Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Primera Division. Barcelona - Real. Lopetegui jak Benitez - Madryt znów czeka na butlę tlenową

- Nie umieram. Mam nadzieję, że w poniedziałek nadal będę dobrze oddychał - mówił przed meczem Barcelony z Realem Madryt trener Julen Lopetegui. Po nokaucie 5:1 na Camp Nou wiadomo jednak, że butla tlenowa przyda się nie tylko jemu. Reanimacja "Królewskich" przez nowego szkoleniowca ma nastąpić szybko.

„Julen zostań” – śpiewali z uśmiechem na twarzy kibice na Camp Nou po ostatnim gwizdku arbitra. Barcelonie nie często zdarza się przecież zwyciężać z Realem różnicą aż czterech goli. Ostatnio z takiego sukcesu kibice cieszyli się gdy trenerem rywali był Rafael Benitez, a Blaugrana wygrywała na Bernabeu 4:0. Okoliczności były podobne. Wtedy też dwie bramki zdobył dla Katalończyków Luis Suarez, a Leo Messi oglądał mecz z boku (chociaż wówczas wszedł na boisko na ostatnie pół godziny). Również przeciętnie zagrał wtedy Isco, który po wejściu na boisko dostał czerwoną kartkę i na ostatni minuty osłabił drużynę. Wtedy w Madrycie też wszyscy kręcili nosem na klubowego szkoleniowca, a ten musiał mierzyć się z opiniami, że na Bernabeu zrobił więcej złego niż dobrego. Gdy przypomnieć jego statystyki i zdobyte 2 na 15 możliwych punktów w starciach z Barceloną, Atletico, Sevillą, Villarrealem i Valencią, trudno było z tym polemizować. Benitez po wspominanym blamażu z ekipą z Camp Nou popracował jeszcze miesiąc. Z Madrytem pożegnał się po półrocznej przygodzie. Jeśli Lopetegui, który w rywalizacji z Sevillą, Atletico i Barceloną zdobył punkt,  przebije Beniteza, będzie to można określić za cud. Hiszpania obstawia, że grudniowych spotkań z Valencią i Vilarealem doczekać nie ma prawa, bo Real jest obecnie drużyną tylko z nazwy.

Benzema niecelnie, Suarez z 13

Mecz z Barceloną mógł budzić wyjątkowy niepokój madryckich kibiców. W czterech październikowych meczach ich ekipa trzy razy przegrywała, a 3 punkty zanotowała tylko w spotkaniu Ligi Mistrzów z Viktorią Pilzno. W dodatku gra „Królewskich” w każdym z tych spotkań pozostawiała wiele do życzenia. Triumfatorów Champions League cechowała bezradność. W niedzielnym spotkaniu była tylko większa niż zwykle. 

Gospodarze notorycznie odbierali rywalom piłkę już na ich połowie. W dodatku w pierwszej połowie spotkania przez 50 proc. czasu z piłką przy nodze znajdowali się na stronie gości. Chociaż w spotkaniu nie mógł zagrać Lionel Messi w niczym im to nie przeszkadzało. Futbolówkę świetnie wyprowadzał i dogrywał Arthur. Błyszczał Couthinho, a Surez często nękał obronę przyjezdnych. Do tego był skuteczny. Różnica między dwoma drużynami była taka, że jak z piłką w pole karne wbiegł Karim Benzema, to będąc niemal sam na sam z bramkarzem nie potrafił celnie uderzyć w bramkę. Urugwajczyk natomiast stojąc na 13. metrze, tak uderzył piłkę głową, że golkiper gości nie miał szans jej nawet dotknąć. To nie był  mecz ani Benzemy, ani Garetha Bale’a, który bardziej podawał niż uderzał piłkę w stronę ter Stegena. Kibice z Madrytu patrząc na nich pewnie przypominali sobie, że w El Clasico 42% goli strzelanych przez Real zapewniał im Cristiano Ronaldo. 

Tlen dla wszystkich

Problem Realu nie tkwił tylko w marnej ofensywie. Różnicy w grze nie potrafił zrobić m.in. Isco, który niedawno przechodził operacje wyrostka. Grał tak jakby myślami był jeszcze na operacyjnym stole. Lopetegui wierzył chyba, że pomocnik nagle odpali jakąś petardę i wytrwale trzymał go na boisku.

Z bólem, niedoleczonym urazem i niepewnością zmagał się też Marcelo, który paradoksalnie wyręczył swoich kolegów z ofensywy i strzelił gola. Pod koniec spotkania zagrywając piłkę upadł na murawę i wskazał, że dograć meczu nie da rady. Marco Asensio wchodząc na ostatni kwadrans mógł mieć w głowie swojego kapitalnego, zeszłorocznego gola z Barceloną na Bernabeu, tyle że tym razem nawet niespecjalnie miał na niego okazję. Jeden strzał na bramkę nie poleciał nawet w jej światło.

Lopetegui nie bardzo miał kim Barcę postraszyć. Mariano Diaz wszedł na plac gry nie jako groźna broń tylko konieczność i jasne było, że pierwszej bramki w tym sezonie w meczu z Barceloną nie zdobędzie.

Oczywiście odnotować trzeba, że Lopetegui próbował rozwiązywać problemy swojej drużyny ustawieniem i w drugiej połowie zagrał trzema obrońcami, co miało napędzać jego drużynę w ofensywie, ale na dłuższą metę nie przyniosło to korzyści. Korekty zrobił też Ernesto Valverde. Real w ostatnią niedzielę października nie miał mocy, pomysłu, czy odpowiednich wykonawców, by stawić czoła Barcelonie. Czy to ma szansę zmienić się za tydzień w meczu z Realem Valladoid? To już nie powinien być problem Lopeteguiego. Hiszpańska prasa jest pewna, że w nowym tygodniu Real obejmie Antonio Conte. Jeśli prezes Florentino Perez szybko nie dogada się z Włochem, to tymczasowym szkoleniowcem „Królewskich” ma zostać Santiago Solari, trener młodzieżowej drużyny Realu i to on może poprowadzić Madryt w środowym meczu Pucharu Króla. Lopetegui do końca jednak starał się robić dobrą minę do złej gry.

- Nie umieram. Mam nadzieję, że w poniedziałek nadal będę dobrze oddychał” – mówił przed meczem Barcelony z Realem. Ironicznie odpowiadał w ten sposób dziennikarzowi na pytanie czy będzie dla niego życie po El Clasico. Butla tlenowa ułatwiająca oddychanie przydałaby się jednak nie tylko jemu już w niedzielę.

FC Barcelona rozgromiła Real Madryt w El Clasico! Luis Suarez bohaterem

FC Barcelona - Real Madryt. Leo Messiego zastąpiła cała drużyna

Onda Cero: Julen Lopetegui zostanie zwolniony. Antonio Conte następcą