piłki nie przeszkadza im w stwarzaniu zagrożenia pod bramką przeciwnika. Beniaminek średnio na mecz oddaje prawie 12 uderzeń na bramkę rywala, co w tej statystyce daje mu miejsce w ligowej czołówce. Znajdzie się oczywiście kilka drużyn z lepszą statystyką (Real - 19,5, Barcelona - 16,6, Atletico - 13,2), ale te drużyny mają dużo większy procent posiadania piłki w swoich spotkaniach.

Częste strzały nie przekładają się jednak tylko na dobrze wyglądające statystyki. Przede wszystkim przynoszą bowiem bramki takie jak ta, którą w meczu z Celtą Vigo z kibicami nowego klubu przywitał się Yangel Herrera, wypożyczony przed sezonem z młodzieżowej drużyny Manchesteru City.

 

(Za) bardzo aktywni w oknie transferowym

Wspomniany Herrera to zresztą nie jedyny nowy piłkarz Granady. Latem do zespołu beniaminka Primera Division dołączyło bowiem aż 11 nowych zawodników. Najwięcej kosztowali Darwin Machis (skrzydłowy Udinese), Domingos Duarte (obrońca Sportingu) oraz Yan Brice (pomocnik Sevilli), za których łącznie zapłacono 7 mln euro. Dodatkowo za 250 tys. euro z Leganes sprowadzono Fede Vico. Budżet transferowy został więc maksymalnie obciążony. Maksymalnie, ale jednak nie tak bardzo, jak ten płacowy, z którego pieniądze klub przeznacza także na pensje piłkarzy, którzy dołączyli do niego z wolnego transferu. Ismail Koybasi, Roberto Soldado i Maxime Gonalons tani w utrzymaniu z pewnością nie będą. Pierwsza dwójka ostatnio grała w tureckim Fenerbahce, a 30-letni Gonalons został wypożyczony z Romy, która pokrywać będzie tylko część jego wypłaty.

Granada w pewnym momencie na rynku rozkręciła się tak bardzo, że… otrzymała transferowy zakaz. Władze hiszpańskiej federacji piłkarskiej zabroniły jej podpisywania umów z nowymi zawodnikami dopóki szefowie klubu "nie znormalizują kontroli wynagrodzeń". Regulamin Primera Division zakłada, że każdy klub może wydawać tylko sumy, którymi w danym momencie rzeczywiście dysponuje. W przypadku beniaminka stan budżetu przez długi czas pozostawał jednak sprawą niejasną.

Mimo zakazu Granada i tak zdążyła się porządnie wzmocnić, czego dowodem jest to, że w ostatnich meczach niemal połowę podstawowego składu stanowili nowi zawodnicy. M.in. Soldado, były napastnik nie tylko Fenerbahce, ale także Villlarreal, Tottenhamu, Valencii czy Realu Madryt, który w drużynie Diego Martineza ma pełnić rolę lidera w szatni i na boisku. I na razie z tej roli wywiązuje się bardzo dobrze, bo z nim w składzie drużyna wygrała sześc razy, przegrywając zaledwie dwukrotnie. On sam strzelił zaś jednego gola i zaliczył trzy asysty. W ostatnim spotkaniu 34-latek na boisku pojawił się jednak dopiero na ostatnie 16 minut. 

Atmosfera przede wszystkim

11 transferów i sprowadzenie Gonalonsa i Soldado na pierwszy rzut oka pozwalają sądzić, że Granada w pewien sposób „zachłysnęła” się awansem do Primera Division, jak najszybciej chcąc przebudować drużynę. Jest to jednak wrażenie bardzo mylne, bo sam Martinez podkreśla, że każdy transfer jest efektem narad, dyskusji i przede wszystkim określenia profilu gracza, który ma trafić do jego zespołu. Interesują go bowiem nie tylko predyspozycje piłkarskie, ale także te ludzkie, jak zdolności komunikacyjne, umiejętność adaptacji w nowych warunkach, czy zwykłe cechy charakteru. 38-letni trener rewelacji obecnego sezonu ligi hiszpańskiej podkreśla, że to atmosfera, a nie indywidualności, jest najważniejsza w budowaniu drużyny, która ma osiągnąć sukces. Dlatego tak bardzo dba o relacje z zawodnikami, często odbywając z nimi rozmowy indywidualne. A w aspektach, z którymi nie zawsze radzi sobie perfekcyjnie, choć perfekcjonistą jest niemal w każdej dziedzinie życia i pracy, pomaga mu Victor Diaz. 31-letni kapitan klubu należącego do Jianga Lizhanga, chińskiego biznesmena. Diaz jest nie tylko łącznikiem między szatnią, a trenerem. Scala bowiem też piłkarzy i dba o to, by szatnia nie dzieliła się na małe grupki. Nie jest co prawda typem zawodnika, który na swoich kolegów krzyczy w trudnych momentach, ale jest kimś, kto potrafi ich poprowadzić w każdej sytuacji.

Coś więcej, niż utrzymanie

Po dziesięciu kolejkach Granada niespodziewanie zajmuje pierwsze miejsce w tabeli, mając na koncie zaledwie dwie porażki (tylko Atletico i Real Madryt mają po jednej przegranej). Utrzymanie tak wysokiej pozycji przez beniaminka do końca sezonu co prawda graniczy raczej z cudem, ale już teraz widać, że nie będzie on walczył tylko o utrzymanie. W następnych kolejkach piłkarze Martineza zagrają z Getafe, Realem Sociedad, Valencią i Atletico Madryt. Jeśli utrzymają skuteczność, będą mogli uzbierać kolejne punkty, które umocnią ją w ligowej czołówce. – Wiara tworzy nowe możliwości – powiedział trener zespołu z południa Hiszpanii po awansie do Primera Division. Teraz ta wiara może zaprowadzić graczy z Nuevo Los Carmenes do ich największych życiowych sukcesów.