Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Barcelona była nie do zatrzymania. Real prosił się o katastrofę

Barcelona wykorzystała kryzys dwóch rywali z Madrytu i pewnie sięgnęła po mistrzostwo Hiszpanii. To jej ósmy tytuł w ostatnich 11 latach. Słaby sezon w wykonaniu Atletico i Realu zmusza oba kluby do dużych zmian w letnim oknie transferowym. Zwycięstwo w lidze "Dumy Katalonii" ani przez moment nie było zagrożone, a mogła się z niego cieszyć na trzy kolejki przed końcem sezonu po wygranej nad Levante 1:0.

Messi w normie

Do triumfu poprowadził Barcelonę nie kto inny, jak Leo Messi. Argentyńczyk w samej tylko lidze hiszpańskiej strzelił w tym sezonie 36 goli i miał 15 asyst. Kosmiczny wynik, który dla każdego innego piłkarza na świecie (prócz Cristiano Ronaldo) byłby najlepszym w karierze. Jednak nie dla Messiego, dla którego był to normalny sezon. Rok temu Argentyńczyk także był królem strzelców z 34 golami, a dwa lata temu miał 37 bramek. Najwięcej strzelił w sezonie 2011/2012 - 50 goli.

Zobacz wideo

Wygrani u Valverde

Mistrzostwo to także sukces trenera Ernesto Valverde, dla którego to drugi tytuł ligowy w drugim sezonie pracy na Camp Nou. Gdy Bask latem 2017 roku podpisywał kontrakt z Barcą, wielu powątpiewało w jego umiejętności. Okazało się, że były szkoleniowiec Valencii i Athletic Bilbao to sprawny trener, który potrafi na przestrzeni długiego sezonu zaplanować wszystko w najmniejszym detalu. To on zgasił pożar w obronie, gdy wielomiesięcznej kontuzji doznał Samuel Umtiti. Postawił na Clementa Lengleta, który jest jednym z odkryć La Liga w tym sezonie.

To także Valverde uratował dla Barcelony Jordiego Albę. Dwa lata temu hiszpański obrońca był już myślami poza Camp Nou, bo nie mógł dogadać się z Luisem Enrique. Teraz Alba jest jednym z najważniejszych piłkarzy Blaugrany. W samej tylko lidze strzelił dwa gole i miał aż 10 asyst. Jego współpraca z Messim stała się znakiem firmowym Barcy.

Trzecim piłkarzem "Dumy Katalonii", który przez hiszpańskie media nazywany jest największym wygranym ostatnich miesięcy, jest Arturo Vidal. Gdy w sierpniu zeszłego roku Barcelona sprowadzała go z Bayernu Monachium, wielu pukało się w głowę. Chilijczyk nijak nie pasował do katalońskiego klubu: ani stylem gry, ani tym bardziej osobowością. Okazało się jednak, że drużyna Valverde potrafi z niego skorzystać. Vidal strzelił trzy gole, miał siedem asyst, a przede wszystkim był ważnym odciążeniem dla Ivana Rakiticia i Sergio Busquetsa. Umiejętnie zastąpił sprzedanego zimą do Chin Paulinho.

Valverde za słaby na Europę

Rysą na wizerunku Valverde i całej Barcelony jest oczywiście występ w Lidze Mistrzów. Ponownie rozczarowujący, bo znów nie udało się jej wygrać. Kompromitujący rewanż z Liverpoolem (0:4) na Anfield w półfinale zostanie zapamiętany na długo. Tym bardziej, że rok temu w równie fatalnych okolicznościach Barca odpadła z Romą. Obecnemu trenowi Katalończyków przypięta została już łatka szkoleniowca, który w lidze radzi sobie znakomicie, ale w Europie nie potrafi sprostać wyzwaniu.

Madryt podwójnie rozczarowany

Jeśli jednak narzekać będą po tym sezonie w Barcelonie, to co dopiero mają powiedzieć w Madrycie? Atletico i Real nie były w stanie dogonić rozpędzonej Blaugrany i znów muszą na koniec oglądać jej plecy. Rojiblancos stracili do mistrza kraju 11 punktów, a "Królewscy" aż 19. Nokaut. Przepaść. Real przegrał w La Liga oba mecze z Barceloną: na wyjeździe 1:5, u siebie 0:1. Atletico na własnym stadionie zremisowało 1:1, ale na wyjeździe nie dało rady (0:2). Obie madryckie ekipy czeka latem rewolucja kadrowa. Drużyna z Wanda Metropolitano traci po sezonie Lucasa Hernandeza, Felipe Luisa, Antoine'a Griezmanna oraz Diego Godina. Do Realu mają przyjść Paul Pogba i Eden Hazard, a w zamian odejdą najprawdopodobniej Keylor Navas, Gareth Bale, James Rodriguez, a być może także Isco i Lucas Vazquez. Wszystko po to, by nie dopuścić w przyszłym sezonie do równie fatalnych wyników. Tym bardziej, że madryckie drużyny rozczarowane są nie tylko występem w La Liga, ale także w Lidze Mistrzów. Atletico i Real odpadły już na etapie 1/8 - pierwsi z Juventusem, drudzy z Ajaksem Amsterdam.

Kryzys Realu do przewidzenia

Trudno wyzbyć się wrażenia, że przynajmniej w przypadku "Królewskich" wyniki z tego sezonu nie są wielkim zaskoczeniem. Real konsekwentnie "pracował" na to, by znaleźć się w miejscu, w którym jest. Trzecia pozycja w lidze i prawie 20 punktów straty do Barcy plus kompromitujący rewanż z Ajaksem w Madrycie w 1/8 LM (1:4) nie wzięły się z niczego. To efekt osłabień drużyny. Latem z klubu odeszli Cristiano Ronaldo i Zinedine Zidane. Portugalczyka nie udało się zastąpić nowym gwiazdorem, a ostatecznie miał to uczynić Gareth Bale, co nie miało prawa się udać. Nie znaleziono także odpowiedniego następcy dla Zidane'a, aż Francuz musiał w marcu wrócić na Bernabeu. Teraz ma odbudować zespół po jednym z najgorszych sezonów w XXI wieku.

Zażarta walka o Ligę Mistrzów

Ligę hiszpańską w przyszłym sezonie będą reprezentować w Lidze Mistrzów: Barcelona, Atletico Madryt, Real Madryt i Valencia. „Nietoperze” na czwarte miejsce wskoczyli dopiero w przedostatniej kolejce. Wcześniej tę pozycję długo zajmowało podmadryckie Getafe, które na finiszu La Liga zanotowało jednak spadek formy i ostatecznie o 2 punkty dało się wyprzedzić Valencii. Szóste miejsce dla Sevilli, która podobnie jak Getafe zagra w przyszłym sezonie w Lidze Europy.