Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Valencia jest terroryzowana. Kibice protestowali, trener groził odejściem

Valencia terroryzowana jest przez Jorge Mendesa. Słynny agent chce rządzić na Mestalla z tylnego siedzenia. Wykorzystuje przyjaźń z właścicielem klubu, Peterem Limem, by sprowadzać do Valencii kolejnych swoich piłkarzy. Niewiele brakowało, a doprowadziłby do zwolnienia architektów ostatnich sukcesów "Nietoperzy".

Valencia od lat balansuje na granicy sukcesu sportowego i katastrofy. Kolejni prezesi i trenerzy są jak świąteczny kalendarz z czekolady - nigdy nie wiesz, co tam znajdziesz. Im dłużej na Mestalla jest cisza i spokój, tym większa szansa, że zaraz coś wybuchnie. W ostatnich dniach trwał kolejny odcinek serialu „Bałagan w Valencii”. Tym razem w rolach głównych wystąpili:

  • Peter Lim - właściciel klubu 
  • Jorge Mendes - najpotężniejszy obok Mino Raioli agent piłkarski na świecie 
  • Mateu Alemany - dyrektor generalny klubu 
  • Pablo Longoria - szef skautingu klubu 
  • Anil Murthy - prezydent klubu 
  • Marcelino Garcia Toral - trener Valencii
Zobacz wideo

Mendes chce rządzić w Valencii

Bomba wybuchła kilka dni temu, gdy lokalne media zaczęły informować, że Alemany i Longoria są bliscy odejścia z Mestalla. Na ich zwolnienie miał naciskać Mendes, prywatnie przyjaciel Lima. Portugalskiemu agentowi przestały się bowiem zgadzać wpływy i pieniądze w Valencii.

Alemany jest dyrektorem „Nietoperzy” od marca 2017 roku. Wcześniej sprawował wiele funkcji w Realu Mallorca. Kiedy przychodził do klubu z Mestalla, w drużynie było 17 piłkarzy ze stajni Mendesa. Dziś jest ich już tylko czterech. Dyrektor generalny wraz z szefem skautingu Pablo Longorią (pracuje w Valencii od lutego 2018, wcześniej był w Juventusie) wyszukują piłkarzy autentycznie potrzebnych Valencii, a nie takich, których poleci im słynny portugalski agent. Ich niezależność długo była akceptowana przez singapurskiego właściciela, ale w ostatnich dniach doszło do wyjątkowo dużych zgrzytów.

Trwa letnie okno transferowe. Mendes chciałby sprowadzić na Mestalla swoich kolejnych zawodników. Wśród nich m.in. Radamela Falcao, Nicolasa Otamendiego, Rafaela Leao i Nabila Fekira. Głośne nazwiska, na które Alemany i Longoria mówią „nie”. Wolą postawić na spokojniejsze ruchy i stabilizację – tak dawno niewidziane w Valencii. Przykładowo zamiast Otamendiego na środek obrony proponowali Victora Laguardię z Alaves. Zamiast 33-letniego Falcao wzięli 22-letniego Maxiego Gomeza.

Mendes nalegał na wielkie zakupy, zaczął mącić. Poszedł do Lima, by narzekać na dyrektorów Valencii. Gdy zaś jeden z dziennikarzy proponował kiedyś Portugalczykowi, by sam został dyrektorem sportowym i wziął odpowiedzialność za transfery, to pominął to pytanie. Wygodniej jest mu doradzać z tylnego siedzenia, podsyłać swoich graczy, zarabiając na tym miliony. A jak transfery nie wypalą i klub się zadłuży? To przecież nie jego wina.

„Mistrzostwo świata kreatywnej księgowości”

Na niecałe 3 tygodnie przed startem ligi hiszpańskiej Valencia znalazła się w bardzo poważnym kryzysie organizacyjnym. Z klubu lada moment mogli odejść dwaj główni architekci ostatnich sukcesów: Alemany i Longoria. To dzięki nim na Mestalla przeprowadza się od dwóch lat sensowne transfery, wzmacniające zespół. Wykupienie Goncalo Guedesa z PSG za jedynie 40 mln euro to, jak na dzisiejsze standardy rynkowe, genialna transakcja. Podobnie, jak ściągnięcie z Interu Mediolan Geoffrey’a Kondogbii, który w Valencii odżył.

