Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

La Liga. Girona - Real Madryt. Wysoka wygrana Realu, dublet Benzemy

Real Madryt pokonał na wyjeździe Gironę 4:1 w meczu 2. kolejki La Ligi. Po pierwszej połowie nic jednak nie wskazywało na to, by dla Królewskich starcie z Katalończykami miało być spacerkiem.

Girona była rewelacją poprzedniego sezonu La Ligi, który był jej debiutanckim w najwyższej klasie rozgrywkowej. Katalończycy pod wodzą Pablo Machina grali ofensywny futbol, nie bojąc się otwartej gry nawet z takimi potęgami jak Real czy Barcelona. Girona sezon zakończyła na wysokim, 10. miejscu, a Machin za swoją pracę został wynagrodzony transferem do Sevilli.

Mimo dokonanej latem zmiany na ławce szkoleniowej - zespół objął Eusebio, który wcześniej pracował w Realu Sociedad i rezerwach Barcelony - ekipa z Katalonii wciąż ma potencjał, by zachwycać fanów hiszpańskiej piłki, co pokazała w pierwszej połowie starcia z Realem.

Real skarcony za błędy

Od początku spotkania było jasne, że Real Julena Lopeteguiego będzie dominował i starał się długo utrzymywać przy piłce - w meczu 1. kolejki z Getafe Królewscy spokojnie prowadzili grę, kończąc zawody z 78 proc. posiadania, co jest najlepszym w lidze wynikiem madrytczyków od 2012 roku. W niedzielny wieczór na Estadi Montilivi, choć zespół Baska przeważał, nie miał tym razem aż takiej kontroli nad tym, co działo się na boisku, przynajmniej do przerwy.

Piłkarze Realu popełniali dużo prostych błędów w obronie, co gospodarze wykorzystali już w 17. minucie. Po akcji Anthony'ego Lozano piłka odbiła się od Nacho i trafiła na dziesiątym metrze pod nogi Borjy. Napastnik Girony łatwo poradził sobie z bardzo słabo dysponowanym tego dnia Casemiro i potężnym strzałem pod poprzeczkę pokonał bezradnego Keylora Navasa.

Goście po stracie gola długo nie potrafili się otrząsnąć. Akcje Królewskich zatrzymywały się na dwudziestym metrze od bramki strzeżonej przez Bono, a ich ofensywne zapędy ograniczały się do bezproduktywnych dośrodkowań w pole karne. Girona za to groźne cały czas kontrowała. Niemoc Realu przerwał kilka minut przed końcem pierwszej połowy rzut karny podyktowany za faul na Marco Asensio. Jedenastkę wykorzystał Sergio Ramos, a madrytczykom po przerwie grało się dzięki temu o wiele łatwiej.

Nowy sezon w Sport.pl - La Liga. VAR, mimo przeciwności losu, debiutuje w Hiszpanii. Po drodze korupcja i zmiany w RFEF

Odmieniony Madryt

W drugiej połowie Real pokazał już inną twarz, której o wiele bliżej było do wizerunku ze starcia z Getafe. W 52. minucie Los Blancos otrzymali kolejny karny po przewinieniu na Asensio, który tym razem na gola zamienił Karim Benzema. Od tego momentu spotkanie toczyło się pod dyktando piłkarzy Lopeteguiego. Real tworzył sobie z łatwością następne okazje, które zakończyły się trafieniami Garetha Bale'a i jeszcze jednym Benzemy. Przy drugiej bramce Francuza były wątpliwości do spalonego, ale prowadzący zawody Juan Martinez Munuera po skonsultowaniu sytuacji z arbitrami VAR gola ostatecznie uznał.

Real po drugiej serii gier ma na swoim koncie sześć punktów, podobnie jak Barcelona, która w sobotę pokonała na wyjeździe Real Valladolid 1:0. W następnej kolejce madrytczycy podejmą na Estadio Santiago Bernabeu Leganes. Zespół, który w zeszłym sezonie sensacyjnie wyeliminował Real w ćwierćfinale Pucharu Króla.