Ostatnie ruchy dyrektorów „Nietoperzy” też są imponujące. Gdy Denis Czeryszew przychodził rok temu do Valencii na wypożyczenie, klauzula jego wykupu wynosiła 7 mln. W trakcie wzrosła do 10 mln. Za ile na stałe przeniósł się na Mestalla? Za 5 mln. Kunszt negocjacyjny. Podobnie jak wymiana bramkarzami z Barceloną.

Valencia miała nóż na gardle z powodu Finansowego Fair Play. Istniało ryzyko wyprzedaży piłkarzy, bo klub w poprzednich latach naściągał (m.in. dzięki Mendesowi) drogich i bezproduktywnych graczy. Co zrobił więc Alemany? Namówił Blaugranę do wymiany golkiperami. Do Katalonii poszedł Neto za 26 mln euro (plus bonusy równe 9 mln), a do Walencji Jasper Cilissen za 35 mln euro. Brazylijczyk odszedł jeszcze w czerwcu, bo do końca tego miesiąca Valencia potrzebowała właśnie 26 mln euro ze względu na FFP. Holender zaś dołączył do „Nietoperzy” kilka dni później, już w lipcu. Problem z finansami rozwiązany. „Mistrzostwo świata kreatywnej księgowości” – napisała „Marca”. Reputacja Alemany’ego rośnie i niektórzy nazywają go już „drugim Monchim”.

Kibice protestowali, trener groził odejściem

Nic więc dziwnego, że gdy tylko pojawiły się doniesienia o ewentualnym zwolnieniu Alemany’ego i Longorii, tysiące kibiców Valencii wyszło na ulice. Tłum pod stadionem Mestalla domagał się ich pozostania w klubie. 

Zaniepokojony był też trener Marcelino, który prowadzi Valencię od lipca 2017 roku. Dwa razy udało mu się wprowadzić zespół do Ligi Mistrzów, a w poprzednim sezonie zdobył także pierwsze trofeum dla „Nietoperzy” od 11 lat – Puchar Króla.  Hiszpańskie media informowały, że baskijski szkoleniowiec odejdzie wraz ze sztabem,  jeśli Alemany zostanie zwolniony. Zaczęto nawet plotkować, że na jego miejsce przyjść może Jose Mourinho. Portugalczyk jest obecnie bezrobotny, a jego agentem jest.. oczywiście Mendes.

Pożar ugaszony. Na jak długo?

O losach Alemany’ego zadecydowała ostatecznie podróż do Singapuru. Tam bowiem spotkał się z Limem, a towarzyszył mu prezydent klubu Anil Murthy. Murthy przed wylotem opublikował na Twitterze list do kibiców, by uspokoić ich nastroje. Wszyscy jednak wiedzą, że to nie on ma decydujący głos w sprawach klubu. Wykonuje tylko polecenia Lima, a ten raz słucha Mendesa bardziej, a raz mniej.

Jak informował „AS”, na spotkanie z właścicielem klubu chcieli nawet udać się kapitanowie zespołu: Dani Parejo, Rodrigo Moreno, Jose Gaya, Jaume Domenech i Geoffrey Kondogbia. Piłkarze stanęli murem za Alemany’m, który dalej chciał mieć wolną rękę w podejmowaniu decyzji transferowych.

W piątek popołudniu udało się załagodzić konflikt. Singapurski miliarder, który kupił Valencię pięć lat temu, postanowił zatrzymać Alemany’ego i Longorię. Trzęsienie ziemi w Valencii zostało odwołane. Peter Lim zrozumiał, że wyrzucanie architektów ostatnich sukcesów drużyny byłoby kompletnie pozbawione sensu. Pytanie tylko, co zrobi, gdy jego przyjaciel Jorge Mendes w zimowym oknie znów będzie się domagał transferów jego piłkarzy?